Premier Malezji potwierdza: "System komunikacji został celowo wyłączony". Samolot uprowadzony?

- To sytuacja bez precedensu - powiedział premier Malezji Najib Tun Razak. Sprawdziliśmy każdy wiarygodny trop. Samolot mógł zostać uprowadzony - stwierdził. Zaraz po jego przemówieniu policja przeszukała dom pilota zaginionego boeinga.

Tydzień po zniknięciu należącego do malezyjskich linii lotniczych boeinga 777 premier Malezji Najib Tun Razak zorganizował konferencję prasową. Przyznał, że prawdopodobnie samolot został porwany. - Sprawdziliśmy każdy trop i analizowaliśmy każdą możliwość - powiedział. - To sytuacja bez precedensu - podkreślił.

Razak potwierdził nieoficjalne do tej pory informacje, że "system komunikacji samolotu został celowo wyłączony tuż przed tym, jak maszyna dotarła nad wschodnie wybrzeże Półwyspu Malezyjskiego". Wkrótce potem został wyłączony także nadajnik samolotu. Premier zapowiedział, że w związku z tym teraz śledczy skoncentrują się na sprawdzeniu załogi i pasażerów samolotu.

- O godzinie 8.11 czasu malezyjskiego w sobotę 8 marca miał miejsce ostatni potwierdzony kontakt samolotu z radarami.

Śledczy wciąż próbują ustalić, gdzie potem poleciał. To pozwoli zredefiniować obszar poszukiwań - dodał polityk. - Wciąż sprawdzamy, dlaczego samolot zszedł z kursu, ale możemy potwierdzić, że stało się tak z powodu celowych działań - podkreślił.

Chwilę po przemówieniu premiera malezyjska policja przeszukała dom 53-letniego Zahariego Ahmada Szaha - pilota zaginionego boeinga . Według przedstawiciela policji przeszukanie domu pilota miało na celu uzyskanie dowodów w sprawie zaginięcia samolotu, które mogłyby pomóc w śledztwie.

"Uprowadzony przez osoby o znacznym doświadczeniu w pilotażu"

Przed konferencją premiera Malezji w sprawie wypowiedział się anonimowy przedstawiciel rządu. Ujawnił, że eksperci prowadzący śledztwo w sprawie zaginionego samolotu pasażerskiego ustalili, iż został on uprowadzony przez osobę, lub osoby ze znacznym doświadczeniem w pilotażu.

- To jest ostateczne ustalenie, a nie teoria - powiedział. Dodał, że nieustalony porywacz, lub porywacze, wyłączyli systemy łączności i skierowali maszynę na nowy kurs i to w taki sposób, aby nie została ona wykryta przez radary. Funkcjonariusz malezyjski podkreślił, że nie wiadomo, jakie były motywy porywaczy, ani gdzie samolot został skierowany. Władze nie otrzymały dotychczas żadnych żądań.

Ekspert: Możliwe, że doszło do wodowania i samolot łagodnie zatonął

- Wiemy, że mógł zostać porwany i zaistniała jakaś sytuacja awaryjna. Całe środki i siły trzeba przerzucić w inne miejsca oceanu i zacząć poszukiwania od nowa - mówił w TVP Info Bartosz Głowacki ze "Skrzydlatej Polski". Jego zdaniem, przed służbami ratowniczymi stoi teraz ogromne wyzwanie przeszukania ogromnego terenu.

Jak to możliwe, że przez siedem dni nie można namierzyć samolotu? - Gdy został porwany, mogło się okazać, że w pewnym momencie zabrakło paliwa na dalszy lot. Pilot wykonał prawidłowe wodowanie, a pasażerowie w panice rzucili się do wyjść awaryjnych, powodując zmianę środka ciężkości samolotu i jego bardzo łagodne zatonięcie bez naruszenia fragmentów struktury czy konstrukcji - mówił Głowacki. - Może się okazać, że leży nienaruszony na dnie oceanu. Dopiero kiedy ciśnienie słupa wody spowoduje naruszenie jego konstrukcji, szczątki zaczną wypływać na powierzchnię.

Dlaczego nie włączyły się urządzenia alarmowe? - Awaryjne rejestratory mają wyzwalacze przeciążeniowe, które włączają się w momencie gwałtownego uderzenia - mówił ekspert. Dodał, że jeśli samolot łagodnie osiadał na dnie morskim, możliwe jest, że urządzenia alarmujące nie zostały uruchomione.

Intensywne poszukiwania w rejonie Andamanów

Wczoraj źródła w Waszyngtonie ujawniły, że analiza elektronicznych impulsów wysłanych przez zaginiony malezyjski samolot pasażerski wykazała, iż po wyczerpaniu paliwa, mógł on spaść do Oceanu Indyjskiego po zboczeniu z kursu w kierunku zachodnim lub południowo-zachodnim o co najmniej kilkaset kilometrów.

Według tych źródeł, powołujących się na dane uzyskiwane przez rząd USA od osób prowadzących śledztwo, nie wyklucza się też innej, chociaż mniej prawdopodobnej możliwości, według której samolot poleciał w kierunku Indii lub archipelagu wysp Andamanów .

Impulsy odebrane przez satelity nie pozwalają na jednoznaczną interpretację, ale są pierwszą konkretną wskazówką dotyczącą losu zaginionego boeinga 777 należącego do Malaysia Airlines.

W rezultacie nasilono poszukiwania w rejonie Morza Andamańskiego i Oceanu Indyjskiego. Malezja zwróciła się o nieprzetworzone dane z radarów do sąsiednich krajów: Tajlandii, Indonezji i Indii, które mają bazę lotniczą na Andamanach.

Samolot wyleciał do Pekinu ze stolicy Malezji Kuala Lumpur w ub. sobotę. Godzinę po starcie zniknął z cywilnych radarów nad Morzem Południowochińskim, między Malezją a Wietnamem. Na pokładzie było 239 osób.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: