Licealiści pojechali do Liberii, gdzie panuje ebola. Ksiądz: o misji wiedział MSZ, wyjazdu nie zabronił GIS

- Misja była przygotowywana profesjonalnie przez cały rok, a po przyjeździe dzieci były bardzo zadowolone. Jedyne, co odbiera im teraz radość, to ta nagonka - mówiła podczas konferencji prasowej matka jednego z uczniów. Organizator wyjazdu i jego uczestnicy spotkali się z falą krytyki po tym, jak TVP Info w pierwszych doniesieniach poinformowała, że podróż do Liberii mogła stanowić zagrożenie dla zdrowia licealistów, a oni sami po powrocie nie zostali przebadani na obecność wirusa ebola.

- Nasza decyzja o wyjeździe została podjęta wspólnie przeze mnie i rodziców uczniów. To nie był wyjazd spontaniczny; przygotowywaliśmy się do niego przez cały rok i na bieżąco śledziliśmy sytuację w Liberii - mówił podczas konferencji ks. Jerzy Babiak, prezes wrocławskiego oddziału Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego "Młodzi Światu" i organizator misji licealistów do Liberii. Na spotkanie z dziennikarzami zdecydował się po doniesieniach o zagrożeniu, jakie miał stanowić dla uczniów Prywatnego Liceum Salezjańskiego wyjazd na misję do Liberii.

Czy Europa powinna obawiać się Eboli? Przeczytaj rozmowę z ekspertem >>>

- Projekt misyjny organizowałem po raz dziesiąty; wcześniejsze były realizowane na Syberii, w Mongolii i Afryce. Od marca cały czas zadawaliśmy sobie pytanie, czy warto jechać. Zdawaliśmy sobie sprawę, że ognisko eboli jest w sąsiedniej Gwinei i że to przede wszystkim ten kraj ma problem. Ostateczna decyzja została podjęta po dyskusji z rodzicami i konsultacjach z głównym inspektorem sanitarnym w Warszawie - mówił ksiądz.

Wszyscy uczniowie wykonali obowiązkowe szczepienia

Babiak dodał, że wraz z rodzicami na bieżąco śledzili informacje o sytuacji w Liberii, sprawdzali też komunikaty, które publikowała na ten temat Światowa Organizacja Zdrowia. Organizator misji tłumaczył również, że każdy z uczestników został indywidualnie pouczony przez lekarza oraz przeszedł szkolenie, jak powinien się zachowywać w krajach afrykańskich.

Wszyscy uczniowie wykonali też obowiązkowy pakiet szczepień, czego potwierdzeniem są odpowiednie wpisy w tzw. żółtych książeczkach. Szczepienia te były niezbędne, by w ogóle móc wjechać do Afryki - by otrzymać wizę, trzeba wysłać kopię książeczki do Ambasady Liberii w Berlinie.

Nie żyje główny lekarz walczący z Ebolą w Sierra Leone >>>

Ksiądz zaznaczył także, że tuż przed wyjazdem (który odbył się na początku lipca) nie było dokładnych informacji o liczbie zachorowań - docierały one z dużym marginesem błędu, ale jasno wskazywały, że wirus jest obecny na terenach wiejskich w północnej Liberii. Licealiści jechali natomiast do stolicy, Monrovii, która znajduje się na południu kraju.

"Projekt był przygotowywany profesjonalnie przez cały rok"

- Mając świadomość, że wirus przybiera na sile, po powrocie wykonywaliśmy odpowiednie badania lekarskie. Konsultowaliśmy się też z epidemiologami i sanepidem, którzy wydali opinię, że dzieci są zdrowe - mówiła na konferencji jedna z matek.

- Projekt był przygotowywany profesjonalnie przez cały rok, a po przyjeździe dzieci były bardzo zadowolone. Jedyne, co odbiera im teraz radość, to ta nagonka - nie bardzo rozumieją, jak mają się w tym poruszać. Czujemy się źle z negatywnym nastawieniem wobec wyjazdu, choć tak naprawdę miał on bardzo pozytywny dźwięk. W związku z tym prosimy o rzetelne przekazywanie informacji o tym, co się dzieje - zaznaczyła.

- W trakcie wyjazdu byliśmy z dziećmi w ciągłym kontakcie, podobnie po powrocie ksiądz cały czas dopytywał o ich stan, interesował się tym, co się z nimi działo - mówiła inna obecna na spotkaniu z mediami matka. Jak dodała, większość uczestników wykonała odpowiednie (choć nieobowiązkowe) badania. Reszta cały czas obserwowała, czy nie wystąpią u nich niepokojące objawy.

Prokuratura sprawdzi, czy wyjazd nie stanowił zagrożenia epidemiologicznego

W projekcie misyjnym Liberia 2014 wzięło udział 7 wolontariuszy, w tym 5 uczniów Liceum Salezjańskiego wraz z opiekunem. W oświadczeniu opublikowanym przez organizatora "w związku z dużym zainteresowaniem mediów dotyczącym zdrowia i bezpieczeństwa uczestników projektu" czytamy m.in., że o planowanym wyjeździe został poinformowany Główny Inspektorat Sanitarny w Warszawie, który nie sugerował pozostania w kraju i nie zakazał wyjazdu. O planowanej misji wiedziało też Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczne we Wrocławiu, a udział niepełnoletnich uczestników został potwierdzony pisemną zgodą rodziców.

O tym, że wyjazd nie stwarzał zagrożenia dla uczestników, a wykonanie badań po powrocie do kraju nie było obowiązkowe, mówili wczoraj zarówno epidemiolodzy, jak i przedstawiciele MSZ . Mimo to na podstawie pierwszych doniesień medialnych Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu zdecydowała o wszczęciu postępowania wyjaśniającego w tej sprawie.

- To nie jest śledztwo i nie toczy się przeciwko organizatorom wyjazdu. Prokurator sprawdzi, czy nie doszło do zagrożenia zdrowia i życia wielu osób w związku z tym wyjazdem, i wówczas podejmie dalsze decyzje - powiedziała rzecznik prokuratury Małgorzata Klaus. Jak dodała, spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego to przestępstwo z art. 165 kk, które - popełnione nawet nieumyślnie - zagrożone jest karą do 3 lat więzienia.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: