Czerwona kartka papieża. "Piłka nożna przeniosła się w sferę biznesu. To musi się zmienić"

Papież Franciszek po raz drugi wyciągnął czerwoną kartkę, ostrzegając przed dzikim kapitalizmem. Tym razem pokazał ją samemu światu futbolu. Rzymski pontifex uczynił to na miesiąc przed flagową imprezą koncernu FIFA - MŚ na kontynencie, z którego on sam pochodzi. Ale szatan w futbolu nazywa się inaczej: pieniądze i władza.

"Piłka nożna przeniosła się w sferę biznesu. Dzięki reklamie, telewizji i komercjalizacji. Ale aspekty ekonomiczno-finansowe nie mogą zdominować sportowych. Inaczej futbol zostanie doszczętnie zniszczony - na arenie międzynarodowej, narodowej i lokalnej". Te słowa padły z ust papieża Franciszka podczas audiencji udzielonej w przededniu finału Pucharu Italii, rozgrywanego w Rzymie między Fiorentiną a SC Napoli. Jakby ignorując papieskie wyzwanie do uczynienia z meczu finałowego radosnego święta piłkarskiego, sportowe wydarzenie ukazało jeszcze jedno szatańskie oblicze futbolu. Znamy je świetnie z rodzimego podwórka - w postaci kibolskiego chamstwa i bandytyzmu. W Rzymie na stadionie doszło do bijatyk, na murawie świstały race i pochodnie, po spotkaniu na ulicach padały strzały, byli ranni, w tym jeden policjant. Obecny na stadionie trener reprezentacji Italii Cesare Prandelli popadł w szok. Jak zresztą cały kraj.

Para gołąbków zamiast prawdziwych zmian

Dla papieża jednak szatanem, jaki wkrada się do futbolu, jest pieniądz. Co na miesiąc przed inauguracją MŚ w zakochanej w piłce Brazylii uwidacznia rosnące napięcie społeczne w kraju, spowodowane rozwarciem się nożyc między wydatkami na imprezę sportową a protestami ulicznymi armii brazylijskich biedaków.

Tyle że ta watykańska diagnoza sięga za płytko. Bo pieniądz steruje transferami piłkarskimi, czy tak jak w przypadku budowy piłkarskich aren na MŚ w Brazylii - niewolniczymi warunkami pracy robotników. Ale przeżarta korupcją piłkarska centrala pod twardą i lepka ręką Seppa Blattera pieniądz traktuje jako wehikuł czegoś dużo bardziej istotnego - wpływów i władzy. Pieniądz jest jedynie smarem do naoliwienia mechanizmów, które niemiło zgrzytają w uszach funkcjonariuszy z Lozanny. Gdyby było inaczej, Sepp Blatter po spotkaniu z papieżem w listopadzie ub. roku rozpocząłby proces oczyszczania piłkarskiej centrali z narośli korupcji. Tymczasem papież Franciszek ucieszył się już, gdy katolik z Tesinu, Blatter, zapewnił go, że wcieli w czyn jego ideę rozpoczęcia meczu inauguracyjnego w Brazylii od wypuszczenia ze środka boiska pary gołąbków. Po odrzuceniu jego pierwotnej propozycji, by rozpoczynać mecze na mundialu od wniesienia na boisko gałązki oliwnej w trakcie ceremonii odgrywania hymnów.

Ostatecznie spotkanie dwóch naczelnych fanów futbolu odbyło się na zasadzie parytetu. Pomimo że tylko Blatter jako gość wręczył papieżowi magazyn piłkarski "FIFA Weekly" w języku łacińskim, specjalnie wydany na tę okazję. "Ojciec św. ma 1,2 mld członków, ale ja, czyli FIFA, także 1,2 mld", oświadczył chełpliwie po audiencji prezydent FIFA, czym przypomniał, o co tak mu naprawdę chodzi - wpływy i władzę. Papież pewnie dobrze to rozumie, gdyż od podszewki zna instytucję, na której czele stoi jeden człowiek, nieomylny, i do końca życia. Jak teraz tylko Blatter, bo w międzyczasie Benedykt XVI dokonał precedensowej abdykacji przed śmiercią, a jego następca katolicką centralę oczyszcza z narośli, które z głoszeniem prawdy objawionej niewiele mają wspólnego.

Więcej o: