"Drzew jest coraz mniej, przegrywają z inwestycjami", "Za jedno stare należałoby posadzić 2,7 tys. nowych"

- Za jedno wycięte wieloletnie drzewo należałoby posadzić 2700 nowych - mówił Grzegorz Młynarski z inicjatywy Kwiatkibratki w Radiu TOK FM. Przekonywał, że w Polsce brakuje polityki ochrony zieleni. - W Warszawie nie ma jakiejkolwiek bazy, a choćby w Berlinie każde drzewo ma swoją kartotekę - mówił. Gość Agaty Kowalskiej komentował planowaną przez NIK kontrolę wycinek drzew.

"Drzewa przegrywają z inwestycjami budowlanymi. Są wycinane lub niszczone tam, gdzie powstają nowe osiedla czy galerie handlowe" - czytamy na stronie NIK , która zapowiada, że przyjrzy się wycinkom, jak i stosowaniu przepisów, które pozwalają drzewa chronić. Eksperci zaproszeni do przeprowadzenia analiz alarmują, że najczęstszą przyczyną usuwania drzew w miastach czy przy drogach jest zwyczajna niewiedza urzędników. O ochronie zieleni, a raczej jej braku, rozmawiała w TOK FM Agata Kowalska z Grzegorzem Młynarskim z pracowni urbanistyczno-ogrodniczej Kwiatkibratki.

Nie wiadomo ile, nie wiadomo jakie

- Właściwie nie wiadomo, ile mamy drzew w miastach, nie ma też informacji, jakie to są drzewa i w jakim są stanie, bo nikt nie prowadzi tego typu ewidencji - zaczęła prowadząca program Agata Kowalska. - Kiedy wycinane jest drzewo, najczęściej słyszymy, że zasadzone zostanie inne. Czy stare drzewo, które zostanie wycięte, można przyrównać do tego nowego? - pytała swojego gościa.

Jedno 25-30-letnie drzewo ma olbrzymie znacznie dla miejskiego ekosystemu, żeby te same funkcje miały przejąć młode drzewa, trzeba by ich zasadzić 2700. Nie można go zastąpić jeden do jednego - wyjaśniał Młynarski. Dodał, że funkcji, które spełnia takie wieloletnie drzewo, jest wiele: począwszy od ochładzania powietrza w mieście w czasie lata, przez zatrzymywanie pyłów, po zmniejszanie poziomu dwutlenku węgla.

Trzy drzewa na sześcioosobową rodzinę

- W ciągu roku 50-letnie drzewo produkuje tlen o wartości 31 tys. dolarów; a trzy dorosłe drzewa są w stanie przetrawić dwutlenek węgla wyprodukowany przez sześcioosobową rodzinę. I tylko drzewo "przerabia" na stałe dwutlenek węgla na drewno i oddaje do otoczenia tlen - wyjaśniał.

Młynarski tłumaczył, że w Polsce mamy bardzo nikłą politykę związaną z ochroną drzew. - Chociażby w Berlinie prowadzi się ewidencję każdego gatunku i każde drzewo ma swoją kartotekę - można znaleźć jego całą historię przycinania gałęzi, choroby, które przeszło itp. Ma w to wgląd każdy obywatel - mówił. A w Warszawie takiej bazy zwyczajnie brak. Głośno robi się o drzewach tylko wtedy, gdy szykuje się jakaś wycinka i mieszkańcy protestują.

- A przecież koszt walki ze spalinami emitowanymi przez auta jest znacznie wyższy niż utrzymywanie drzew, którzy niwelują poziom zanieczyszczenia. Więc dbanie o drzewa jest wartością samą w sobie - podsumował.

Dlatego tak ważna może okazać się kontrola NIK. Sprawdzane zostaną miasta powyżej 15 tys. mieszkańców w pięciu województwach. Łącznie inspektorzy wezmą pod lupę 10 urzędów miejskich oraz 9 starostw powiatowych. Wyniki kontroli poznamy po wakacjach.

Więcej o: