Bezbronna Europa? Rosja zbroi się, państwa UE oszczędzają na wojsku

Choć kryzys krymski przywołuje wspomnienie zimnej wojny, państwa UE nie zamierzają się zbroić.

Kryzys krymski wielu Europejczykom może kojarzyć się z sytuacją z okresu zimnej wojny, kiedy po obu stronach żelaznej kurtyna stały dwa, uzbrojone po zęby bloki militarne. W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku jednostki pancerne Bundeswehry dysponowały ponad 4600 czołgami typu Leopard 2. Najnowsze plany na przyszłość zakładają utrzymanie w linii zaledwie 225 Leopardów ostatniej generacji i nieco ponad stu starszych typów w rezerwie. Nie jest to jednak rekord, gdyż Holandia całkowicie zrezygnowała z posiadania broni pancernej. Czy agresywna polityka Rosji zmieni ten trend? Na razie nic na to nie wskazuje.

Rosja nie zaatakuje europejskich krajów NATO

To założenie nadal obowiązuje. Nie ma zatem powodu zwiększać wydatków na zbrojenia, tym bardziej że nie ma na nie pieniędzy. Kryzys finansowy wciąż daje znać o sobie w państwach UE. Nie wszędzie jednak pęd do jednostronnego rozbrojenia przybrał takie rozmiary jak w Holandii.

- Wojna gruzińsko-rosyjska z 2008 roku postawiła w stan alarmowy te kraje unijne, które graniczą z Rosją - mówi Christian Mölling, ekspert ds. bezpieczeństwa w berlińskiej Fundacji Nauka i Polityka. Najsilniej dało to o sobie znać w Polsce, która wyraźnie zwiększyła wydatki na wojsko. W tej chwili w polskiej armii jest przeszło 900 czołgów, choć głównie starszych typów, a do roku 2030 ma ich być ponad tysiąc. Ponadto Polacy ponownie dali priorytet obronie kraju, podczas gdy armie w innych krajach unijnych wciąż nastawione są głównie na udział w misjach zagranicznych.

- Wychodzę z założenia, że mniejsze kraje unijne oraz te, które bezpośrednio graniczą z Rosją, zwiększą wydatki na zbrojenia na tyle, na ile je obecnie stać i będą starały się podnieść poziom wyszkolenia swoich sił zbrojnych - twierdzi Mölling. - Nie będzie to jednak łatwe. Na przykład Bułgaria i Rumunia mają ogromne problemy socjalne i nie stać ich na zakup nowych czołgów.

Na poczynania Rosjan z niepokojem spoglądają także kraje skandynawskie. W Szwecji pozorowany nalot bombowy rosyjskiego lotnictwa na Sztokholm, przeprowadzony w ramach ćwiczeń w ubiegłym roku, ożywił dyskusję na temat celowości wejścia Szwecji do NATO, która przybrała obecnie na sile pod wpływem wydarzeń na Krymie. W grudniu ubiegłego roku szef sztabu generalnego szwedzkich sił zbrojnych ocenił, że w razie ataku Szwecja może samodzielnie bronić się przez tydzień. Podniesienie jej zdolności obronnej wymaga zwiększenia wydatków na zbrojenia. - Ale skąd wziąć na to pieniądze? - pyta retorycznie Mölling.

Czy Amerykanie zwiększą obecność militarną w Europie?

Od roku 2008 wydatki państw członkowskich UE na zbrojenia zmalały o ok. 15 procent. W tym samym czasie Rosja zwiększyła swoje nakłady na zbrojenia o 30 procent - twierdzą eksperci z londyńskiego Centrum Reform Europejskich (CER). Rosja wyciągnęła własne wnioski z wojny z Gruzją w 2008, choć zakrojona na wielką skalę reforma rosyjskich sił zbrojnych zaczęła się już w roku 2004. Działania w Osetii Południowej i Abchazji przyspieszyły tylko wprowadzanie niektórych zmian w dowodzeniu i logistyce.

Amerykanie, którzy w latach zimnej wojny mieli w Europie około 300 000 żołnierzy, większość z nich wycofali i dziś ich kontyngent europejski liczy tylko niepełna 80 000 żołnierzy i pracowników cywilnych US Army. Pod wpływem kryzysu krymskiego USA zwiększyły obecność militarną na wschodniej, europejskiej flance NATO. Eskadra amerykańskich myśliwców F-15 pełni służbę patrolową nad państwami bałtyckimi, a licząca sześć maszyn eskadra myśliwców typu F-16 przebywa w Polsce, w 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku. Wspomniane F-15, które operują z terenu Litwy, stacjonują na co dzień w Lakenheath w Wielkiej Brytanii. Miały zostać przebazowane w rejon Pacyfiku, ale w obecnej sytuacji wydaje się to mało prawdopodobne.

Koniec współpracy wojskowej państw unijnych z Rosją?

Na długofalowe decyzje w tej sprawie trzeba będzie poczekać do szczytu NATO w sierpniu br. Na razie można mówić jedynie o zawieszeniu tej współpracy, mając na uwadze, że ma ona bardzo ograniczony wymiar, nie licząc dużego kontraktu na dostawę dwóch francuskich okrętów desantowych typu "Mistral", będących jednocześnie śmigłowcami i jednostkami dowodzenia i dwóch kolejnych, budowanych w Rosji przy pomocy Francuzów. Wartość tego kontraktu przekracza miliard euro.

Niemcy zawiesiły dostawę wyposażenia do centrum szkoleniowego w Molino wartości ok. 100 mln euro. To także swego rodzaju ewenement, gdyż, jak podkreśla ekspert Christian Mölling, "w ciągu ostatnich 10 lat sprzedaliśmy Rosjanom tylko cztery duże silniki okrętowe. Rosja nie jest partnerem w dziedzinie uzbrojenia ani dla Niemiec, ani dla żadnego innego państwa w Europie".

Wyjątkiem od tej reguły jest wspomniana wyżej umowa z francuską stocznią państwową DCNS. Gdyby w ramach wprowadzenia kolejnego stopnia sankcji ten kontrakt został anulowany, wtedy "stocznia znalazłaby się w poważnych tarapatach" - twierdzi ekspert. - Warto poważnie zastanowić się, w jaki sposób moglibyśmy pomóc Francuzom w tej sytuacji, aby nie doszli do przekonania, że powinni mimo wszystko wywiązać się z podpisanego kontraktu. Niewykluczone, że ta sprawa będzie jednym z punktów obrad podczas spotkania grupy G7 w Hadze 24 marca br.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''

embed