Ten facet do końca życia nie musi pracować. Zbił fortunę na rzeczach gwiazd

Yossi Dina prowadzi lombard Dina Collection w samym sercu Beverly Hills. Przychodzą tam gwiazdy, które potrzebują pieniędzy, i takie, które chcą dobrze zainwestować miliony dolarów. Kto i co kupuje?

Lombard Yossiego Diny z pozoru wygląda jak zwykły sklep z biżuterią. Ale jego chronione szyframi wnętrza kryją prawdziwe skarby - stroje Michaela Jacksona i Elizabeth Taylor, przedmioty Marilyn Monroe, pianino Elvisa Presleya... Z Yossim, który ma też własny program "Lombard w Beverly Hills" w CBS Reality (od poniedziałku do piątku o godz. 21 i 21.30), rozmawiamy o tym, które gwiazdy są jego klientami, oraz o tym, czyje przedmioty wzbudzają dziś największe pożądanie.

Angelika Swoboda, Gazeta.pl: Po co przychodzą do ciebie gwiazdy?

Yossi Dina: Znani ludzie są jak wszyscy inni ludzie. Przychodzą, żeby zaciągnąć kredyt, coś kupić albo sprzedać. Najczęściej inwestują w drogie zegarki i biżuterię, ale są wśród nich i tacy, którzy odkryli w sobie żyłkę kolekcjonera. I właśnie ci wybierają przedmioty, które należały do gwiazd.

Jakich najczęściej?

- Marilyn Monroe, Elizabeth Taylor, Lady Di, Michaela Jacksona, Elvisa Presleya... To są ikony. Zwłaszcza Marilyn Monroe. Każdą rzecz, która była z nią związana, sprzedaję z ogromnym zyskiem. Kilka minut temu kupiłem czek, który wystawiła na 320 dolarów. Zapłaciłem za niego 1,2 tysiąca, a jestem pewien, że sprzedam za co najmniej 5 tys. dolarów. Wiesz, ile czeków wystawiła? Najwyżej kilka. Wstawię go do lombardu i jej fani będą się o niego zabijać. Mam około 60 innych rzeczy, które należały do Marilyn. Ta kolekcja jest warta 2 miliony dolarów.

Co się jeszcze dobrze sprzedaje?

- Rzeczy Lady Diany. Z dużym zyskiem sprzedałem niedawno jej sukienkę i naszyjnik. Lubię ją. Chciałbym ciągle kupować coś, co do niej należało. Wiesz, ludzie bardzo ją lubią... Kiedy to odkryłem, zmieniłem strategię. Już nie sprzedaję przedmiotów Diany tak szybko jak kiedyś. Teraz je gromadzę i czekam, aż staną się jeszcze cenniejsze. A będę miał więcej, bo ludzie cały czas przynoszą mi jej rzeczy.

Skąd je biorą?

- Najczęściej od rodziny czy przyjaciół. Czasem nie chcą zdradzić. Tak było na przykład z fortepianem Whitney Houston, który w tajemniczy sposób trafił do rąk obcych ludzi, pewnie za pośrednictwem bliskich gwiazdy. Nie dociekam. Natomiast zawsze pytam o powody, dla których ktoś chce mi coś sprzedać. Pytam bez przerwy, rozmawiam z klientami i często ci ludzie stają się potem moimi przyjaciółmi.

Przyjaźnisz się ze słynnymi aktorami, reżyserami, piosenkarzami?

- Mieszkam w Malibu, więc znam wszystkie największe gwiazdy. Widuję je codziennie, jesteśmy sąsiadami. Na przykład Charlize Theron mieszka trzy domy dalej. Znałem się dobrze z Royem Orbisonem. Kupiłem od niego dom tuż przed jego śmiercią. Przyjaźnię się z pewnym wielkim aktorem z Hollywood, ale nie podam ci jego imienia. Siedział dziś u mnie przez trzy godziny, wyszedł chwilę przed tobą. W mojej pracy mam do czynienia z niezwykłymi ludźmi. Znasz George'a Hamiltona, tego producenta? Jest moim dobrym przyjacielem, często wpada coś kupić. W ten sposób inwestuje.

Kto jeszcze?

- Leonardo DiCaprio. Niedawno kupił u mnie zegarek. Przychodzi też Liza Minnelli, która najchętniej wybiera biżuterię. Przed Oscarami mój lombard odwiedziła Sharon Osbourne, która po znajomości pożyczyła kilka sztuk biżuterii. Nie wziąłem od niej pieniędzy. Wiesz, kiedy jesteś miły dla ludzi, oni są mili dla ciebie. A gdy czegoś potrzebują, kupują od ciebie. W taki sposób moim stałych klientem stał się jeden z najważniejszych facetów w branży filmowej.

Bardzo chronisz swoich klientów.

- W Beverly Hills mieszka dużo bogaczy, wielu z nich to kolekcjonerzy. Nie chcą, żeby ich ktoś zobaczył w moim sklepie. Dlatego zapraszam ich na zaplecze, gdzie mam swój gabinet, kuchnię, a nawet łazienkę z prysznicem. Chcesz wziąć prysznic? (śmiech). To, co widzisz w sklepie, to zaledwie 5 proc. mojej działalności. Najważniejsze transakcje zawieram tu, w moim gabinecie. Musi być intymnie. Moja praca jest jak seks.

To znaczy?

- Jest szalona i ekscytująca. Każdego dnia coś mnie zaskakuje. Kiedyś kupiłem tytuł lorda i szybko sprzedałem gwieździe, która teraz się chwali, że go dostała. Codziennie stykam się z przedmiotami, od których dostaję gęsiej skórki. Chcesz przykładów? Piękny fortepian Eltona Johna, zegarek Erica Claptona, ubrania Michaela Jacksona, okulary Steve'a McQueena... Właśnie zadzwoniła kobieta, która zamierza wysłać mi do wyceny paszport Nelsona Mandeli. Czyż to wszystko nie jest szalone?

Czegoś nie udało ci się kupić?

- Oscara. Próbowałem kupić statuetkę kilka razy. Raz byłem już nawet bardzo blisko - Oscar związany z filmem "Przeminęło z wiatrem" o mały włos należałby do mnie...

Zostawiłbyś go sobie?

- Tak, mam kilka rzeczy, których nigdy nie sprzedam. Zegarek Jamesa Bonda, kilka obrazów, kapelusz Forresta Gumpa. Kocham ten kapelusz. Pewien kolekcjoner dawał mi za niego100 tysięcy dolarów, ale się nie zgodziłem. Dwa lata temu sprzedałem za 2 miliony buty z "Czarnoksiężnika z krainy Oz". Do dzisiaj żałuję. Nie mogłem tego przeżyć.

Skąd wiesz, że coś nie jest fałszywe?

- Mam zespół profesjonalistów. Każdy jest ekspertem w swojej dziedzinie. Jeden zna się na biżuterii, drugi na strojach, inny na samochodach. Kiedyś ktoś próbował nam sprzedać ubrania, które rzekomo należały do Bruce'a Lee. Ale nie daliśmy się nabrać. Jeśli nie mamy 100 proc. pewności, nie wchodzimy w to.

Zdradzę ci też, dlaczego nie można mi sprzedać czegoś kradzionego. Każdy mój klient zostawia odciski palców, które w razie czego trzymam dla policji. Złodziej do mnie nie przyjdzie, bo zostałby aresztowany.

Kiedy zaczynałeś, byłeś sam...

- Przyjechałem do Los Angeles trzydzieści lat temu z Izraela. Nie miałem gdzie mieszkać, spałem na parkingu. Wymyśliłem, że zostanę domokrążcą, który chodzi z biżuterią od drzwi do drzwi. Poznałem fryzjera, który skontaktował mnie z wieloma bogatymi ludźmi. Mój angielski był straszny! (śmiech). Kiedyś zabrał mnie do wspaniałego domu, którego właścicielką okazała się piękna kobieta. Zrobiła mi kanapkę i powiedziała: "Jestem Lana". To była Lana Turner! Byłem tak podekscytowany, że z trudem udało mi się zachować nad sobą kontrolę. Zostaliśmy przyjaciółmi. Kiedy zmarła, kupiłem dużą część jej majątku. Wszystkie jej pierścionki zaręczynowe i inną biżuterię. Zresztą to była moja pierwsza myśl, że powinienem zgromadzić jej rzeczy i filmowe pamiątki. Dziś ta kolekcja jest warta milion dolarów.

Nigdy nie straciłeś?

- Krótko przed śmiercią Michaela Jacksona kupiłem jego kieszonkowy zegarek. Od razu sprzedałem go kolekcjonerowi z Rosji za milion dolarów. Dzień później Jackson zmarł i zegarek był wart pięć razy tyle. To jest życie. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy.

Pewnie potem żałowałeś?

- Pieniądze nie uczynią cię szczęśliwym. Ludzie myślą, że jeśli mają dużo pieniędzy, to będą zadowoleni z życia, ale większość z nich to naprawdę niszczy. Mam klienta, który jest miliarderem. Idziemy na kolację, a ten udaje, że nie ma pieniędzy. Można by pomyśleć, że nie stać go na jedzenie. Żal mi go... Ja jestem najszczęśliwszy, kiedy mogę dać komuś coś w prezencie. Zresztą znam wielu bogaczy, którzy są potwornie nieszczęśliwi. Nie mają czasu dla swoich żon, nie widzą, jak dorastają ich dzieci. Ciągle pracują. Ciągle chcą więcej.

A ty?

- Ja nie muszę już pracować przez resztę mojego życia. Ale choć bardzo mnie to kręci, to codziennie zamykam biuro o szóstej i wychodzę. Nie jestem pracoholikiem.

Więcej o: