"Kierowca autobusu wyglądał źle. Jechał zygzakiem. Podszedłem do niego i zażądałem oddania kluczyków...". Co robić w takiej sytuacji?

3 czerwca. Wracałem wieczorem z pracy. Wsiadłem do tego samego autobusu co zwykle, ale tym razem coś było nie tak. Kierowca dziwnie się zachowywał, jechał powoli, zygzakiem. Zaniepokoiłem się, że może źle się czuje albo - co gorsza - jest pijany. Skonfrontowałem z nim swoje przypuszczenia, ale on wszystkiemu zaprzeczył. Na policję zadzwoniłem dopiero po wyjściu z autobusu. I - jak potem usłyszałem - zrobiłem źle.

3 czerwca po pracy jak zwykle poszedłem na jeden z warszawskich przystanków, gdzie czekałem na autobus linii 401. Ten przyjechał spóźniony.

Wsiadłem do przedniej części pojazdu, zająłem miejsce koło starszej pani. Autobus jechał bardzo powoli, mimo że ruch nie był duży. Nie to jednak zwróciło moją uwagę. Zaniepokoiłem się, bo... jechaliśmy zygzakiem.

Kierowcy plątał się język

Kierowca z trudem trzymał się pasa. Spojrzałem w kierunku szoferki. Mężczyzna kręcił delikatnie kierownicą to w tę, to w drugą stronę, mimo że droga była prosta. W lusterku zobaczyłem jego odbicie - wyglądał na bardzo zmęczonego.

W pewnym momencie spróbował podrapać się w policzek, ale w niego nie trafił. Wtedy przejąłem się na poważnie. Pomyślałem, że może być pijany. Aż do mojego przystanku zastanawiałem się, co robić. Przecież jeśli mielibyśmy wypadek, odpowiadałbym nie tylko za siebie, ale i innych pasażerów, bo nie interweniowałem.

Zapytałem moją współpasażerkę, czy nie wydaje jej się, że kierowca jest "pod wpływem". Powiedziała, że nie patrzyła na niego, ale faktycznie całą drogę "jechał dziwnie". Liczyłem na jakieś wsparcie, ale pani wysiadła. Sam podszedłem do kierowcy i zapytałem, czy dobrze się czuje.

Kiedy odpowiedział, byłem pewien, że coś jest nie tak. Mówił nieskładnie, plątał mu się język. Zarzuciłem mu, że pił alkohol, chciałem, żeby oddał kluczyki i żebyśmy poczekali na patrol policyjny. Mężczyzna, nadal nieskładnie, odparł mi, że w ogóle nie pije alkoholu, że jedzie na pętlę, a jeśli coś mi nie odpowiada, mogę dzwonić na policję.

Bałem się reakcji ludzi

Nie wiedziałem, jak się zachować. Nikt z pasażerów, którzy słyszeli moje zarzuty, nie zareagował. Szczerze mówiąc, bałem się, że ludzie "zlinczują" mnie, za to, że wstrzymuję autobus. Wysiadłem z pojazdu i zadzwoniłem pod numer alarmowy. Podałem linię i numer boczny, opowiedziałem o zdarzeniu.

Przez resztę wieczoru dręczyłem się, że może niesłusznie oskarżyłem człowieka. Że może po prostu źle się czuł, może jest cukrzykiem? No, ale nawet jeśli, i tak nie powinien jechać w takim stanie. Postanawiam sprawdzić, co udało się ustalić policji w tej sprawie.

- Policjanci z dzielnicy Wawer podjęli interwencję, ale na pętli nie zastali kierowcy autobusu o podanym przez pana numerze bocznym - odpowiada na moje pytanie podkom. Joanna Węgrzyniak z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VII.

Policja pojechała trasą autobusu

- Pana zgłoszenie zostało odnotowane o godz. 20.31. Operator numeru 112 przekazał je policji 10 minut później (faktycznie nasza rozmowa chwilę trwała - mój przyp.). Natychmiast został wysłany patrol. Pojechał trasą, którą powinien poruszać się wspomniany autobus - opowiada Węgrzyniak.

- Policjanci dojechali na pętlę na Marysinie i wypytywali kierowców innych autobusów. Ci powiedzieli, że autobus linii 401 mógł zmienić trasę, bądź była ona skrócona. Jak dowiedzieliśmy się od ZTM, autobus zjawił się na pętli przed przyjazdem funkcjonariuszy i natychmiast odjechał do zajezdni Ostrobramska, bo to był jego ostatni kurs. Czas zagrał na niekorzyść sprawy, bo pojazd był w zajezdni minutę przed tym, jak policjanci w ogóle otrzymali zgłoszenie - dodaje policjantka.

Jak się okazuje, wysłana do zgłoszenia załoga przez ponad godzinę "penetrowała teren na Marysinie, ale nie pojechała do zajezdni, bo wtedy jeszcze nie wiedziała, że tam udał się autobus".

"W tym autobusie nie ma monitoringu"

Po tej informacji postanawiam skontaktować się z warszawskim MZA - operatorem autobusu, którym jechałem. Liczyłem na to, że może oni będą wiedzieli, co działo się z kierowcą. Rozmawiałem z Arturem Stawickim, rzecznikiem prasowym przedsiębiorstwa.

- Nie otrzymaliśmy żadnych sygnałów co do nietypowego zachowania kierowcy. Ten autobus nie posiada monitoringu, więc nie jesteśmy w stanie odtworzyć tej sytuacji i jej ocenić - mówi Stawicki.

Pytam go, czy kierowcy autobusów są każdorazowo badani alkomatem przed wyjazdem z zajezdni. - Kierowcy wyjeżdżający na miasto są badani wyrywkowo przez dyspozytorów. Dyspozytorzy badają też osoby, co do których mają obawy, że mogą znajdować się pod wpływem alkoholu - odpowiada.

A co z prowadzącymi pojazd, którzy po prostu się źle czują? Czy mogą odmówić jazdy bez żadnych konsekwencji służbowych? - Kierowca ma możliwość odmówienia jazdy ze względu na złe samopoczucie. Nie ponosi za to żadnych konsekwencji. Bezpieczeństwo kierowcy i pasażerów jest priorytetem - oświadcza rzecznik warszawskiego MZA.

Po rozmowie ze Stawickim, dokładnie sprawdzam na stronie internetowej ZTM w Warszawie rozkład linii 401. Okazuje się, że kierowca w ogóle nie musiał jechać na pętlę. Jego kurs jest bowiem o tej porze zawsze odrobinę skrócony (co sugerowali inni kierowcy). - Ten autobus, zakręca na pętli Marysin, ale nie zabiera już z niej pasażerów. Wypuszcza pasażerów na przystanku dla wysiadających (zlokalizowanym kilkanaście metrów od pętli - mój. przyp.) i po minucie postoju na pętli zjeżdża na zajezdnię - wyjaśnia rzecznik MZA.

Gajadhur: Lepiej dzwonić jeszcze podczas jazdy

Skoro więc szansa na dowiedzenie się, czy moje podejrzenia były słuszne, przepadła, postanawiam zapytać eksperta o to, czy przynajmniej zachowałem się prawidłowo. O rozmowę proszę Alvina Gajadhura, rzecznika prasowego Inspekcji Transportu Drogowego (ITD).

- Przypadki, że kierowca autobusu czy autokaru jest nietrzeźwy, zdarzają się sporadycznie. Dużo częściej inspektorzy ITD zatrzymują nietrzeźwych kierowców ciężarówek, zwłaszcza z zagranicy, ale oczywiście pasażer nigdy nie ma pewności, czy kierujący pił alkohol - opowiada Gajadhur.

I okazuje się, że nie postąpiłem dobrze, dzwoniąc na policję dopiero po opuszczeniu autobusu, jak tłumaczy bowiem rzecznik ITD: - Kiedy samo dziwne, niebezpieczne zachowanie kierowcy na drodze jest zauważalne, należy reagować. Dobrze byłoby już z trasy zadzwonić na numer 112 i zgłosić swoje podejrzenia. Wtedy policjantom łatwiej będzie dotrzeć w odpowiednie miejsce.

"Nie trzeba bać się reakcji ludzi"

Opowiadam Gajadhurowi o moich obawach co do niezadowolenia innych pasażerów. - Nie trzeba bać się ich reakcji, bo jeśli kierowca jest pijany, to stwarza realne zagrożenie i to nie tylko dla tych ludzi w autobusie, ale dla innych kierowców czy pieszych. Jeśli nawet okaże się, że kierowca nie był pod wpływem alkoholu i pasażerowie będą zarzucali osobie, która poprosiła policję o interwencję, że niepotrzebnie wszczęła zamieszanie, można ich zapytać, co by mówili, gdyby jednak się okazało, że kierowca miał kilka promili we krwi i spowodował wypadek - radzi rzecznik ITD.

- Inspekcja Transportu Drogowego nadal dość często zatrzymuje busy, które okazują się przepełnione. W skrajnych przypadkach musimy wysadzić z nich kilku czy kilkunastu pasażerów, bo po prostu dla własnego bezpieczeństwa nie mogą jechać dalej. W takich sytuacjach ludzie są źli, że nie mogą kontynuować podróży, nie rozumieją, że tu chodzi o ich bezpieczeństwo - dodaje Gajadhur.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: