Sikorski: Zakaz wstępu do MSZ dla Korwin-Mikkego. JKM: Byłem tam już dwa razy

- Zakaz wstępu do MSZ wydany wobec mnie przez Sikorskiego nie obowiązuje. Byłem tam dwa razy. Wszyscy ściskali mi ręce, a niektórzy nawet gratulowali tego, co zrobiłem z panem Bonim - twierdzi europoseł Janusz Korwin-Mikke w ?Rzeczpospolitej?.

Korwin-Mikke spoliczkował Michała Boniego 11 lipca podczas spotkania polskich europosłów zorganizowanego przez MSZ. Lider Nowej Prawicy tłumaczył, że spoliczkował Boniego, bo tak obiecał. - Kiedy w czasie debaty ws. ustawy lustracyjnej (w 1992 roku) Boni wypierał się, że był agentem SB i wyzywał mnie od idiotów, dałem mu słowo i go dotrzymałem. Przyznał się potem, że był agentem, od początku miałem rację - mówił Korwin-Mikke.

Na całą sytuację ostro zareagował szef MSZ Radosław Sikorski. Jego rzecznik przytoczył na Twitterze słowa: "Dopóki jestem ministrem, noga europosła Janusza Korwin-Mikkego nie postanie na terenie MSZ".

Korwin-Mikke: W MSZ wszyscy ściskali mi ręce

Dziennik "Rzeczpospolita" postanowił sprawdzić, czy ten zakaz faktycznie obowiązuje. Zapytał o to Korwin-Mikkego, który powiedział, że po całym zdarzeniu był "w MSZ już dwa razy i nikt nie blokował mu wstępu, wszyscy ściskali mu ręce, a niektórzy nawet gratulowali tego, co zrobił z Bonim".

MSZ tłumaczy, że wcześniejszych słów Sikorskiego o zakazie wstępu nie należy rozumieć dosłownie. "Wypowiedź ministra oznaczała, że pan Korwin-Mikke nie otrzyma zaproszenia od szefa MSZ na kolejne spotkanie organizowane w podobnym formacie" - "Rzeczpospolita" przytacza wypowiedź biura prasowego resortu.

Sprawa spoliczkowania Boniego trafiła do warszawskiej prokuratury, która zajmuje się nią od końca lipca. Pozew cywilny przeciwko Korwin-Mikkemu zapowiada też Boni. - Los sprawy zależy głównie od tego, czy sędzia będzie agentem bezpieki czy nie - komentuje lider Nowej Prawicy.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: