Jak daleko może posunąć się Putin? "Apetyt rośnie w miarę jedzenia - jeżeli nie będzie zdecydowanej reakcji, może pójść dalej" [EKSPERCI]

- Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jeżeli Putinowi udało się teraz rozlokować wojska na Krymie, jeżeli nie spotka się to ze zdecydowaną reakcją społeczności międzynarodowej, to może pomyśleć sobie: czemu nie pójść dalej?- mówi w rozmowie z portalem Gazeta.pl dr Andrzej Szeptycki, pytany o to, jak daleko Putin może posunąć się w kwestii Krymu. - Jeśli będzie mógł uzyskać swoje cele bez przelewu krwi, będzie chciał to zrobić - uważa z kolei europoseł Paweł Zalewski.

O to, jak daleko w swoich działaniach może się posunąć prezydent Rosji, zapytaliśmy ekspertów:

Dr Andrzej Szeptycki, wiceprezes zarządu Towarzystwa Europy Wschodniej oraz były główny specjalista - analityk w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych:

- Wydaje mi się, że w tej chwili żadnej opcji nie można wykluczyć. Po pierwsze, nie wiemy do końca, jaki jest cel Putina: czy chodzi tylko o destabilizację Ukrainy - co już mu się po części udało - czy o ukaranie Ukrainy za ostatnią rewolucję i pokazanie, że Rosja jest silna, a Ukraina słaba. Jeżeli przyświeca mu ten ostatni cel, nie wystarczy że pomacha szabelką. Będzie musiał osiągnąć konkretny rezultat: oderwać Krym od Ukrainy i przyłączyć do Rosji.

Poza tym apetyt przychodzi w miarę jedzenia. Jeżeli Putinowi udało się teraz rozlokować wojska na Krymie, jeżeli nie spotka się to ze zdecydowaną reakcją społeczności międzynarodowej, to może pomyśleć sobie: czemu nie pójść dalej?

Nie można wykluczyć dalszych działań militarnych. Teraz, póki to nie przerodziło się w otwartą wojnę, potrzebna jest zdecydowana reakcja struktur zachodnich i instytucji międzynarodowych. W tym momencie działania dyplomatyczne mogą jeszcze przynieść pewne efekty. Niewykluczone jednak, że Putin mógł pogorszenie stosunków z Zachodem wkalkulować w cenę tej ukraińskiej operacji.

Co możemy zrobić? Możemy apelować do Putina, ograniczyć kontakty na poziomie dyplomatycznym i politycznym, rozważyć wykluczenie Rosji z G8 i powrót do G7, możemy mówić o sankcjach gospodarczych... Na pewno należy użyć zdecydowanych argumentów i mieć nadzieję - niezbyt dużą - że to przekona Putina.

Paweł Zalewski, poseł Parlamentu Europejskiego, współprzewodniczący Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa oraz ekspert do spraw międzynarodowych:

- Jak daleko może posunąć się Putin? W takiej sytuacji jest zawsze wiele znaków zapytania, a możliwe scenariusze bardzo szybko się dezaktualizują. Jedno wydaje się pewne: Putin kontynuuje grę o całą Ukrainę, a nie tylko o Krym czy wschodnią jej część.

Putin jest politykiem bardzo realistycznym, który podejmuje decyzje rozważnie. Dlatego myślę, że w tej chwili lepiej zastanawiać się nad scenariuszami, które nie mają charakteru zbrojnego. Z jednej strony Putin będzie chciał stosować presję psychologiczną na rząd w Kijowie, a z drugiej może podjąć próbę opanowania sytuacji na wschodzie i południu Ukrainy.

W zeszłym tygodniu odbył się kongres deputowanych ze wschodniej i południowej Ukrainy, którzy przyjechali do Charkowa, by wyrazić swój sprzeciw wobec wydarzeń w Kijowie. Wczoraj mieliśmy do czynienia ze skoordynowaną, kierowaną z Moskwy, próbą zajęcia wielu budynków administracji na wschodzie i południu. Zapewne chodzi tutaj o to, aby aktywiści prorosyjscy, pod osłoną nieoznakowanych wojsk rosyjskich, opanowali lokalne administracje i poprosili o protektorat rosyjski.

Rosjanie będą chcieli jednak uzyskać międzynarodową akceptację dla swoich działań - być może nawet będą dążyć do międzynarodowego porozumienia, które zaakceptuje działania dokonane przez Putina na terenie Ukrainy. To będzie poważne wyzwanie dla UE i USA.

Jeżeli ten scenariusz się nie powiedzie i dojdzie do działań wojska ukraińskiego w obronie niepodległości i suwerenności Ukrainy, wówczas oczywiście nie można wykluczyć oficjalnego wejścia armii. Konfrontacja zbrojna jest więc możliwa, ale wiele będzie zależało od przebiegu wydarzeń oraz reakcji Zachodu.

Zobacz wideo

Chcesz na bieżąco śledzić sytuację na Ukrainie? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS