Ochrona Cocomo zajmuje atrakcyjny lokal w Gdańsku. "To przypomina zwykłą gangsterkę"

Już od ponad tygodnia atrakcyjnie położony lokal gastronomiczny w centrum Gdańska zajmuje ochrona klubu Cocomo, która dostała się tam, wywiercając zamki w drzwiach. - To ewidentna samowolka. Jeśli prokuratura nie podejmie zdecydowanych działań, takie sytuacje staną się normą - komentuje znany prawnik Roman Nowosielski.

Cocomo to słynna na całą Polskę sieć klubów ze striptizem, której klienci budzą się rano z gigantycznymi rachunkami do zapłacenia. Prowadząca je krakowska spółka Event znana jest z tego, że kluby lokalizuje w najbardziej reprezentacyjnych punktach miast. W Trójmieście działają już trzy: w Gdańsku, Sopocie i Gdyni. Ten w Gdańsku mieści się obok ul. Długiej - na ul. Lektykarskiej.

"Robi się coraz bardziej nerwowo"

Ale wygląda na to, że Cocomo postanowiło otworzyć klub w Gdańsku w jeszcze bardziej atrakcyjnej lokalizacji - ok. 100 m od Fontanny Neptuna przy ul. Długi Targ. Jak ustaliliśmy, spółka podpisała umowę intencyjną z właścicielem lokalu i wypłaciła zaliczkę w wysokości kilkuset tysięcy złotych. Event miał też zobowiązać się do płacenia dwukrotnie wyższego czynszu.

W lokalu od sierpnia 2010 r. mieściła się restauracja Kleopatra. Zgodnie z podpisaną umową, miała tam zostać do 2020 r. Właściciel miał jednak dotychczasowych najemców dosyć - zalegali z czynszem, właścicielka dała się też we znaki miastu, nielegalnie pięciokrotnie powiększając ogródek przed restauracją, padały też zarzuty o naciąganie klientów.

- Gdy zażądałem uregulowania zaległości, dostałem informację, że piwnica od lat wymaga remontu, więc właścicielka restauracji potrąciła sobie za trzy lata rzekomej nadpłaty 621 tys. zł, uznając, że w ten sposób reguluje dług wraz z odsetkami - tłumaczył przy pierwszej publikacji Stanisław Prus, syn właścicielki nieruchomości. - Dlatego w maju wypowiedziałem umowę ze skutkiem natychmiastowym. A w związku z tym, że Kleopatra nie uznała wypowiedzenia umowy, złożyłem do sądu pozew o zapłatę zaległości oraz o opróżnienie i wydanie lokalu użytkowego.

"Co dalej? Niech odpuszczą"

Nie ma jeszcze pierwszego terminu rozprawy, a sąd nie udzielił zabezpieczenia przez nakazanie opuszczenia lokalu. Nie ma zatem prawomocnego orzeczenia w sprawie, a bez niego nie można dokonać eksmisji, którą może przeprowadzić wyłącznie komornik.

Proces mógłby się ciągnąć latami, na co zapewne liczyli najemcy. A takiego obrotu sprawy nie spodziewali się widocznie Event i właścicielka lokalu. Sprawę postanowili więc rozwiązać siłowo.

W środę 23 lipca Prus wraz z ochroną Cocomo wywiercił zamki i zajął lokal. Twierdzi, że w celu dokonania zabezpieczenia rzeczy na poczet spłaty długu.

- Co dalej? Nie wiem, mam nadzieję, że odpuszczą, ale w związku z próbami usunięcia ruchomości ochrona musi zostać - tłumaczy Prus.

Odwiedziliśmy Kleopatrę - w jednym pomieszczeniu lokalu 24 h na dobę pilnuje zamiennie dwóch ochroniarzy. By mieli gdzie spać, wstawiono im wąską kanapę z Cocomo z plastikowym obiciem i materac. Drugiego pomieszczenia nie opuszczają najemcy: właścicielka Kleopatry lub menedżer lokalu.

- Doszło do konfliktu, ale nic nie zmienia faktu, że nasz spór powinien rozstrzygnąć sąd, a nie ludzie Cocomo - mówi Marzena Winiarska, właścicielka Kleopatry. - Przecież to wszystko przypomina zwykłą gangsterkę. Ogranicza nam się prowadzenie działalności gospodarczej, od środy nie opuszczamy lokalu. Robi się coraz bardziej nerwowo, nasi pracownicy nie są wpuszczani, do przemocy nie doszło zapewne jeszcze tylko dlatego, że w restauracji znajduje się 46 kamer.

Policja: "To sprawa cywilnoprawna"

- To co się wydarzyło jest przestępstwem polegającym na wdarciu się do lokalu przez osoby nieuprawnione - ocenia znany gdański mecenas Roman Nowosielski. - Powinny zostać szybko postawione zarzuty, a potem wprowadzone środki zapobiegawcze w postaci np. nakazu opuszczenia lokalu czy zakazu zbliżania się, inaczej taka samowolka stanie się w Polsce normą.

Policja interweniowała już kilka razy, ale nikogo w związku ze sprawą nie zatrzymała.

- Dokumentację z przeprowadzonych interwencji policjanci przekazali do prokuratury z wnioskiem o zajęcie stanowiska w tej sprawie - informuje podkom. Aleksandra Siewert, rzeczniczka komendanta miejskiego policji w Gdańsku. - Wyjaśniana jest m.in. kwestia uszkodzenia drzwi. Obie strony zostały już przesłuchane. Sprawa ta ze względu na spór dotyczący aktów własności poszczególnych osób w sposób bezpośredni zahacza o zakres spraw cywilnoprawnych. W takich postępowaniach tylko sąd jest władny do rozstrzygania.

W Polsce tak można?

Prokuratura wszczęła śledztwo z art. 193 Kodeksu karnego - "Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku".

Jak dotąd nikomu nie przedstawiono zarzutów.

- Sprawy dotyczące ochrony posiadania są skomplikowane, ale nie ma wątpliwości, że nikt nie ma prawa wejść i samodzielnie przeprowadzać tego typu działań - mówi Renata Klonowska, szefowa Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Śródmieście. - Prawda jest jednak też taka, że prawo nie pozwala również, bez decyzji sądu, wyrzucić osoby, która z upoważnienia właściciela taki lokal nielegalnie zajęła. A środki zapobiegawcze można stosować tylko w celu zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania. Rozumiem, że może się to nie podobać, ale takie są przepisy. To jest dokładnie ten sam problem jak w przypadku dzikich lokatorów.

Event wydaje się spokojny.

Zarząd firmy Event: "Osoby przebywające w lokalu nie są tam z ramienia naszej firmy, lecz właściciela pana Stanisława Prusa. Pozostają tam celem zabezpieczenia jego interesów przeciwko byłemu najemcy. Osobie byłego najemcy, jeśli czuje, że jego prawa są naruszane, przysługiwać będą roszczenia odszkodowawcze. Znalazłby się wtedy w komfortowej sytuacji, bowiem podmiot ewentualnie obowiązany jest wypłacalny. Brak skorzystania z tych uprawnień po opuszczeniu lokalu ma oczywistą podstawę - po prostu były najemca ma świadomość, że roszczenia takie nie będą mu przysługiwały, bo prawo nie jest po jego stronie. I pytanie, czy należy chronić interesy właściciela, które w sposób oczywisty zostały zagrożone czy nierzetelnego byłego najemcy, który korzysta cynicznie jedynie z formalnych mechanizmów, zresztą bez uzasadnienia?".

Zobacz wideo
Więcej o: