Sienkiewicz: Jeśli ktoś myśli, że taśmy "Wprost" to dzieło szajki kelnerów, to się myli

- O aferze taśmowej wiem wystarczająco dużo, by powiedzieć: jeśli ktoś myśli, że to była szajka kelnerów, to się myli - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz, jeden z bohaterów tzw. taśm "Wprost".

- Afera taśmowa pokazuje skłonność części opinii publicznej do histerii. Nie odkryła ona żadnych nieprawidłowości ani żadnych naruszeń prawa. To jest wydarzenie w kategoriach bardziej obyczajowych i językowych niż odkrycie jakiejś mrocznej strony państwa polskiego - mówi Sienkiewicz w "Rzeczpospolitej".

"Byłem świadkiem oceanu hipokryzji"

Choć wywiad jest bardzo obszerny, dopiero w połowie rozmowy padają najmocniejsze chyba słowa, w których minister sugeruje, że wie o sprawie taśm wystarczająco dużo, by powiedzieć, że nie stoi za nimi "szajka kelnerów". Wątek ten nie jest jednak kontynuowany.

Sienkiewicz pyta za to rozmawiających z nim dziennikarzy, czy "mają listę spraw, za które jeszcze powinien przeprosić". Rozmówcy mówią mu bowiem, że w całej sprawie przeprosił opinię publiczną, właściwie tylko jeśli chodzi o słownictwo użyte w rozmowie z prezesem NBP Markiem Belką. - Czuję dyskomfort, bo ta rozmowa miała zbyt swobodny językowo charakter. Ale będąc ofiarą przestępstwa, byłem również świadkiem oceanu hipokryzji ze strony wszystkich krytykujących - uważa Sienkiewicz.

"Głowy ścina się na Wschodzie"

Szef MSW komentuje też brak dymisji po wybuchu afery taśmowej. - Do głowy by mi nie przyszło, by wymieniać szefów służb tylko dlatego, że wyniknęła afera. Na Zachodzie nie myśli się kategoriami głów do ścięcia. Głowy ścina się na Wschodzie - mówi minister. Pod koniec wywiadu dziennikarze poruszają też kwestie zestrzelenia malezyjskiego boeinga nad wschodnią Ukrainą przed dwoma tygodniami. - Ta katastrofa pokazała, że Rosja wysyła bojowników na Ukrainę, szkoli ich i dozbraja, lecz już nad nimi nie panuje - ocenia Sienkiewicz.

Wczoraj prokuratura poinformowała , że wszczęła śledztwo ws. taśm "Wprost". Będzie sprawdzała, czy premier Donald Tusk, Marek Belka i Sienkiewicz nie dopuścili się nadużyć. Miałyby one polegać na naruszeniu niezależności NBP poprzez zawarcie w lipcu 2013 r. przez premiera z prezesem NBP nieformalnego porozumienia, za pośrednictwem ministra spraw wewnętrznych.

Na jego mocy, w zamian za odwołanie z funkcji ministra finansów Jacka Rostowskiego oraz wprowadzenie regulacji prawnych zmniejszających rolę Rady Polityki Pieniężnej, prezes NBP miałby się zobowiązać do finansowania w przyszłości deficytu budżetowego poprzez wykupywanie obligacji przez NBP.

Cały wywiad z ministrem Sienkiewiczem jest dostępny na stronie "Rzeczpospolitej" >>>

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: