"Jadę 110 km/godz., a za mną bus trąbi, żebym zjechał na pobocze. I ciśnie do 150". Busy jeżdżą za szybko, przeładowane i niesprawne

"Wracałem kiedyś z Lublina do Warszawy. Jechałem poza zabudowanym 110 km/godz. Bus zaczął trąbić, żebym zjechał na pobocze. Gdy to zrobiłem, przycisnął przynajmniej do 150" - to komentarz jednego z internautów po wypadku busa na Lubelszczyźnie. W czwartek doszło do kolejnego wypadku, tym razem pod Opolem. Postanowiliśmy przyjrzeć się, jak to jest z busami na naszych drogach.

Pod koniec maja w Stawku pod Łęczną na Lubelszczyźnie doszło do czołowego zderzenia dwóch busów: dostawczego z osobowym. Wtedy zginęło siedem osób, 20 zostało rannych. Prokuratura bada, jak doszło do tego wypadku. Wiadomo, że kierujący byli trzeźwi. Co ważne, wstępne ustalenia wskazują też, że żaden z busów nie był przeładowany. Ten pasażerski jechał z dozwoloną prędkością, prędkość drugiego pojazdu ustalą biegli.

Tymczasem dzisiaj doszło do wypadku busa pod Opolem. Jak dotąd wiemy o siedmiu ofiarach śmiertelnych. Za wcześnie jeszcze na ocenę, co było powodem tej tragedii. Jednak już po wypadku na Lubelszczyźnie postanowiliśmy sprawdzić, jak to jest z busami - czy rzeczywiście aż tak źle? Czy firmy przewozowe nagminnie łamią prawo? Jakie są wyniki kontroli?

Internauci o przeładowanych busach, jeżdżących za szybko

Po wypadku na Lubelszczyźnie pojawiło się kilkadziesiąt komentarzy osób, które mają doświadczenia w jeździe busami. "Niestety, to, co wyprawiają busiarze na drogach, można porównać tylko do tego, co robią litewscy kierowcy tirów, prędzej czy później wiedziałem, że dojdzie do tragedii" - napisał jeden z internautów. Inny opisał sytuację, jak kierowca busa światłami pokazywał mu, że jedzie za wolno. Gdy zjechał na pobocze, bus oddalił się niemal jak błyskawica.

Kolejny wpis: "Jechałem busem z Krakowa do Bochni i powiem szczerze, że gdyby w busie tak jak maski tlenowe w samolocie spadły z dachu pieluchy, to pośpiesznie bym takową założył, bo mimo iż lubię szybką jazdę, to gość pędził na granicy wypadku". Internauta armin1 napisał: "Tak samo Lublin - Bychawa, 'lecą' chyba do nieba, a jechaliśmy kiedyś z czterolatkiem, który spytał, co tak szybko pędzimy". Pojawiły się też wpisy o tym, że busy jeżdżą przeładowane.

Busiarze nie chcą rozmawiać. Nieoficjalnie: każdy się spieszy

Pojechałam na dworzec PKS w Lublinie, skąd odjeżdżają busy w najróżniejszych kierunkach: te blisko - choćby do Lubartowa czy Bychawy i te zdecydowanie dalej - do Warszawy, Krakowa czy Rzeszowa. Kierowcy nie chcieli rozmawiać. Od jednego tylko usłyszałam, choć przy wyłączonym mikrofonie, że ma rozkłady, ma godziny i musi zdążyć. A czasami są korki, wypadki, ruch wahadłowy. I potem trzeba przyspieszyć...

Pasażerowie przyznają, że komfort jazdy w busach zdecydowanie się poprawił w porównaniu z tym, co było jeszcze 10 lat temu, ale i wśród busiarzy wciąż zdarzają się drogowi piraci, którzy jeżdżą za szybko. Są tacy, którzy wezmą do busa niemal każdego, byle mieć tylko większy utarg. Są i tacy, którzy chcąc zabrać więcej pasażerów, za miejsca stojące proponują niższą cenę biletu. I ludzie jeżdżą jak śledzie w beczce.

Inspekcja: Busy przeładowane, wiadomo, czym to grozi

Lubelszczyzna to "busowe zagłębie" - z tej formy komunikacji korzystają na co dzień setki, jeśli nie tysiące pasażerów. Inspekcja Transportu Drogowego nie kryje, że w wielu przypadkach busy są przerabiane z dostawczych na osobowe, pasażerskie. - Wstawiane są siedzenia, odpowiednie wyposażenie i oczywiście szyby. Dokonywane są zmiany konstrukcyjne. To wynika z kosztów. Bardziej opłaca się kupić dostawczaka i go przerobić - mówią bez cienia wątpliwości inspektorzy.

Taki przerobiony bus musi przejść badania techniczne w autoryzowanej stacji i dopiero może ruszyć w trasę. Jak słyszę, takie przeróbki są dopuszczalne prawem, więc przewoźnicy - ze względów finansowych - chętnie z tego korzystają.

Czy takie przerobione busy są bezpieczne? - Trudno powiedzieć. Ale ustawodawca na to pozwolił, te pojazdy są przecież dopuszczane do ruchu i takie przewozy wykonują. Choć oczywiście to nie jest to samo co oryginalny pojazd. Zawsze niedociągnięcia mogą się pojawić choćby z mocowaniem foteli - mówi Adam Gorgol, naczelnik Wydziału Inspekcji w Wojewódzkim Inspektoracie Transportu Drogowego w Lublinie.

Przeładowany bus równa się mniejsze bezpieczeństwo

Kolejny problem to zbyt duża liczba pasażerów w busach. - Nie ukrywam, że mamy wiele takich skarg. Każdą sprawdzamy. Nie muszę tłumaczyć, z czym wiąże się przewożenie zbyt wielu osób. To jest przeciążenie pojazdu, niezgodne z jego założeniami konstrukcyjnymi. Chodzi o układ hamulcowy, zawieszenie, opony. Nie ukrywam, że to się może bardzo źle skończyć - mówi Gorgol. Podkreśla, że przeładowany bus równa się mniejsze bezpieczeństwo - wydłuża się choćby droga hamowania.

Bywa, że nadmiar pasażerów jest stwierdzany w trakcie kontroli, już na trasie. A wtedy zasada jest taka, że ci, którzy stanowią ten nadmiar, muszą wysiąść. - Oczywiście, pasażerowie się czasami denerwują, ale nie możemy pozwolić na dalszą jazdę - mówi Gorgol. I wyjaśnia, że inspektorzy w takiej sytuacji zawsze starają się zatrzymać inny pojazd na tej samej trasie, by mógł zabrać tych, którzy zostają na lodzie. Kierowca dostaje mandat, ale też punkty karne, a to duży problem dla kierowców zawodowych.

Nie ma statystyk dot. przekraczania prędkości

Jeśli chodzi o prędkość, to tu też bywa różnie. Inspektor Gorgol przyznaje, że prawa konkurencji robią swoje: każdy chce zdobyć jak najwięcej pasażerów, każdy się spieszy. Busiarze potrafią przekraczać dozwoloną prędkość nawet o kilkadziesiąt kilometrów. Poprosiliśmy więc centralę Inspekcji Transportu Drogowego w Warszawie o dane z fotoradarów. Okazuje się jednak, że nikt nie prowadzi statystyk dotyczących tylko i wyłącznie busów. Nie ma więc liczb mówiących o tym, jak często kierowcy busów są łapani przez fotoradar ani jakie konkretnie dostają za to mandaty. Wiadomo, że każdorazowo o sprawie powiadamiany jest właściciel firmy przewozowej (właściciel busa). Część spraw kończy się w sądzie, bo kierowcy nie przyjmują mandatów.

Inspektor Gorgol zwraca uwagę na coś jeszcze - przestarzały tabor, którym wozi się ludzi. - Tu chodzi i o busy, i o autobusy, które rocznie przejeżdżają po kilkaset tysięcy kilometrów. To są bardzo duże przebiegi, więc i stan techniczny się pogarsza - nie kryje naczelnik. Tylko w tym roku inspektorzy transportu z Lublina przeprowadzili prawie tysiąc kontroli, w tym ponad 600 na liniach regularnych. Wystawili około 120 mandatów, zatrzymali kilkadziesiąt dowodów rejestracyjnych. Ukarali też 36 firm przewozowych.

Przykład rażącej nieprawidłowości: 19-letni autobus z przełamanym dachem, brakiem możliwości otwarcia drzwi awaryjnych, skorodowanymi elementami nadwozia, z niesprawnym oświetleniem. W tej chwili trwa sezon szkolnych wycieczek czy zielonych szkół. Każdorazowo przed wyjazdem warto wezwać policję czy inspekcję transportu drogowego, by fachowcy sprawdzili, czy bus albo autobus, którym mają jechać dzieci, rzeczywiście powinien wyruszyć na wycieczkę.

Więcej o: