Krasnodębski: Jestem zaskoczony, że niemieckie sankcje poszły tak daleko. Ale społeczeństwo wciąż sympatyzuje z Rosją

- Jestem zaskoczony, że i tak Niemcy po tym zestrzeleniu samolotu poszły tak daleko w sankcjach - mówił w Poranku Radia TOK FM prof. Zdzisław Krasnodębski, europoseł PiS, socjolog z Uniwersytetu w Bremie. - Ale co innego elity, a co innego ludzie. Społeczeństwo raczej sympatyzuje z Rosją - mówił o Niemcach.

Gościem Jana Wróbla w Poranku Radia TOK FM był prof. Zdzisław Krasnodębski, europoseł PiS, profesor socjologii Uniwersytetu w Bremie.

Jan Wróbel: Parę dni temu zbulwersował nas tajemniczy przeciek, że Angela Merkel po cichu miałaby się układać z Władimirem Putinem , że ten dostanie Krym w zamian za spokój na ukraińsko-rosyjskiej granicy. Gdyby to było prawdą, to rozczarowanie dla polskiej polityki zagranicznej.

Prof. Zdzisław Krasnodębski: - Pyta się mnie pan o to, o co niedawno pytał mnie dziennikarz niemieckiej gazety Die Tageszeitung. On uważał, że to krążąca po Polsce teoria spiskowa, że Niemcy ułożyły się z Rosją, żeby oddać Krym. Ja myślę, że można to sobie wyobrazić. Bo jest tendencja, by uznać ten fakt jako dokonany. Nawet przed samą interwencją rosyjską były takie głosy polityków, m.in. Otto Graf Lambsdorff, europoseł z FDP, powiedział "Słuchajcie, to jest nie do utrzymania".

Jestem zaskoczony, że i tak Niemcy po tym zestrzeleniu samolotu poszły tak daleko w sankcjach. Ostatecznie zadecydowały jednak kręgi gospodarcze, to pokazuje ten szok. Pisano, że wojna doszła do Zachodu i to spowodowało zmianę nastawienia Niemców, ale raczej elit niż przeciętnego obywatela.

Na seminarium poświęconym geopolityce, już po zestrzeleniu samolotu nad Ukrainą, pytałem studentów, co należy zrobić z polityką wschodnią Unii Europejskiej. Oni powiedzieli: "nic". Powiedziałem: "jak to? dlaczego?". "No bo Rosja w gruncie rzeczy jest dobrym partnerem handlowym, dostarcza gaz". Zdziwiło mnie, że młodzi ludzie myślą w kategoriach interesu narodowego czy państwowego.

Pamiętam pana artykuły sprzed 10 lat. Uczulał pan, że w Niemczech rośnie poziom świadomości narodowej niepokojący dla Polaków. Ale wydaje się, że to się nie spełniło, wyrosło kolejne pokolenie mieszczuchów.

- Upraszcza pan moje prognozy. Nigdy nie twierdziłem, że mamy powrót do agresywnego militaryzmu czy nacjonalizmu. Ale jeśli chodzi o przeszłość, zmiana następuje w tym, że to pokolenie Niemców czuje się oczyszczone, nieobciążone rodzinnie. Jest taka słynna książka "Mój dziadek nie był nazistą". Potępia się III Rzeszę, ale to nie jest osobista historia.

Inną przemianą jest afirmacja poprzez sport, stosunek do państwowości. Pamiętam, jak moi niemieccy przyjaciele odrzucali RFN jako państwo niemal faszystowskie. Dzisiaj na uniwersytetach mocniejsza krytyka państwa czy polityki zagranicznej prawie się nie zdarza.

To ostrożna polityka. Dynamizmu w tym nie ma za grosz.

- Jest dynamizm gospodarczy, przypomnę słynny artykuł o Niemczech jako mocarstwie geoekonomicznym. Ale co innego elity, a co innego ludzie. Społeczeństwo raczej sympatyzuje z Rosją. Frank Walter Steinmeier, szef niemieckiej dyplomacji, w czasie ostatniej kampanii wyborczej był krytykowany, że dolewa oliwy do ognia, że jego polityka jest zbyt agresywna wobec Rosji. Gdzieś jest wyraźne rozumienie swojego interesu, choć przybrane w ornament europejski.

Więcej o: