Amerykanie wiedzą, jak powstrzymać Ebolę? Niekoniecznie. "Tam nie ma nic. Sprzętu, leków, lekarzy..."

- Wiemy, jak powstrzymać Ebolę - zapewniał w BBC Thomas Frieden, szef Centrum Zwalczania i Prewencji Chorób w USA. Powątpiewała w to w Radiu TOK FM Margit Kossbudzka z "Gazety Wyborczej". - To są najbiedniejsze państwa Afryki, gdzie system opieki medycznej leży. Tam nie ma nic. Sprzętu, leków. Większość osób, które zajmują się chorymi, to wolontariusze - mówiła.

W Afryce Zachodniej epidemia Eboli pochłonęła już życie 728 osób. USA zadeklarowały już wysłanie w rejon ogniska choroby kilkudziesięciu lekarzy. - Wiemy, jak powstrzymać Ebolę - zapewniał w BBC Thomas Frieden, szef amerykańskiego Centrum Zwalczania i Prewencji Chorób.

"Tam nie ma nic. Sprzętu, leków..."

- To stare dobre zasady zdrowia publicznego: znaleźć pacjentów, upewnić się, że są leczeni, odszukać osoby, z którymi mogły mieć kontakt, wyśledzić je, edukować ludzi, kontrolować infekcje w szpitalach - wyjaśniał Frieden.

Sceptycyzmu wobec tych słów nie kryła w Radiu TOK FM Margit Kossobudzka, dziennikarka "Gazety Wyborczej". - To są najbiedniejsze państwa Afryki, gdzie system opieki medycznej leży - wskazywała. Podkreślała, że w Afryce nie ma mowy o edukacji czy kontroli w szpitalach. - Tam nie ma nic. Sprzętu, leków. Większość osób, które zajmują się chorymi, to wolontariusze - tłumaczyła.

"Ta epidemia jest trochę dziwna"

Kossbudzka mówiła, że lokalne epidemie Eboli wybuchają niemal bez przerwy. Dopóki jednak dzieje się w to dalekich, odizolowanych regionach świata, mało kto zwraca na nie uwagę. - Od samego początku wiadomo było, że ta epidemia jest trochę dziwna. Ebola to wirus, który zazwyczaj sam się wykańcza. Atakuje ludzi, oni umierają i choroba nie przenosi się dalej. Tym razem wirus pojawił się w kilku miejscach na raz. I to jest dziwne - mówiła dziennikarka.

- Sama szefowa WHO przyznała, że epidemia rozprzestrzenia się szybciej, niż świat podejmuje kroki, żeby ją opanować. Jesteśmy więc cały czas spóźnieni - dodała dziennikarka.

Trudnością w walce z chorobą jest też fakt, że nie istnieje wciąż skuteczny lek czy szczepionka. - Od chwili odkrycia Eboli zakaziło się 5 tys. osób, z czego 3 tys. zmarło. To nie jest liczba, która powaliłaby na kolana firmy farmaceutyczne, żeby wyciągnęły kasę i zaczęły robić szczepionkę - zauważyła Kossbudzka.

Więcej o: