Dzięki ich współpracy ocalono od zagłady tysiące osób. Niezwykła historia przyjaźni Polaka i Węgra

- Ja się po prostu zachwyciłem, jest to wspaniała historia - tak o przyjaźni Henryka Sławika i Józefa Antalla seniora oraz o tym, czego wspólnie udało im się w czasie II wojny światowej dokonać, mówi TOK FM wiceprezydent Katowic Michał Luty. Władze miasta chcą postawić im pomnik.

- To będzie pomnik dwóch przyjaciół, którzy są współczesnym symbolem przyjaźni polsko-węgierskiej - wyjaśnia wiceprezydent Luty, który jest sekretarzem Stowarzyszenia "Henryk Sławik - pamięć i dzieło". Na jego zaproszenie w katowickim urzędzie miasta spotkali się wnuk i wnuczka bohaterów.

- Mój dziadek przeżył wojnę dzięki dziadkowi Zbyszka - zaznacza płynną polszczyzną Klara Hejj.

- Mój dziadek niewiele mógłby zrobić bez pomocy Antalla - dodaje wnuk Sławika Zbigniew Kutermak. Dzięki współpracy Sławika i Antalla zostało ocalonych od zagłady 30 tysięcy uchodźców z Polski, wśród nich około 5 tysięcy Żydów. Ich przyjaźń doskonale wpisuje się w przysłowie "Magyar - Lengyel, dwa bratanki".

''Żałuję, że tak mało pytałem o dziadka''

Wnuczka Antalla studiowała polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. - Dla nas wszystkich od dzieciństwa było jasne, że Polak i Węgier to dwa bratanki - podkreśla w TOK FM Klara Hejj. - Sławik chciał, żeby syn Antalla uczył się polskiego. Ale po wojnie okazało się to niemożliwe. Dziadek namówił mnie, żebym to ja zaczęła - opisuje. I tak znalazła się na polskiej uczelni. Jej wujek, syn Józefa Antalla seniora, Józef Antall junior, w 1990 roku został pierwszym demokratycznym premierem Węgier.

- Żałuję, że tak mało pytałem o dziadka moją mamę i babcię, gdy jeszcze żyły. Klara jest dla mnie dobrym uzupełnieniem szczątkowej wiedzy, którą ja mam - mówi TOK FM Zbigniew Kutermak. - Dziadek często wspominał, że Henryk Sławik to był człowiek małomówny, konkretny i o bardzo wysokiej moralności. Dziadek bardzo go szanował - wspomina Klara. - Jest dla mnie jasne, że Józef Antall załatwił to, że rząd węgierski próbował udawać, że w ogóle nie widzi, co się dzieje, że tylu uchodźców dostaje nowe dokumenty, że na taką skalę się to robi. Nadstawiał głowy. Dzięki tej przyjaźni udało się znacznie więcej - podkreśla Kutermak.

Nie wydał przyjaciela

Gdy wybuchła II wojna światowa, po klęsce wrześniowej Henryk Sławik przedostał się na Węgry. Został prezesem Komitetu Obywatelskiego ds. Opieki nad Uchodźcami Polskimi na Węgrzech, był też jednym z reprezentantów polskiego rządu na emigracji. Zajmował się przerzutem polskich żołnierzy. Polskim Żydom wystawiał dokumenty z polskimi nazwiskami potwierdzające ich katolickie pochodzenie. Tych, którzy chcieli walczyć, kierował do jugosłowiańskiej partyzantki, część ukrył na węgierskich wsiach.

Zorganizował też sierociniec dla setki żydowskich dzieci w miejscowości Vac, przy współpracy z duchowieństwem. Placówka oficjalnie nosiła nazwę Domu Sierot Polskich Oficerów. Podejrzenia osób z zewnątrz ukróciła wizyta papieskiego nuncjusza, który pobłogosławił ośrodek. Ocalały wszystkie dzieci.

W całej tej działalności od początku pomagał mu przyjaciel i przedstawiciel węgierskiego rządu ds. uchodźców wojennych Józef Antall. W obliczu śmierci aresztowany przez gestapo Sławik nie wydał węgierskiego brata. Dla wyrażenia wdzięczności na grobie Józefa Antalla widnieje napis POLONIA SEMPER FIDELIS (Polska zawsze wierna).

Nikt nie słyszał o bohaterze

Historia tej niezwykłej przyjaźni i bohaterstwa może zginęłaby gdzieś w odmętach historii, gdyby nie dyplomata izraelski Henryk Zvi Zimmermann. Jeden z ocalonych, świadek tych wydarzeń, ich uczestnik i współpracownik Sławika w Komitecie Obywatelskim, chciał spłacić dług wdzięczności. Jego upór i starania przyniosły efekt. Odnalazł rodzinę Henryka Sławika, dotarł do potomków Antalla. Było to możliwe dopiero pod koniec lat 80., kiedy system komunistyczny w Polsce zaczął się sypać. Nie było to łatwe.

Ani w Warszawie, ani w Budapeszcie nikt o Henryku Sławiku wówczas nie słyszał. Miał szczęście, gdy na Węgrzech trafił do Towarzystwa Przyjaźni Węgiersko-Polskiej i spotkał tam Klarę Hejj, wnuczkę Antalla. Powiedziała mu, że Sławika zna doskonale z opowiadań dziadka, że Sławik został zamordowany w niemieckim obozie Mauthausen w 1944. Że był torturowany przez gestapo, ale całą winę wziął na siebie. Tak uratował jej dziadkowi życie. Wiedziała, że żona i córka Sławika wróciły do Polski. Ale gdzie mieszkają, nie miała pojęcia.

W desperacji Zimmermann zamieścił ogłoszenie w Przekroju: "Henryk Zimmermann z Izraela poszukuje pana Sławika, byłego konsula polskiego w Budapeszcie w latach 1943-44, który dopomógł w ocaleniu wielu Polaków i Żydów". Odezwała się Jadwiga Sławik-Kutermak, żona Sławika.

Jeszcze przed aresztowaniem męża trafiła do obozu Ravensbrück. Ich córka Krystyna tułała się potem po węgierskich wsiach. Po wojnie odnalazł ją przez ogłoszenie w węgierskim radio Antall i przez jakiś czas mieszkała w jego rodzinie. Potem odnalazła ją matka. W czasach PRL o bohaterstwie męża i ojca musiały mówić po kryjomu. Imię Sławika tylko przez trzy dni nosiła w 1946 roku jedna z ulic w Katowicach. Władze komunistyczne zorientowały się, że jej patron należał do PPS, nurtu patriotycznego, niekomunizującego, czyli wrogiego reżimowi. Tablicę zdjęto, a ulicę nazwano Zabrską.

"Przeżyłem, pamiętam, świadczę"

Milczenie przerwał dopiero Zimmermann. Gdy pojawił się w ich katowickim mieszkaniu, o dokonaniach Sławika mówił wprost. Gdy jeszcze później w 1997 roku napisał książkę "Przeżyłem, pamiętam, świadczę", historia zyskała rozgłos. W 1990 roku Sławik otrzymał pośmiertnie tytuł "Sprawiedliwego wśród Narodów Świata" przyznawany przez instytut Yad Vashem. Również Józef Antall został uhonorowany tym tytułem. W 2010 r. prezydent Lech Kaczyński odznaczył Sławika najwyższym polskim odznaczeniem - Orderem Orła Białego. Józef Antall otrzymał wtedy pośmiertnie najwyższe odznaczenie nadawane cudzoziemcom - Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski.

Pomnik Henryka Sławika i Józefa Antalla seniora ma stanąć przed halą Spodka w sąsiedztwie powstającego budynku Międzynarodowego Centrum Kongresowego. - Będą go oglądać dziesiątki tysięcy ludzi - zaznacza wiceprezydent Luty. Rzeźba ma być odsłonięta w marcu przyszłego roku w obecności prezydentów Polski i Węgier. Ruszył konkurs na projekt pomnika.

Sejmik Województwa Śląskiego zdecydował, że rok 2014 będzie w regionie Rokiem Henryka Sławika. Rada Miejska Katowic wydała w środę oświadczenie, że należał on do najbardziej wartościowych postaci w historii miasta. Katowiccy radni zaapelowali do szkół, placówek kultury i oświaty, by włączyły się w popularyzowanie postaci Sławika i jego dokonań we współpracy z Józefem Antallem.

Postać Sławika powinna trafić do podręczników

- Postać Sławika powinna trafić do podręczników historii - uważa dyrektor Instytutu Historii Uniwersytetu Śląskiego prof. dr hab. Jerzy Sperka. O tej postaci wiedzą zapewne więcej uczniowie Gimnazjum nr 3 w Jastrzębiu-Zdroju. 29 września 2004 Henryk Sławik został patronem ich szkoły.

Henryk Sławik brał udział w trzech powstaniach śląskich oraz akcji plebiscytowej zachęcającej do opowiedzenia się za Polską. W latach międzywojennych był m.in. redaktorem naczelnym katowickiej "Gazety Robotniczej", jednym z liderów antykomunistycznego skrzydła Polskiej Partii Socjalistycznej oraz katowickim radnym.