Ks. Boniecki o aneksji Krymu: O ciebie chodzi, gdy płonie dom sąsiada

Jak mawiali starożytni: "Tua res agitur, paries cum proximus ardet" (O ciebie chodzi, gdy płonie dom sąsiada) - pisze w "Tygodniku Powszechnym" ks. Adam Boniecki, komentując aneksję Krymu przez Rosję.

Teraz swoich ulubionych audycji możesz słuchać dzięki nowej aplikacji na smartphone'y!>>>

Ks. Boniecki pisze o pokusach, które mogą mieć wpływ na nasze myślenie o Ukrainie. - "O przyłączeniu Krymu do Rosji można np. myśleć tak: owszem, narusza to umowy międzynarodowe gwarantujące integralność Ukrainy, ale czy warto ryzykować wojnę (nawet tę "zimną") z powodu Krymu, który jest ukraiński zaledwie od 60 lat?" - pisze ks. Boniecki.

Dodaje, że większość mieszkańców Krymu to Rosjanie. - Może dla świętego spokoju warto odżałować Krym? Ukraina bez Krymu nie zginie - pisze, ale zaraz przypomina o historycznych analogiach. - W chwili powstania Wolnego Miasta Gdańska (w 1920 r.) 92 proc. jego mieszkańców stanowili Niemcy. Kiedy spór między Polską a Niemcami o Gdańsk i "korytarz" coraz wyraźniej groził wojną, nawet Stolica Apostolska, w imię ratowania pokoju, sugerowała Polsce ustępstwo - pisze ks. Boniecki.

"Czy my w ogóle możemy Ukraińcom ufać?"

Druga przywoływana przez ks. Bonieckiego pokusa wyrasta z tragicznych doświadczeń przeszłości. - Czy my w ogóle możemy Ukraińcom ufać? Prawdopodobnie wielu Polaków myśli podobnie jak ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: na Majdanie i na Ukrainie dokonała się "pseudorewolucja", a polscy politycy pojawili się na Majdanie pod "banderowskimi hasłami" - pisze publicysta.

Zaraz jednak odpowiada: - Pomijając wrogą Majdanowi propagandę, zapytajmy, czy my sami, w naszym wielkim zrywie ku wolności, "Solidarności" nie wyłączając, byliśmy - jako całość - wolni od różnych okropnych wad? Zapytajmy też, czy dla Ukrainy zdrowsze będzie pozostawanie pod wpływem Rosji, czy też może budowanie obywatelskiego społeczeństwa, wolnego i demokratycznego, włączonego do wspólnoty europejskiej?

Jak dodaje "nasze opowiedzenie się po stronie przemian na Ukrainie wymaga odwagi i determinacji obywatelskiej, przyjęcia konsekwencji gospodarczych, a więc i ryzyka energetycznego (Rosja zaspokaja 1/4 zapotrzebowania UE na ropę i gaz), zahamowania wymiany handlowej z Rosją, i wzięcia na siebie ciężaru finansowego wsparcia pogrążonej w zapaści gospodarczej Ukrainy".

- Wszyscy dziś powtarzają słowo "sankcje", ale jednocześnie kombinują tak, żeby straty, które w ich wyniku sami poniosą, nie były zbyt wielkie. A przecież czasem jest tak, że "to, co się liczy, nie da się policzyć, a to, co daje się policzyć - się nie liczy" - jak trafnie zauważył wielki Albert Einstein - kończy swój felieton ks. Boniecki.

Więcej o: