Grażyna Błęcka-Kolska nie pamięta, co się działo przed wypadkiem. Policja szuka świadków

Prowadzącym śledztwo w sprawie wypadku Grażyny Błęckiej-Kolskiej wciąż nie udało się przesłuchać aktorki. Nie pamięta ona bowiem, co działo się na chwilę przed tragedią. Dlatego policja szuka osób, które widziały zdarzenie. - Zgłaszają się już pierwsi świadkowie - mówi nam Krzysztof Zaporowski z wrocławskiej policji.

Jak zapewnia Krzysztof Zaporowski z wrocławskiej policji, chodzi o to, by wszechstronnie wyjaśnić przebieg wypadku, w wyniku którego zginęła 23-letnia Zuzanna Kolska, córka Grażyny Błęckiej-Kolskiej i Jana Kolskiego. - Cenne są dla nas informacje od osób, które przechodziły lub przejeżdżały wtedy ulicą Sobieskiego we Wrocławiu. Na miejscu zabezpieczyliśmy ślady i rozpytaliśmy świadków, ale to za mało. Na szczęście już zaczęły się zgłaszać do nas się osoby, które widziały wypadek i mogą pomóc w wyjaśnieniu jego przebiegu - dodaje Zaporowski.

Sporo znaków zapytania

Śledztwo w sprawie wypadku prowadzi Prokuratura Rejonowa dla Wrocławia Psie Pole. Na razie jednak więcej jest znaków zapytania niż konkretnych ustaleń. Wiadomo, że feralnego dnia, czyli 24 lipca, Grażyna Błęcka-Kolska jechała swoją czerwoną toyotą corollą z córką Zuzanną i znajomą, projektantką Teresą Kopias. Ona najprawdopodobniej siedziała z przodu - ostatecznie miała w wypadku złamaną rękę - a 23-letnia Zuzanna Kolska z tyłu. Padał deszcz. Nagle aktorka (to bez wątpienia ona siedziała za kierownicą) straciła panowanie nad samochodem. Wpadła w poślizg, uderzyła w latarnię i znak drogowy. Samochód przewrócił się na bok. Zuzanna, która prawdopodobnie siedziała z tyłu, wypadła przez szybę. Mimo że błyskawicznie przetransportowano ją do szpitala śmigłowcem, zmarła na stole operacyjnym.

- Miała bardzo rozległe obrażenia wewnętrzne - mówi nasz informator. - Teraz kluczowa jest opinia biegłych. Muszą ustalić, z jaką prędkością jechała aktorka i dlaczego wpadła w poślizg. Wreszcie: czy wszyscy jadący toyotą mieli zapięte pasy - dodaje informator Gazeta.pl.

Co ustalą biegli

Beata Łęcka, szefowa Prokuratury Rejonowej dla Wrocławia Psie Pole, potwierdza, że akta sprawy są w tej chwili u biegłych sądowych. - Czekamy na ich ustalenia co do przebiegu wypadku - mówi prokurator Łęcka. I podkreśla, że póki co postępowanie jest prowadzone w sprawie zdarzenia, a nie przeciwko Grażynie Błęckiej-Kolskiej.

- Dopiero gdy wypowiedzą się biegli, będziemy wiedzieli, komu i przede wszystkim czy w ogóle komuś postawione będą zarzuty. Nie będę się odnosiła do doniesień prasowych dotyczących tego zdarzenia. Nie są dla prokuratury miarodajne - dodaje Łęcka.

Jak się dowiedzieliśmy, na razie prowadzącym śledztwo prokuratorom nie udało się przesłuchać aktorki. - Była wezwana do prokuratury, ale nie potrafiła nic powiedzieć o zdarzeniu - potwierdza nam prokurator Łęcka.

Wiadomo, że w chwili wypadku aktorka była trzeźwa. Możliwe jednak, że trauma związana z wypadkiem spowodowała, iż Grażyna Błęcka-Kolska nie pamięta nic z ostatnich minut przed tragedią. Silnym przeżyciem był także dla aktorki pogrzeb córki, który odbył się pod koniec lipca w jej rodzinnym Łasku. Krótko potem pojawiły się pogłoski, że Błęcka-Kolska trafiła do szpitala. Nie potwierdziły się.

Wrocławscy policjanci czekają na informacje o wypadku pod numerem telefonu (71) 340 28 20. Według prawa za nieumyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Więcej o: