Sienkiewicz szukał "haka" na Jakubasa? "Szykanują mnie, bo się wychylam. Żyjemy w państwie niedemokratycznym"

- Apeluję: panie ministrze niech pan się nie wypowiada o rzeczach, na których się pan nie zna. Nie jest pan na pewno wprowadzony w szczegóły i to co pan mówi, jest nieprawdą. My mieliśmy inne warunki uczestnictwa w produkcji monet - mówił w TVN BiŚ Zbigniew Jakubas, właściciel Mennicy Polskiej. Odniósł się w ten sposób do zarzutów ministra Bartłomieja Sienkiewicza i prezesa NBP Marka Belki z ujawnionej przez "Wprost" rozmowy.

W upublicznionych przez "Wprost" nagraniach, minister Sienkiewicz mówi, że Mennica jest monopolistą i może dzięki temu podwyższać ceny za bicie monet. Jego rozmówca, Marek Belka, krytykował zaś ministra Rostowskiego, za to, że doprowadził do likwidacji bicia monet groszowych. - Może trzeba mu powiedzieć, jak można go bardziej okraść. Może zrozumie - mówił o Jakubasie Sienkiewicz.

We wczorajszej "Kropce nad i" wycofał się z tych słów i nazwał je "skrótem myślowym". - Zawyżona cena może spowodować, że żadna z polskich spółek nie będzie miała prawa bić monety, ponieważ NBP zamówi to bicie monety poza granicami kraju. Problem polega na tym, że jeśli ktoś jest prywatnym monopolistą na terenie kraju i podwyższa cenę, to w pewnym momencie trzeba uciec tam, gdzie jest taniej. Ze stratą dla państwa, podatków - tłumaczył.

"Mennica to nie mój folwark"

Jakubas przyniósł do studia krążki, z których produkowane są monety groszowe. - Na te krążki dostaliśmy ofertę od brytyjskiej mennicy państwowej na cenę dużo wyższą niż gotowy produkt, który mennica wykona dla NBP łącznie z dostawą i rozwiezieniem po Polsce. W związku z tym nie można powiedzieć, że jest to warunek ekonomiczny. Gdyby pan minister miał rzetelną informację od NBP, to wiedziałby, że kanadyjska mennica dała ofertę ponad 40 proc. wyższą od naszej. My nie możemy dokładać do NBP. Mennica to nie jest mój folwark, moja spółka. Tam jest 50 proc. akcji w rękach funduszy, w tym emerytalnych - tłumaczył.

Podkreślił też, że skarb państwa miał prawie 50 proc. akcji Mennicy Polskiej, którą sprzedał rząd Tuska. - Cztery lata temu minister Grad sprzedał te udziały. Jeżeli rząd chciał odkupić z powrotem część monetarną, ja byłem gotów rozmawiać na ten temat. Natomiast nie może być tak, że najpierw się komuś sprzedaje dom, a potem przychodzi i mówi: "Teraz oddaj mi ten dom" - stwierdził.

"Nie mam pretensji do premiera"

- Martwi mnie to, sam minister to mówi, że jedna kontrola, druga, trzecia, nie ma nic na Jakubasa, to trzeba znaleźć jakieś ciało specjalne - powiedział i dodał, że przypomina mu to czasy stanu wojennego. - Ja wtedy już prowadziłem biznes, pamiętam te czasy. Naloty, kontrole, rewizje o 6 rano. Dziś nie chciałbym, aby wśród polityków obudziły się takie działania - dodał.

Jego zdaniem jest on szykanowany, bo odważył się publicznie krytykować rząd. - Miałem odwagę powiedzieć, że Pendolino jest bezsensownym zakupem. Nie ma po czym jeździć, jest za drogie, będzie kosztowało nas krocie w utrzymaniu i na końcu pociągnie Intercity w dół. Mówiłem też na temat OFE. Miałem prawo to mówić jako obywatel i przedsiębiorca. Jeżeli to powoduje, że wobec mnie i moich spółek są wyciągane szykany, ponieważ wychyla się i za dużo mówi, to chyba jednak żyjemy w państwie niedemokratycznym - krytykował.

Jakubas uważa, że przedsiębiorcy odpowiedzą na rewelacje "Wprost". - Wszyscy razem, ja też, podchodziliśmy ufnie do tego rządu i dalej podchodzę. Nie mam pretensji do pana premiera - zapewnił.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: