Niemiecka prasa krytycznie o Obamie: Jego słabość wzmacnia Putina

"Bezradny prezydent", "Obama aż się prosi o agresję", to nagłówki niemieckiej prasy piszącej o tym, jak krytycznie postrzegany jest Barack Obama w USA. "Już nikt nie wierzy w potęgę USA" - piszą komentatorzy.

Tygodnik "Spiegel" już przed dwoma dniami pisał o "pustych pogróżkach Obamy w sprawie Ukrainy". Amerykański prezydent zapewniał, że "Stany Zjednoczone będą stały u boku międzynarodowej społeczności i że każda interwencja militarna na Ukrainie będzie miała swoją cenę", lecz jaką - nie wyjaśnił.

Słabość Obamy wzmacnia Putina

W aktualnej korespondencji z Waszyngtonu wysłannik "Spiegla" pisze o debacie, jaka toczyła się w Waszyngtonie na temat konfliktu na Krymie. "Obama stoi przed jednym z największych wyzwań na polu polityki zagranicznej swej kadencji. Republikanie domagają się od niego większej stanowczości i ubolewają: słabość Obamy wzmacnia Putina. (...) Jedno staje się wyraźne: to Obama codziennie reaguje na akcje Putina. I na krytyków we własnym kraju. Prezydent Stanów Zjednoczonych na gwałt szuka jakiejś pozycji siły. A przecież ani on, ani jego republikańscy krytycy nie chcą, by do akcji wkroczyło wojsko, czyli tak bardzo ich pozycje nie są wcale oddalone. Ten problem zdaje się być zasadniczym problemem polityki zagranicznej Baracka Obamy".

Nie ma recepty na Putina

O "bezradnym prezydencie" pisze berliński "Tagesspiegel", zaznaczając, że "Barack Obama zatraca swą wiarygodność pogróżkami pod adresem Rosji. Nie ma żadnych opcji działania i jednocześnie potrzebny jest mu prezydent Władimir Putin do rozmów z Iranem i Syrią", pisze Barbara Junge.

"Znowu amerykański prezydent sprawa wrażenie, że tak w głębi duszy jest bezradny. Znów grozi, i to akurat rosyjskiemu prezydentowi, poważnymi konsekwencjami. Tyle że te pogróżki Obamy nie stoją w żadnej relacji do jego rzeczywistych możliwości działania. Zdaje się, że kolejny już raz błędnie ocenił on rozdźwięk między swoimi wysokimi wymaganiami politycznymi a realiami polityki światowej. Wiarygodność amerykańskiego prezydenta w polityce zagranicznej jest poważnie nadszarpnięta. Ze strony Baracka Obamy nie ma co spodziewać się recepty na Władimira Putina".

I jak konkluduje komentatorka "Tagesspiegla": "Rząd Stanów Zjednoczonych sam ma interes w tym, żeby Władimir Putin pozostał u boku USA w dziedzinach o przypuszczalnie większym znaczeniu, niż sytuacja na Krymie. Zarówno w pertraktacjach P5 plus 1 z Iranem, w zmaganiach o przyszłość Syrii bez broni chemicznej Amerykanie są zdani na współdziałanie Rosji".

Nikt już nie wierzy w potęgę USA

Także dziennik "Die Welt" w korespondencji z Waszyngtonu pod tytułem "Obama aż się prosi o agresję" podkreśla, że "Prezydent Obama musi nie tylko uporać się z jednym z największych geopolitycznych kryzysów ostatnich dziesięcioleci. Do tego w USA musi wysłuchiwać, że jest ofiarą i bezradnym mięczakiem".

Uwe Schmitt, waszyngtoński korespondent gazety, pisze: "Obezwładnienie odbiera siły, a przywództwo bez sprzymierzeńców wywołuje frustrację. Obama zupełnie jawnie cierpi w tych dniach z tego powodu, że Rosja pod przywództwem Putina odgrzewa anachroniczną zimną wojnę i zdaje się zwyciężać. Obama po omacku szuka jakiejś strategii wobec agresora, zawiesza rozmowy w ramach grupy G8 i wstrzymuje współpracę wojskową z Rosją. (...) Republikanie nazywają go bezradnym mięczakiem w konfrontacji z prawdziwym dyktatorem. Agresja Putina jest niczym innym jak 'owocem nieodpowiedzialnej polityki zagranicznej, gdzie nikt już nie wierzy w potęgę Ameryki, jak pomstował John McCain'".

Bolesna nauczka

Komentator "Frankfurter Allgemeine Zeitung" zaznacza, że "Dialog z Rosją ma tylko wtedy sens, kiedy nikt nie będzie żywił żadnych złudzeń co do władcy na Kremlu i jego wielkomocarstwowych zapędów. Panowie w Białym Domu boleśnie musieli się o tym przekonać na własnej skórze".

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''

embed