Abp Gądecki na Jasnej Górze: Kościół i państwo to dusza i ciało. To instytucje zdane na siebie

Państwo i Kościół nie są tylko dwoma instytucjami żyjącymi obok siebie autonomicznym życiem. To są dwie instytucje zdane na siebie, i to zdane na podobieństwo związku ciała z duszą - mówił przewodniczący Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki na Jasnej Górze podczas głównych uroczystości Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski 3 maja.

- Nasza ojczyzna potrzebuje dzisiaj - podobnie jak za czasów Konstytucji Majowej - odnowy, jeśli ma ona mieć przed sobą swoje "jutro" - mówił arcybiskup podczas uroczystości.

Nierozerwalny związek państwa i Kościoła

- Państwo i Kościół nie są tylko dwoma instytucjami żyjącymi obok siebie swoim własnym, autonomicznym życiem. To są dwie instytucje zdane na siebie, i to zdane na podobieństwo związku ciała z duszą. Kościół, jeśli jest autentyczny, winien być duszą państwa. Bez duchowych wartości, jakie przynosi Kościół, ciało państwa obumiera. Dla niektórych może to brzmieć prowokacyjnie, ale taka jest prawda - podkreślił arcybiskup.

Gądecki zaznaczył też, że "religia jest głównym czynnikiem uspołecznienia społeczeństwa, wychowania, wyrabiania cnót". - Próba kształtowania spraw ludzkich z pominięciem Boga prowadzi do całkowitego zlekceważenia człowieka, dlatego nawet ten, kto nie umie znaleźć drogi do Boga, winien starać się żyć tak, jak gdyby Bóg istniał - powiedział, cytując słowa Benedykta XVI.

Łamanie sumień polskich katolików

Gądecki wskazał też na źródła "słabości ojczyzny". W jego przekonaniu przyczyną jest "odcinanie się od wartości, które wyrastają z Ewangelii". - To sprawia, że 2,5 miliona osób, przeważnie młodych, musiało wyjechać za chlebem, kolejne 2 miliony jest bezrobotnych, blisko 4 miliony należy do skrajnie ubogich. Że nasze społeczeństwo starzeje się i pogłębia się jego kastowość, postępuje alienacja młodych w pracy. Że lekceważeni są robotnicy, którym miesiącami nie płaci się za pracę, a nieraz po miesiącu lub dwóch wyrzuca się z pracy pod sfingowanym zarzutem. Że nie przyjmuje się pod koniec roku chorych do szpitali. Że więzienia nie mogą pomieścić skazanych - mówił.

Zarzucił też rządowi "łamanie sumień polskich katolików", czego przykładem ma być zgoda na ratyfikację Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet oraz przemocy domowej. - Konsekwencją jej ratyfikacji byłoby dostosowanie polskiego prawa, edukacji oraz życia społecznego i rodzinnego do założeń ideologii, która nie uwzględnia różnic występujących pomiędzy kobietą i mężczyzną. Pod pozorem równego traktowania Polacy utraciliby prawo do ochrony elementarnych wartości naturalnych i chrześcijańskich, zarówno w życiu społecznym, jak i prywatnym, w rodzinach oraz w wychowaniu swoich dzieci. Oznacza to łamanie sumień polskich katolików - argumentował.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: