Taśmy łódzkiego pogotowia: Chaos po tragedii na S8. "Masakra, godzinę czekają na karetki". "A mówili, że nie potrzebują". Pogotowie: to manipulacja

Po ujawnieniu nagrań dyspozytorów pogotowia po karambolu na drodze S8 w nocy z soboty na niedzielę minister zdrowia zalecił kontrolę. Z nagrań firmy medycznej Falck, opublikowanych przez "Dziennik Łódzki", wyłania się informacyjny chaos i bałagan w działaniach służb medycznych na miejscu wypadku. Ale pogotowie broni się i twierdzi, że to "manipulacja".

W nocy z 3 na 4 maja przed północą na drodze S8 koło miejscowości Kowiesy w powiecie skierniewickim na pasie ruchu w kierunku Wrocławia doszło do karambolu. W gęstej mgle zderzyło się dziewięć aut osobowych i dwie ciężarówki .

Usuwanie skutków wypadku trwało wiele godzin - podobnie jak sama niezwykle trudna akcja ratunkowa - niektórzy z poszkodowanych byli zakleszczeni we wrakach aut. Ujawnione przez "Dziennik Łódzki" nagrania dyspozytorów pogotowia ratunkowego udostępnione przez firmę Fakc sugerują, że w trakcie działań służb medycznych mogło dojść do poważnych błędów, które zaważyły na przebiegu akcji:

 

"Dziennik Łódzki" ujawnia: chaos na miejscu wypadku

"DŁ" opisuje kolejne kontrowersje: długie ustalenia między operatorem Centrum Powiadamiania Ratunkowego (CPR) w Łodzi a dyspozytorem pogotowia co do miejsca wypadku, zawrócenie jednej z karetek po tym, jak jeden z lekarzy ze specjalistycznej karetki łódzkiego pogotowia poinformował, że nie jest potrzebna, potem zmiana oceny sytuacji i prośba o więcej karetek (na miejscu były już trzy).

Wątpliwości jest więcej: brak lekarza kierującego ratownictwem medycznym na miejscu, przeprowadzenie tylko wstępnego triażu (podzielenia poszkodowanych na ciężej i lżej rannych, aby można było ustalić kolejność udzielania pomocy), wreszcie to, że gdy pierwsza karetka odjeżdżała już do Łodzi, na miejscu były jeszcze osoby zakleszczone w autach, również wymagające pomocy w pierwszej kolejności. A także fakt, iż nikt przez prawie dwie godziny nie zapewnił lżej rannym osobom prowizorycznego schronienia.

Arłukowicz zleca kontrolę

Po ujawnieniu nagrań minister zdrowia Bartosz Arłukowicz poinformował na Twitterze, że zlecił "kompleksową" kontrolę działań służb ratowniczych na miejscu wypadku.

Pogotowie: To manipulacja, Falck wykorzystuje tragedię

Tymczasem w rozmowie z TVN24 dyrektor łódzkiego pogotowia Bogusław Tyka twierdzi, że opublikowane przez firmę Falck fragmenty nagrań są "zmanipulowane". Tyka zapewnia, że pogotowie przeanalizowało dokładnie sytuację i nie ma dyspozytorowi nic do zarzucenia, a wręcz przeciwnie - należy mu się nagroda i podziękowanie za sprawną organizację pracy służb trzech powiatów.

Dyrektor Tyka odpiera też zarzuty dotyczące braku koordynacji akcji ratunkowej przez łódzkich lekarzy. Uważa, że to "kolejna bzdura". - Zanim pojawili się pracownicy FALCK, ranni byli segregowani przez lekarza ze Skierniewic. Kiedy sytuacja była już opanowana, pojechał w karetce z rannym dzieckiem do szpitala - podkreślił w rozmowie z TVN24.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: