Kazik o współpracy ojca z SB: Był takim donosicielem jak człowiekiem - niepoukładanym

"Był zadeklarowanym komunistą, ale trudno mi oceniać kogoś, kto nie żyje ponad 40 lat, a współpracował 60 lat temu. Daleki jestem od potępiania jego wyborów" - mówi Staszewski w rozmowie z "Do Rzeczy". Muzyk po dwóch płytach z piosenkami ojca, napisał książkę, w której przedstawia "całokształt postaci".

O filmie "Tata Kazika", który powstał w 1993 roku, Staszewski mówi, że pokazał ojca jako "bon vivanta, barda czy - jak twierdzi reżyser, z czym się nie zgadzam - trochę skloszardowanego emigranta". To, co Kazik dodał do tego przedstawienia postaci, to obraz "architekta, który publikował teksty w prasie fachowej".

"Tata mimo woli"

Pisał jednak przede wszystkim o tym, jakim Stanisław Staszewski był ojcem, choć przyznał, że w młodości żył "w opozycji do ojca". "Ich [rodziców - red.] małżeństwo było mocno toksyczne i niepoukładane, ale nie można mówić, że nie było tam miłości" - wspomina w rozmowie.

Przyznaje, że tworząc książkę, lepiej poznał historię swojej rodziny. "Nigdy nie żyłem w pełnej rodzinie. Było to dla mnie nie tyle normalne, ile fajne. Po latach dotarło do mnie, że ojciec w ogóle nie bardzo sobie życzył, żebym się urodził, bo nie chciał mieć dzieci, i właściwie determinacji mamy zawdzięczam to, że tu rozmawiamy" - stwierdza.

Współautorem książki jest prokurator Jarosław Duś i to on zaproponował Kazikowi napisanie książki o ojcu. Duś zajął się stroną logistyczną przedsięwzięcia. "Dotarł praktycznie, do kogo można i kto żyje" - mówi Kazik.

Donosiciel niepoukładany

Kazik dostał e-mail od byłego pracownika IPN, który zapowiadał, że ten ujawni informacje na temat współpracy Stanisława Staszewskiego z SB. Muzyk postanowił sam złożyć wniosek do Instytutu i okazało się, że jego ojciec od czerwca 1953 r. do grudnia 1954 r. był zarejestrowany jako tajny współpracownik o pseudonimie Nowy. "Był donosicielem takim, jakim był człowiekiem - niepoukładanym. Nie przychodził na spotkania. Nie było nawiązania współpracy ani jej rozwiązania (...). Był zadeklarowanym komunistą, ale trudno mi oceniać kogoś, kto nie żyje ponad 40 lat, a współpracował 60 lat temu. Daleki jestem od potępiania jego wyborów" - mówi w rozmowie i dodaje: "Trudno mi więc wchodzić w motywację człowieka, który przeżył Mauthausen".

Obóz w Mauthausen

Kazik zaprzecza jednak temu, że jego ojciec po powstaniu warszawskim zaciągnął się do Wehrmachtu. "30 lipca 1944 matka kazała im [Stanisławowi Staszewskiemu i jego bratu - red.] uciekać do Zielonki, gdzie mieszkał wujek Mroziński, który ich przygarnął. Na początku września podeszli tam jednak Niemcy, wycofując się ze stolicy. Tata z bratem zaczęli wtedy uciekać na Pragę, lecz zostali aresztowani przez przypadkowy patrol i osadzeni w obozie przejściowym" - relacjonuje. Stamtąd taka Kazika trafił do obozu w Mauthausen.

Dom na Teneryfie

Staszewskiemu - w przeciwieństwie do jego ojca - założenie rodziny dało stabilizację. "Były obowiązki i nawet gdy gdzieś zaszalałem, musiałem być ojcem rodziny i przywódcą stada" - tłumaczy.

Pytany o to, czy w razie wybuchu wojny zabrałby rodzinę do domu na Teneryfę, stwierdza, że lubi tam przebywać, ale nie jest to jego dom. "Nie potrafię przejąć się niedorzecznościami, jakie serwował tam premier Zapatero, a irytują mnie niedorzeczności, które tutaj serwuje premier Tusk czy premier Kaczyński" - stwierdza.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: