"Białoruś nie zakładała nigdy ataku ze wschodu. Elity rządzące uświadomiły sobie teraz niebezpieczeństwo tej doktryny"

- Dla Łukaszenki ta sytuacja jest bardzo nieciekawa. Z każdej stronie dostanie po nosie. Od Rosji przecież nie może się odwrócić, a potrzebuje poważnych inwestycji. (...) Po raz pierwszy białoruskie elity rządzące uświadomiły sobie niebezpieczeństwo tego, że w białoruskiej doktrynie wojennej w ogóle się nie zakładało ataku ze wschodu - mówiła w TOK FM Anna Dyner, ekspertka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, komentując białoruską perspektywę wydarzeń na Ukrainie.

- Co może zmienić się w regionie, jeżeliby Krym stał się niezależnym bytem albo przyłączył się do Federacji Rosyjskiej? - zaczął Cezary Łasiczka prowadzący program "Off Czarek" W TOK FM.

- W regionie zmieni się dość dużo - stwierdziła Anna Dyner, ekspertka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. - W bardzo niekomfortowej sytuacji postawi to zwłaszcza najbliższych sojuszników Rosji, czyli Białoruś i Kazachstan. Choć te państwa będą pewnie mogły się wykręcić od uznania niepodległości Krymu, jak miało to miejsce w przypadku Abchazji i Osetii Południowej - oceniła ekspertka PISM.

Dyner dodała, że choć w obecnej sytuacji, gdyby Rosja chciała oficjalnie interweniować na Krymie, nie mogłaby liczyć na wsparcie wojsk sojuszniczych, ale gdyby Krym wszedł w skład Federacji Rosyjskiej, a Ukraina chciałaby go odzyskać w sposób militarny, to już wtedy Rosja mogłaby prosić OUBZ o wsparcie.

Łukaszenka wypuści więźniów politycznych?

Dyner zauważyła, że w Mińsku bardzo intensywnie śledzi się wydarzenia na Ukrainie. - Na Białorusi w parlamencie są właśnie omawiane poprawki do prawa regulującego stan wojenny, który rozszerza możliwość użycia broni, zakazy dotyczące działania mediów itd.

Dodała, że w obecnej sytuacji prezydent Białorusi będzie starał się jak najdłużej nie zadeklarować w żaden sposób ws. Krymu. - Łukaszenka nie chce pogarszać swoich stosunków z Zachodem. Sytuacja na Ukrainie może nawet oznaczać, że na Białorusi wyjdą więźniowie polityczni, bo Łukaszenka będzie chciał otworzyć sobie jakąś furtkę dla rozmów z Unią Europejską - stwierdziła.

"Z każdej strony dostanie po nosie"

- Dla Łukaszenki to bardzo nieciekawa sprawa. Z każdej strony dostanie po nosie. Od Rosji przecież nie może się odwrócić z bardzo wielu różnych powodów. Ale po raz pierwszy chyba białoruskie elity polityczne rządzące uświadomiły sobie niebezpieczeństwo tego, że w białoruskiej doktrynie wojennej w ogóle się nie zakładało ataku ze wschodu. Cała infrastruktura obronna jest nastawiona na atak z zachodu, nie ze wschodu - przypomniała ekspertka z PISM.

Coraz mniej tortu dla Białorusi

Dyner zwróciła też uwagę, jak niekorzystne mogłoby być dla Białorusi przejęcie Krymu przez Rosję. - O ile wcześniej Łukaszenka się obawiał, że wejście Ukrainy do Unii Celnej i Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej będzie oznaczało mniej tortu do podziału dla Białorusi, to teraz okazuje się, że wystarczy sam Krym, a tortu już będzie mniej. Bo Rosja już zapowiada inwestycje na Krymie w przemysł i turystykę - mówiła ekspertka.

Ekspertka PISM mówiła również o bardzo złej sytuacji gospodarczej Białorusi, która dodatkowo komplikuje sytuację kraju. - W ostatnim czasie kolejne wskaźniki Białorusi poszły w dół, zwłaszcza jeśli chodzi o produkcję przemysłową, rolną i PKB. Po dewaluacji w Rosji i w Kazachstanie towary białoruskie stały się znacznie mniej konkurencyjne na tych rynkach, z którymi tworzą przecież Unię Celną. Gdy dwa główne rynki z powodów politycznych zaczynają się chwiać i ciężko tam umieścić swoją produkcję, to być może jedynym wyjściem dla Białorusi będą rozmowy z Zachodem i UE - mówiła.

Dodała, że w tej chwili szacuje się, że Białorusi potrzebne są zagraniczne inwestycje rzędu 5 mld dolarów, a Rosja, szczególnie zaangażowana na Krymie, nie zaproponuje takich pieniędzy.

Więcej o: