Sienkiewicz: W Polsce natychmiast woła się o głowy do ścięcia. Ja poprawiam państwo, zamiast szukać winnych

- Zostaje się ministrem z woli premiera i kończy się pracę z woli premiera. Nie będę komentował jego przyszłych decyzji - mówił w Poranku Radia TOK FM Bartłomiej Sienkiewicz pytany o swą polityczną przyszłość. Jeszcze miesiąc temu utrzymywał, że już jej nie ma. Dziś dystansuje się od tego stwierdzenia. - U nas jak się coś dzieje, natychmiast woła się o głowy do ścięcia, a nie poprawia się państwa - ubolewał.

- Ja politycznie przyszłości przed sobą nie mam - mówił przed miesiącem, w apogeum afery taśmowej, Bartłomiej Sienkiewicz, szef MSW. Wówczas niemal wszyscy komentatorzy oczekiwali szybkiej dymisji ministra w związku z podsłuchami. Ostatecznie jednak Donald Tusk pozostawił Sienkiewicza na stanowisku.

"Nie byłem i nie będę politykiem"

- Pana przygoda z polityką się skończyła? - dopytywała Sienkiewicza w Poranku Radia TOK FM Janina Paradowska. - Zostaje się ministrem z woli premiera i kończy się pracę z woli premiera. Nie będę komentował jego przyszłych decyzji - uciął Sienkiewicz.

- Te słowa stwierdzają fakty. Nie byłem przedtem politykiem, co mi nie przeszkadzało pracować dla państwa i potem pewnie też nie będę politykiem, a być może nadal będę pracował dla państwa. Mój status nie jest polityczny, nie jestem członkiem PO - przekonywał Sienkiewicz. - W środku afery było oczywiste, że kariery politycznej w PO pewnie nie zrobię. Ale nie miało to nic wspólnego z rezygnacją - zastrzegł.

"Dopełniłem procedur. Jeśli to nie wystarcza, trzeba je zmienić"

Paradowska przypomniała, że premier oczekuje od Sienkiewicza wyjaśnienia sprawy podsłuchów. - Co to znaczy? - pytała. - To była na zimno zaplanowana akcja nagrywania wysokich urzędników państwowych. To nie kwestia podsłuchania sąsiada czy koleżanki z pracy, tylko spora operacja, niezależnie od tego, że opozycja nazywa to spiskiem kelnerów - wyjaśniał Sienkiewicz.

Minister przypomniał aferę PRISM, którą w USA rozpętał Edward Snowden, ujawniając skalę tajnych podsłuchów organizowanych przez amerykańskie służby. - Tam nikt się nie domagał dymisji. Zostali wszyscy szefowie, bo było oczywiste, że jeśli mamy do czynienia z takim wydarzeniem, ludzie piastujący te stanowiska powinni to wyjaśnić. Mają instrumenty, wiedzą, jak ich używać, są świadomi. Zwyciężyła naturalna pragmatyka. A u nas jak się coś dzieje, natychmiast woła się o głowy do ścięcia, a nie poprawia się państwa. Ja całe życie poświęciłem temu, żeby poprawiać państwo, a nie szukać winnych. I będę wierny tej szkole - zaznaczył Sienkiewicz.

Minister wskazywał, że w kwestii samych podsłuchów nie ma sobie nic do zarzucenia. - Wszelkie procedury z mojej strony w tej sprawie zostały dopełnione. Jeśli one się okazały niewystarczające, trzeba zmienić procedury - stwierdził.

Reforma służb. "Nie rewolucja, nie kosmetyka"

Paradowska pytała też o planowaną reformę służb specjalnych. Rząd chce dookreślić kompetencje poszczególnych instytucji, tak by były bardziej wyspecjalizowane i działały przez to sprawniej. - Mam wrażenie, że to kosmetyka - powątpiewała prowadząca.

- Nie chodzi o rewolucję, ale też nie jest to kosmetyka - powiedział Sienkiewicz. - Kolejne ekipy zawsze marzyły, aby robić głębokie reformy służb, z perspektywy czasu można powiedzieć, że im głębsza rewolucja, tym mniej służyło to bezpieczeństwu państwa - podkreślił.

Zdaniem Sienkiewicza intencja reformujących jest taka, by "nie zaburzać pewnych procesów", szczególnie w sytuacji, kiedy "obok mamy wojnę". - Ta reforma jest integracją narzędzi bezpieczeństwa państwa - powiedział Sienkiewicz podkreślając, że taki właśnie jest światowy trend.

Więcej o: