Ojciec narodu i reformator czy autorytarny przywódca prowadzący do islamizacji kraju - kim jest Recep Tayyip Erdogan?

Od 11 lat niepodzielnie rządzi Turcją jako premier. W najbliższą niedzielę może zostać prezydentem. Jak zapowiada, zmieni wtedy system. Przez jednych uważany za reformatora i uzdrowiciela gospodarki, przez innych znienawidzony za autorytarne zapędy, ograniczanie wolności słowa, a nade wszystko stłumienie protestów w Parku Gezi. Kim jest Recep Tayyip Erdogan?

W najbliższą niedzielę Turcy po raz pierwszy wybiorą prezydenta w wyborach bezpośrednich, w wyniku poprawek konstytucyjnych wprowadzonych przez rząd Erdogana w 2011 r. Ten już od pewnego czasu zapowiadał, że będzie starał się właśnie o urząd prezydencki, bo premierem dłużej już być nie może, zabraniają tego wewnętrzne regulacje jego własnej partii. Nie ukrywa, że jeżeli zwycięży, dopasuje urząd prezydencki do swoich ambicji. Będzie chciał zmian konstytucyjnych, by tradycyjnie dziś symboliczna i neutralna funkcja zmieniła się w centrum władzy wykonawczej na wzór amerykański czy przynajmniej francuski. Sam Erdogan wyborcom obiecuje m.in. kolejne kroki na drodze do integracji z UE czy rozwiązanie kwestii kurdyjskiej. Komentatorzy zwracali uwagę, że sam program obecnego premiera pokazuje, jak bardzo "upolitycznić" chce to stanowisko.

Od lat niepokonany. Drugi Ataturk?

A ma powody, by być pewnym swego. Pod jego przywództwem Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) nieprzerwanie zwyciężała w wyborach parlamentarnych od 2002 roku. Co więcej, za każdym razem zyskiwała lepszy wynik. Mimo kontrowersji wokół skandali korupcyjnych, pacyfikacji protestów w Parku Gazi czy otwartych zarzutów o autorytarne zapędy Erdogana w marcowych wyborach lokalnych jego partia zdobyła 45 proc. głosów. A wybory te traktowano de facto jak referendum ws. swoich rządów samego premiera. Wynik jest jednoznaczny. A apetyt przywódcy AKP nie maleje. Komentatorzy sugerują, że dziś już 60-letni polityk będzie chciał utrzymać się przy władzy aż do 2023 roku, czyli do obchodów stulecia istnienia republiki. Polityk marzy, by zostać okrzykniętym nowym ojcem narodu, drugim Ataturkiem.

Ale żeby ster władzy utrzymać, zmienić funkcję, ale nie utracić kontroli, musi dokonać manewru łudząco podobnego do tego, który przeprowadził Władimir Putin w tandemie z Dmitrijem Miedwiediewem. Wszystko wskazuje na to, że mu się to uda. Obecny prezydent Turcji Abdullah Gul, w wyborach prezydenckich nie startuje, za to pojawia jako prawdopodobny kandydat na premiera. To już kolejny argument dla tych, co od dawna mówią o putinizacji Turcji .

Brak wolności prasy, blokada Twittera i YouTube

A pretekstów do oskarżeń o autorytarne zapędy Erdogana nie brakuje. Wciąż bardzo wielu krytykuje postawę władz wobec protestujących rok temu w Parku Gezi, które wybuchły przeciwko zabudowie parku, na następnie przekształciły się w szeroki front antyrządowych manifestacji. Policja użyła wtedy przeciw manifestantom gazu łzawiącego, gumowych kul i armatek wodnych. Bilans: 9 zabitych i ranni, wielu uczestników aresztowanych. Pod pozorem przepisów antyterrorystycznych ograniczono wolność zgromadzeń.

Erdogan pokazał też, jak niewiele znaczy dla niego wolność prasy, dziesiątki dziennikarzy, którzy relacjonowali protesty, zwolniono albo zmuszono do odejścia. A telewizja państwowa przeszła właściwe pod bezpośrednią kontrolę premiera. Ostatni raport Freedom House "Wolność prasy 2014" wystawił Turcji bardzo surową ocenę, z listy krajów określanych jako "częściowo wolne" została zdegradowana do kategorii "niebędących wolnymi". A druzgocący raport Amnesty International przyrównał właściwie Turcję do dyktatury .

Powszechne oburzenie wywołały próby cenzury internetu, jaką była blokada najpierw Twittera, a następnie YouTube. Premier w płomiennej mowie, zapowiadał, że "powyrywa je z korzeniami". A wszystko, że do sieci wyciekły nagrania z rozmów o wielomilionowych łapówkach, które miały kompromitować samego i stawiać oskarżenia korupcyjne jego ministrom. Jednak decyzją trybunału ich działanie zostało przywrócone.

Cud gospodarczy i wielkie inwestycje

To tylko niektóre z serii zarzutów wobec premiera, którego rząd nadwerężyły skandale korupcyjne. Skąd więc ciągła popularność AKP i samego Erdogana? To przede wszystkim kwestia spełnienia konkretnych obietnic o rozwoju gospodarczych, mimo że jego tempo zwolniło znacząco w ostatnim czasie. Entuzjaści nazywają go ojcem tureckiego cudu gospodarczego, który wydobył Turcję z kryzysu po 2001 roku.

A lider AKP obiecuje kolejne inwestycje na niepowtarzalną skalę, trafiając w mocarstwowe sentymenty Turków. Czołowym projektem ma być przekopanie kanału między Morzem Czarnym a morzem Marmara, czym chce przyćmić nawet Kanały Sueski i Panamski. Trwają prace nad gigantycznym meczetem, który ma pomieścić ponad 35 tys. wiernych. Może się okazać, że to nie tylko mrzonki i megalomania premiera, bo w zeszłym roku sukcesem zakończyło się przekopanie najgłębiej położonego tunelu na świecie poprowadzonego pod Bosforem. Erdoganowi udało mu się też na potężną skalę przyciągnąć do Turcji zagranicznych inwestorów, co ma być rękojmią zrównoważonego rozwoju.

Bezsprzecznie nie brakuje mu również niezwykłej charyzmy i metod ujmowania tłumu. Często sam wraca do swoich skromnych początków, urodził się w ubogiej rodzinie, już w szkole miał dorabiać, sprzedając lemoniadę i pocztówki. Jest więc jednocześnie dla wielu symbolem osobistego sukcesu wytrwałego i pracowitego "szarego człowieka".

Erdogan podzielił Turcję

Czy skazany jest na sukces? Jego wszechobecna kampania potęguje wrażenie nieuchronności. Erdogan ma do dyspozycji państwową telewizję, które faworyzuje go w kwestii czasu antenowego, a jak piszą tureckie media, billboardy z jego wizerunkiem są dosłownie wszędzie, nie zostawiając właściwie miejsca innym kandydatom. Wielu spodziewa się, że Erdogan może zwyciężyć już w pierwszej turze, sondaże najczęściej dają mu przynajmniej 10-procentową przewagę.

Nawet jeżeli zwycięży, to bezsprzecznie dzieli w tej chwili Turcję jak nigdy wcześniej. Ostatnie badanie Pew Research Center pokazuje, jak krańcowe są to poglądu - 48 proc. badanych uznało, że rządy Erdogana mają dobry wpływ na kraj, tyle samo oceniło je źle. Aż 49 proc. ankietowanych popiera zeszłoroczne protesty antyrządowe, a z drugiej strony aż 40 proc. Turków wyraża się o nich krytycznie.

- Rządy Erdogana doprowadziły do skrajnej polaryzacji nastrojów, dzieląc społeczeństwo na zwolenników AKP i opozycji, na dewotów i sekularystów, sunnitów i alewitów, na wspierających model Anatolii i wielokulturowego Zachodu. Choć po wcześniejszych zwycięstwach Erdogan obiecywał pracować na rzecz wszystkich Turków, po marcowym sukcesie, zapowiadał, że będzie ścigał swoich wrogów - podsumowywał obecną sytuację "The Economist".

Więcej o: