"Dziecko nie jest własnością rodziców", "To narzucanie światopoglądu". Spór po słowach RPO o genderowym przedszkolu

"Dziecko, wbrew temu, co sądzą działacze antygenderowi, nie jest własnością rodziców. Nie jest też, oczywiście, własnością państwa" - pisze Ewa Siedlecka w "Gazecie Wyborczej". Broni w ten sposób prof. Ireny Lipowicz, która poparła kontrowersyjny program "Równościowe przedszkole". Zdaniem konserwatywnych komentatorów rząd indoktrynuje przedszkolaków i ich rodziców.

Prof. Irena Lipowicz, Rzecznik Praw Obywatelskich, poparła rządowy program "Równościowe przedszkole" . Wywołał on sporo kontrowersji, m.in. z powodu warsztatów, podczas których chłopcy i dziewczynki mieli być przebierani w ubrania przeznaczone nie dla swojej płci.

W piśmie do szefowej MEN prof. Lipowicz stwierdziła, powołując się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, że "konstytucja nie może gwarantować i nie gwarantuje, że wiedza przekazana w szkole będzie zgodna z przekonaniami rodziców". Wywołało to oburzenie prawicowych polityków i komentatorów. Ich zdaniem to niedopuszczalna ingerencja państwa w rodzinę.

"Dziecko nie jest własnością rodziców"

"Stosunek do tego programu to dziś jak wyznanie wiary. Organizacje antygenderowe zrobiły z niego sztandar w walce z tzw. seksualizacją dzieci, dowodząc, że neguje istnienie płci" - pisze w "Gazecie Wyborczej" Ewa Siedlecka , która broni prof. Lipowicz.

"Dziecko, wbrew temu, co sądzą działacze antygenderowi, nie jest własnością rodziców. Nie jest też, oczywiście, własnością państwa. Jest człowiekiem, któremu należy się ochrona godności i praw. A dodatkowo: opieka stosowna do wieku" - zaznacza Siedlecka. "Rodzice nie mają pełnej wolności w wychowaniu dziecka. Prawo zabrania im znęcania się psychicznego i fizycznego, a także demoralizacji. A demoralizacja to także wtłaczanie dziecku do głowy poglądów sprzecznych z podstawowymi wartościami, takimi jak równość" - dodaje.

"Świat wartości należy do rodziny"

"Przedszkole ma wspomagać rodziców w ich obowiązkach, a nie wyręczać w sprawach kształtowania wartości. Ma pełnić rolę służebną, a nie narzucającą światopogląd. Zwłaszcza gdy jest to sprzeczne z systemem wartości rodziców" - mówi jednak w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Anna Andrzejewska, pełnomocnik ministra sprawiedliwości ds. konstytucyjnych praw rodziny. Jej zdaniem państwo nie może doprowadzać do światopoglądowych konfliktów dzieci z rodzicami. "Małe dzieci mogą się czuć zagubione, zwłaszcza gdy podważa się świat i system wartości, w którym funkcjonują" - dodaje.

"Świat wartości należy do rodziny" - przekonuje Andrzejewska. I dodaje, że dyskusje o przebieraniu przedszkolaków to "sztuczne kreowanie tematu". "Czy chcemy wyrzucić do kosza całą literaturę, która pokazuje kobiety jako osoby zajmujące się domem, a mężczyzn jako tych, którzy zarabiają na życie? Jest przecież coś takiego jak płeć biologiczna, z niej wynikają określone role" - mówi.

"Obawiam się, że ta dyskusja może ewoluować w bardzo niebezpiecznym kierunku. Dojdziemy wreszcie na koniec do wniosku, że na przykład niekoniecznie kobieta ma rodzić dzieci. Może zastąpić ją sztuczna macica" - ironicznie kwituje urzędniczka.

Więcej o: