Działania prokuratury i ABW? Ekspert: Nieuzasadnione i nieskoordynowane. Redakcja "Wprost" też nie jest bez winy

- Jądrem tajemnicy dziennikarskiej jest ochrona źródła. Można uchylić ją tylko w przypadku, gdy chodzi o najpoważniejsze zbrodnie. To nie jest ten kazus - tłumaczył w TOK FM dr Łukasz Chojniak z Katedry Kryminologii i Polityki Kryminalnej UW. Podkreślił jednak, że redakcja "Wprost" nie powinna była zabraniać dostępu do materiałów

Materiały - jak wyjaśniał dr Chojniak - można poznać także przy przestępstwach o mniejszym ciężarze gatunkowym, jeśli prokurator o to wystąpi i wykaże, że tego wymaga dobro wymiaru sprawiedliwości i że nie da się tego ustalić w inny sposób. Jego zdaniem dwa dni po rozpoczęciu postępowania nie można powiedzieć, że nie da się tego ustalić inną drogą.

- Mam zastrzeżenia do prokuratury wynikające z tego, że na wczorajszej konferencji prasowej nie powiedziano, dlaczego te nagrania są tak istotne dla sprawy i dlaczego bez tych nagrań prokuratura nie jest w stanie sobie poradzić z postępowaniem. W tym przypadku nie ma możliwości, żeby sąd zwolnił z ochrony źródła - powiedział.

"Wchodzenie, wychodzenie, negocjacje"

Dr Chojniak zarzucił służbom przeprowadzającym wczorajsze postępowanie, że było ono nieskoordynowane. - Wszystkie te ruchy - wchodzenie, wychodzenie, wracanie z prokuratorem, negocjacje. To ewidentnie wymknęło się spod kontroli. Choć to jest bardziej zarzut w kierunku ABW - stwierdził i dodał, że prokurator powinien był przewidzieć, że dziennikarze nie zgodzą się na wydanie materiałów.

Podkreślił jednak, że nie tylko prokuratura i ABW źle zachowały się w tej sytuacji. Redakcja "Wprost" nie powinna była zabraniać dostępu do materiałów. Sylwester Latkowski zapowiedział, że wyda nagrania, jeśli tylko zapadnie decyzja sądu. Taka droga nie jest jednak możliwa do przeprowadzenia. Sąd może podjąć decyzję o zwolnieniu z tajemnicy dziennikarskiej, dopiero gdy prokurator zaplombuje nośniki i złoży do sądu odpowiedni wniosek.

- Jak prokurator ma określić, o które nośniki chodzi? Rozumowanie redakcji prowadzi do tego, że prokurator musi poprosić o wszystko. Prawdopodobnie sąd w tym przypadku nie wydałby zgody i materiał wróciłby do redakcji - stwierdził adwokat i dodał, że w tej sytuacji, gdyby materiały zostały wczoraj zabezpieczone, sąd mógłby już rano orzekać.

Decyduje sąd, nie dziennikarz

Kryminolog przypomniał, że prokurator poprosił o konkretny nośnik [zawierający nagrania - red.], a poszukiwanie innych nośników zaczęło się, gdy redakcja odmówiła jego przekazania. - Nie bronię decyzji prokuratury, bo moim zdaniem na tym etapie była nieuzasadniona, ale nie może być też tak, że teraz w każdej redakcji powstanie miejsce eksterytorialne, gdzie wszystko, co się tam znajdzie, nie będzie podlegało żadnej weryfikacji, bo to tajemnica dziennikarska - tłumaczył.

Zdaniem Chojniaka takie sytuacje mogą doprowadzić do tego, że każdy dziennikarz będzie mógł wszystko nazwać ochroną źródła. - Pełna zgoda co do tego, że źródło to podstawa, a tajemnica dziennikarska jest wartością chronioną konstytucyjnie, ale w demokratycznym państwie prawnym oczekiwałbym, że te materiały będą błyskawicznie skierowane do sądu, a dziennikarze nie będą przyznawać sobie przywilejów, które mogą doprowadzić do zachowań niezgodnych z ideą tego państwa - powiedział.

- Chodzi o uczulenie na pewien problem. Nawet jeśli dziennikarze mają rację, to nie dziennikarz - i to siłą - decyduje o tym, że nie wyda materiałów. To by znaczyło, że odmówić wydania dokumentacji może też adwokat, notariusz czy lekarz. To jest to niebezpieczeństwo, w które wpadamy - stwierdził.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: