Hostel interwencyjny dla osób LGBT. "Bezpieczne miejsce dla ofiar przemocy, a nie luksusowy hotel"

- Przede wszystkim ma to być bezpieczna przestrzeń dla osób, które doznały przemocy i by odciąć się od sprawców musiały np. opuścić dom - mówi w rozmowie z Tokfm.pl koordynatorka projektu hostelu interwencyjnego. Według statystyk przemocy doznało około 52 proc. osób transpłciowych, z czego 35 proc. to przemoc domowa. Osoby transpłciowe, z całego spektrum osób LGBT, najczęściej padają ofiarami przemocy.

Hostel interwencyjny dla osób LGBT to projekt fundacji Trans-Fuzja i stowarzyszenia Lambda Warszawa. Organizacje te złożyły wspólny wniosek w programie grantowym Obywatele dla Demokracji Fundacji im. Stefana Batorego.

- W mediach czytam, że w hostelu ma być 150 miejsc. To nieprawda. Obliczyliśmy, że w 14 miesięcy, czyli w okresie, na który dostalibyśmy grant, moglibyśmy pomóc 150 osobom - mówi Martyna Łysakiewicz, koordynatorka projektu z ramienia Trans-Fuzji i podkreśla, że ma to być hostel interwencyjny, a nie darmowy hotel.

W hostelu nie będzie niestety miejsca dla osób poniżej 18. roku życia. - Nie moglibyśmy przyjąć podopiecznych ze względu na przepisy prawne - dodaje

Twórcy projektu podkreślają, że byłoby to miejsce do pobytu tymczasowego - do trzech miesięcy, a w wyjątkowych przypadkach do sześciu. Środki są ograniczone, a ośrodek nie może działać demoralizująco na podopiecznych. Trans-Fuzja i Lambda, jeśli dostaną grant, planują wynająć mieszkanie na pierwsze 14 miesięcy, a na dalsze działanie będą próbować pozyskać środki przez fundraising.

Dlaczego tylko dla osób LGBT?

- Osoby nieheteronormatywne nawet jeśli odetną się od pierwotnego sprawcy przemocy, w kolejnych miejscach mogą znów paść jej ofiarą. Łatwo odkryć, że dana osoba przechodzi korektę, chociażby po tym, że zażywa leki. Jest bardzo wiele historii kobiet transpłciowych, które trafiały do schronisk lub ośrodków i padały ofiarami przemocy seksualnej - mówi Łysakiewicz.

Podkreśla, że przez trzy miesiące można już częściowo uporządkować swoje życie. - Poszukać nowej pracy, domu czy przeprowadzić część procedur związanych z korektą płci, np. pozyskać opinie lekarza czy złożyć pozew - tłumaczy.

Projekt hostelu interwencyjnego trzeba było dostosować do polskich realiów. - W jednym z artykułów pojawiło się zdjęcie amerykańskiego ośrodka, a w komentarzach czytałam o "luksusowym hotelu". Niestety nie możemy sobie wyobrażać, że to będzie działanie na taką skalę. Nawet ta duża kwota, o którą wnioskujemy, to kropla w morzu potrzeb - twierdzi koordynatorka.

Większość wiedzy na temat działania takiego miejsca to doświadczenie pozyskane od kolejnych osób i ich historii. Pomocy udzieliły też osoba pracująca przy podobnym hostelu przy fundacji La Strada i wolontariusze takich ośrodków za granicą.

Stygmatyzacja osób transpłciowych

Twórcy projektu przyznają, że zapotrzebowanie jest ogromne. - Większość osób przychodzących na grupy wsparcia, szukających pomocy w internecie jest ofiarami przemocy. Młodym ludziom jest trudno wyprowadzić się od rodziców, a osoby transpłciowe często mają dodatkowy problem ze znalezieniem pracy, bo ich wygląd nie odpowiada dokumentom i przez to stają się uzależnieni finansowo od rodziny. A zdarza się, że rodzice wyrzucają, niszczą rzeczy tych osób - ubrania zgodne z tożsamością płciową czy hormony - tłumaczy Łysakiewicz.

Podkreśla też, że obie organizacje spotkały się z wieloma osobami, które ze względu na stygmatyzację musiały wyprowadzić się z małych miejscowości, a w dużym mieście były zupełnie same. Często pomoc przychodzi dopiero od osób życzliwych, ale nie da się do końca życia żyć na garnuszku u przyjaciela. Hostel pomógłby osobom LGBT uzyskać niezależność - dodaje.

Więcej o: