Rok od ustąpienia Benedykta XVI. "Abdykacja mogła być przebiegłym posunięciem, by ugodzić w niecną Kurię"

Rok temu, gdy papież Benedykt XVI w sposób bezprecedensowy w nowożytnych dziejach Kościoła zrezygnował z dożywotniego urzędu, od razu wybuchły spekulacje: co tak naprawdę spowodowało jego decyzję. Oficjalna wersja - ?ze względu na stan zdrowia? - od początku budziła wątpliwości - analizuje prof. Arkadiusz Stempin.

Wątpliwości w sprawie ustąpienia Benedykta podsycali nawet sami kardynałowie, którzy wskazywali na to, że akt rezygnacji został ogłoszony słownie, a nie na piśmie. Biuletyn nr 0089 z 11 lutego 2013 na stronie 2 zawierał tylko łaciński tekst ustąpienia z urzędu, nie był jednak oficjalnym dokumentem.

O spekulacjach na temat prawdziwych powodów papieskiej decyzji zaczęła też huczeć włoska prasa. Im bliżej rocznicy, tym coraz głośniej. Aż Benedykt poczuł się sprowokowany, by sam przemówić. W formie listu zwrócił się do czołowego watykanisty Andrea Tornielliego, który przed kilkoma dniami na łamach włoskiej "La Stampy" pytał o rzeczywiste powody ustąpienia.

Papież emeryt dał do zrozumienia, że motywy decyzji, ów "stan zdrowia", były przesądzające, a już czarno na białym wyłuszczył Tornielliemu, że "ważność ustąpienia absolutnie nie budzi wątpliwości i jakiekolwiek inne spekulacje są absurdem. Jedynym warunkiem ważności aktu była swoboda decyzji".

Niemiecki pontifeks odniósł się w liście także do pozornie dość błahego wątku - zachowania papieskiej białej sutanny. Benedykt XVI podkreślił, że ma ją "ze względów praktycznych", gdyż "w momencie rezygnacji żadne inne nie były dostępne". "Zresztą białe szaty noszę wyraźnie inaczej niż urzędujący papież" - wyjaśnił expressis verbis.

Tymi dwoma frazami Benedykt XVI przeciął inne kursujące spekulacje - o dwuwładzy na szczytach Kościoła. Papież mówi prawdę. Pytanie jednak, czy całą?

1. "Białe szaty"

W dniu rezygnacji, 11 lutego 2013 roku, w garderobie Benedykta wisiały faktycznie tylko białe sutanny. Wiadomo jednak, że decyzję o ustąpieniu poprzedziły konsultacje z osobistym sekretarzem - abp. Gänsweinem. Benedykt XVI miał wystarczająco dużo czasu, by uwzględnić kolorystykę stroju, a przez to rangę i miernik hierarchicznej pozycji w Kościele po abdykacji.

Inaczej mówiąc: gdyby Benedykt XVI od początku nie zamierzał po ustąpieniu pozostać papieżem seniorem, pomyślałby o purpurowej (kardynalskiej) lub czarnej (w jego przypadku neutralnej) sutannie. Jego wola w tym zakresie jako absolutnego suzerena Kościoła byłaby niepodważalna i wiążąca. Tym bardziej, że przez cały okres swojego pontyfikatu zwracał wielką uwagę na ornamentykę stroju. Wyraziło się to choćby niezwykle starannym doborem pontyfikalnych szat (ornatów), noszeniem ozdobnych stuł, białego, aksamitnego mucetu z gronostajowym obszyciem, zakładaniem papieskiej czerwonej czapeczki ze skóry wielbłądziej "camauro", i to po 40-letnim okresie jej niełaski u papieży Pawła VI i Jana Pawła II, czy w końcu ogólnym renesansem koronek brukselskich na komżach jego najbliższego otoczenia oraz - last but not least - wysoką pozycją jego mistrza liturgii monsignore Guido Mariniego.

Gdyby Benedykt XVI zażyczył sobie, to papieski krawiec w ciągu dwóch dni uszyłby mu nową sutannę dowolnego koloru. Ale pozostała szata biała - Benedykt XVI od początku zakładał, iż po abdykacji zachowa ten kolor, a więc że pozostanie papieżem seniorem. Tylko w jakim celu? By jako papież w ukryciu, z drugiej linii współrządzić Kościołem?

2. Dwuwładza?

Benedykt XVI wprawdzie zachował białą sutannę (i czerwone mokasyny), ale zrezygnował z mucetu (białej pelerynki), a co ważniejsze - tronu papieskiego. Na nim może zasiadać tylko urzędujący papież Franciszek. Pole do spekulacji jednak otworzył sposób podpisywania dokumentów przez Benedykta.

Papież senior podpisuje listy jako "papież emeryt", Franciszek jako "biskup Rzymu". Niejasność dotyczy też papieskiego insygnia - pierścienia Rybaka. Zgodnie z tradycją ulega on przełamaniu. Umiera papież, niszczy się pierścień. Basta. Tymczasem Benedykt XVI sygnet zachował, choć grawer zerwał z niego zewnętrzną warstwę, przedstawiającą św. Piotra, co uniemożliwia jego użycie. Bo teoretycznie papież nawet w epoce high-techu, ale zgodnie z tradycją, pierścienia może użyć do sygnowania dokumentów.

Symbolika w Kościele ma moc sprawczą. Dlatego też podczas spotkania obydwu papieży w trakcie ostatniego konsystorza (zgromadzenia wszystkich kardynałów) obecny na nim Benedykt XVI ściągnął z głowy swoją piuskę, gdy podszedł do niego papież Franciszek, by w ten sposób wyrazić szacunek jedynemu urzędującemu papieżowi. A może nawet i swoje posłuszeństwo.

Budzi się jeszcze jedna wątpliwość - czy aby abp Gänswein nie pełni obecnie roli "wywiadowcy" Benedykta. Osobisty sekretarz papieża emeryta został prefektem Domu Papieskiego Franciszka i w tej podwójnej roli jest oficjalnie zwornikiem między obydwoma papieżami. "To szpieg Benedykta" - jasno stawiają sprawę ci, którzy doszukują się dwuwładzy w Watykanie.

Gänswein jest do bólu lojalny wobec swojego niemieckiego pryncypała. "Przez 8 lat nadstawiałem za niego własną pierś. Na śmierć i życie" - oświadczył niedawno w Niemczech. Abdykację przeżył "jako prawdziwy szok", a "ból z tego powodu odczuwa do dziś". Musiał się przyzwyczaić do, jak mówił, "efektownej zmiany stylu papieskiej posługi". Od rezygnacji z czerwonych butów po wyprowadzenie się z Pałacu Apostolskiego i wybór kwatery w studenckiej budzie - Domu Świętej Marty, Gänswein dopatrywał się zawoalowanej krytyki swojego drogiego mentora. "Przetrawiłem już to" - zapewnia. Ale dodaje: "Żyję jakby w dwóch światach".

3. "Czy papież nie jest marksistą?"

Ze stylem nowego papieża, ale i z zapowiedzią zmian w Kurii Rzymskiej i w doktrynie Kościoła, problem mają już kardynałowie. To, co stało się przed tygodniem na ostatnim konsystorzu w Rzymie, gdy większość kardynałów w czambuł potępiła referat kardynała Waltera Kaspra o nowym spojrzeniu na wykluczonych w Kościele rozwodników, żyjących w drugich związkach, zapachniało rebelią .

W Watykanie kurialiści są coraz bardziej zaniepokojeni. I pytają: co jeszcze rewolucjoniście na tronie Piotrowym strzeli do głowy? Zresztą nie tylko w Watykanie formułuje się opór. W USA biskupi, w tym także wpływowy abp Nowego Jorku kardynał Timothy Dolan, czują się, jakby dostali obuchem w głowę, gdy Franciszek mówi, że Kościół nie może się zafiksować na punkcie aborcji, homoseksualistów i środków antykoncepcyjnych. Amerykańscy biskupi obawiają się, że konserwatywni wierni wezmą nogi za pas i uciekną do ortodoksyjnych kościołów protestanckich. W Ameryce Południowej natomiast biskupi są zirytowani "lewicowym skrętem" papieża. "Newsweek" w USA już zapytywał: "Czy papież nie jest przypadkiem marksistą?" Bo czyż Franciszek nie spotkał się z wenezuelskim prezydentem Maduro, politycznym chrześniakiem ultrasocjalisty Chaveza?

Czy dla zaniepokojonych konserwatywnych kardynałów i kurialistów 87-letni Benedykt nie będzie w chwili strategicznego zagrożenia wygodnym liderem, np. podczas jesiennego soboru biskupów, który ma zrewidować dotychczasową naukę Kościoła w zakresie katolickiej etyki małżeńskiej? Jako strażnik graala - dotychczasowego stanowiska Kościoła? Na soborze możliwość dokonania zmian jest realna, gdyż udział w nim wezmą nie tylko w większości wierni tradycyjnej nauce Kościoła kardynałowie, ale także bardziej liberalni biskupi z całego świata i świeccy.

Tymczasem status papieski Bawarczyka czyniłby z niego w oczach frondystów idealnego lidera. Tyle że ten w liście do Tornielliego przecina spekulacje. "Nie ma dwuwładzy w Watykanie".

4. Ważność ustąpienia w lutym 2013 roku

Benedykt XVI podkreśla ważność swojego ustąpienia nie bez powodu. Benedykt, nawet jeśli nie zgadza się z linią Franciszka, nie stanie na czele ewentualnej frondy. Jeśli dojdzie do sytuacji kryzysowej, to za kulisami będzie odwodzić Franciszka od jego zamiarów. Jako czołowy teolog Kościoła ma nad Franciszkiem zdecydowaną przewagę. A jako nieliczny żyjący hierarcha II Soboru Watykańskiego odczuwa wielki lęk przed schizmą w Kościele. Przecież jako papież dokładał wszelkich starań, by usunąć rozłam, jaki powstał w efekcie II Soboru Watykańskiego. I przyciągnąć ultrakonserwatywnych lefebrystów z powrotem na łono Kościoła.

Ewentualnej frondzie przewodzić będzie musiał kardynał. Benedykt nie wykorzysta swojego papieskiego statusu. Niemal 90-letni Bawarczyk nie ma ku temu zresztą sił. Wystarczy mu ich jedynie, by od przywództwa w ewentualnej frondzie odwieść swojego krajana, kardynała Ludwika Müllera, szefa Kongregacji Nauki i Wiary, który wyrasta na głównego oponenta Franciszka w Watykanie i coraz większej grupy niechętnych mu hierarchów.

W zgrabnym oświadczeniu Notkera Wolfa, prymasa opata zakonu benedyktynów, akurat zwolennika Argentyńczyka, trzeba wyczytać drugie dno wypowiedzi: "Papież podkłada bombki z zapłonem, które są tak potrzebne w naszych czasach - to bombki, których wcale niemało, a wszystkie rodem z Ewangelii". Przeciwko przyjęciu propozycji oponentów Franciszka przemawiają wreszcie

5. Okoliczności abdykacji

Zaakcentowana w liście do Andrea Tornielliego "absolutna swoboda" przy podejmowaniu decyzji o abdykacji ma położyć kres pogłoskom, które krążą do dzisiaj, o wymuszonej naturze tego kroku przez watykański klub gejowski. Klub był powiązany pajęczą siecią układów ze światem włoskiej polityki i mafii, a jego członkowie szantażowani przez świeckich biznesmenów, polityków i mafiosów.

Pierwsze skrzypce w tym saloniku miał grać monsignore Balestrero z sekretariatu stanu, po osławionym wewnętrznym raporcie trzech kardynałów zdegradowany przez Benedykta XVI na nuncjusza w Kolumbii. Samo istnienie klubu potwierdził papież Franciszek i naczelny egzorcysta Rzymu Padre Gabriele Amorth. Dużo bardziej prawdopodobna jest jednak wersja, że Benedykt, zgodnie z prawdą o "uwiądzie swoich sił", faktycznie poczuł się bezsilny, gdy dowiedział się o harcach klubu gejowskiego za Spiżową Bramą, przekrętach Banku Watykańskiego i wynoszeniu z jego apartamentów dokumentów najwyższej rangi.

Abdykacja w dużym stopniu mogła być niezwykle przebiegłym posunięciem, jedynym, którym Benedykt mógł ugodzić w niecną Kurię. Zgodnie z tradycją kres każdego pontyfikatu implikuje ustąpienie wszystkich urzędników kurialnych ze swoich stanowisk, pozwalając następcy na Piotrowym tronie obsadzenie wakatów nowymi ludźmi.

Wykluczone więc, by teraz Benedykt dał się namówić na przewodniczenie frondzie, teologicznie konserwatywnych z jednej, a tęskniących za starymi układami z drugiej strony kurialistów, metaforycznie czy bardziej realnie odpowiedzialnych za abdykację. List emeryta w białej sutannie potraktować trzeba więc zgodnie z jego literalnym zapisem. Benedykt XVI to nie papież Borgia, który z uśmiechem na ustach solennie zapewniałby o swojej cnotliwości, a za plecami trzymałby otwarty sztylet. Benedykt to człowiek głębokiej wiary, zawsze trzymający się z dala od machiawelicznych, watykańskich układów.

Więcej o: