Co się dzieje w innych miastach Ukrainy? Przejęte siedziby władz, ranni. We Lwowie "Noc gniewu"

Rewolucja ukraińska to nie tylko Kijów. Choć to na Majdanie w stolicy kraju dochodzi do największych starć z siłami bezpieczeństwa, to na ulicach Lwowa, Iwano-Frankowska, Tarnopola czy Chmielnickiego nie było spokojnie. Podczas demonstracji ginęli zarówno protestujący, jak i milicjanci. .

"Jeszcze rano nad Kijowem z samolotu widać było gęsty czarny dym nad Majdanem. Ale w całym mieście nic nie wskazuje na to, że dzieje się coś złego. Normalnie funkcjonują sklepy, banki, poczty, jeździ komunikacja miejska z wyjątkiem metra. Działają normalnie dworce, lotniska, restauracje, targowiska, a nawet stok narciarski w środku miasta" - opisuje korespondent TOK FM Darek Zalewski.

A jak jest w innych miastach?

Lwów: "Wyrzucali papiery przez okna budynku MSW"

Dziś przeciwnicy ukraińskich władz zajęli siedziby delegatur Służby Specjalnej, prokuratury i władz obwodowych w kilku miastach obwodowych, m.in. Lwowie, Iwano-Frankowsku, Tarnopolu i Użhorodzie. We Lwowie po przejęciu urzędów ogłosili powołanie Rady Ludowej i wyjście regionu spod władzy prezydenta Janukowycza. W rękach sił opozycyjnych jest m.in. budynek lwowskiej administracji obwodowej, siedziba obwodowego urzędu spraw wewnętrznych i delegatura Służby Bezpieczeństwa Ukrainy oraz kilka komend dzielnicowych milicji i przedstawicielstwo ministerstwa dochodów i podatków.

"Wczoraj w nocy we Lwowie ludzie wdarli się do lokalnej siedziby MSW, do pierwszego piętra wszystko niszczyli i wyrzucali przez okna dokumenty, które palono na ogniskach pod budynkiem. Milicji nie było. Pod budynkiem administracji stały autobusy do Kijowa. Ludzie pakowali się do nich jak nawiedzeni. A pod siedzibą MSW zniszczyli miejską kamerę - relacjonuje dla nas polska studentka ze Lwowa. W rozmowie z nami mówi, że dziś w mieście jest spokojnie, tym bardziej, że wielu młodych ludzi pojechało do Kijowa na Majdan. Potwierdza to pan Mariusz, wolontariusz Fundacji im. Roberta Schumana, który dodaje, że we Lwowie od początku protestów policja nie występowała przeciwko protestującym. Według niego wczorajsze zniszczenia wywołali bardzo młodzi ludzie, nastolatkowie, którzy nie potrafili mu nawet przekonująco uzasadnić, dlaczego włamali się do budynków.

Lwów: "Noc gniewu"

Obrazu sytuacji we Lwowie dopełnia oświadczenie mera miasta Andrija Sadowyja. Według niego podczas zajść ostatniej nocy poszkodowane zostało ponad 30 osób. Wśród nich są protestujący i milicjanci.

- Poszkodowani znajdują się w lwowskich szpitalach. Każdy z nich otrzymał niezbędną pomoc medyczną. Dodatkowo pomagamy wszystkim rannym, którzy przyjeżdżają do Lwowa prosto z Kijowa. Lekarze są wierni przysiędze Hipokratesa - powiedział Sadowyj. Zaznaczył, że wydarzenia w Kijowie znalazły swoje odzwierciedlenie we Lwowie. - Poniżenie godności ludzkiej, śmierć ludzi doprowadziła do niewyobrażalnego protestu. We Lwowie ten protest nazwano "nocą gniewu" - dodał mer.

Równocześnie jednak we Lwowie normalnie działa komunikacja publiczna, dostarczana jest woda i energia elektryczna. W środę otwarte były szkoły. Od wtorkowego wieczoru nie działa natomiast telefon alarmowy milicji.

- Dziś kierownik każdego rejonu miasta Lwowa spotyka się z kierownikami dużych przedsiębiorstw, które są w tych rejonach, organizacji. Zapraszamy na te spotkania też milicję. Chcemy, żeby wszyscy razem stanęli w obronie mieszkańców miasta - podkreślił Sadowyj, krytyczny wobec władz w Kijowie.

Chmielnicki: Strzały, ranni, jedna osoba zabita

W stolicy obwodu wołyńskiego, mieście Chmielnicki, według doniesień miejscowych mediów Służba Bezpieczeństwa otworzyła ogień do manifestantów, którzy protestowali pod siedzibą Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Według lokalnych mediów trzy osoby zostały ranne, a jedna zmarła w szpitalu. W stronę protestujących strzelano seriami z budynku SBU. Zajście nagrano na wideo (uwaga, drastyczne sceny).

Iwano-Frankowsk: Kradzież broni z magazynów bezpieki

Ukraińskie media doniosły dziś, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy rozpoczyna "operację antyterrorystyczną" na terenie całego kraju. SBU oświadczyła, że tylko w ciągu ostatniej doby "w ręce przestępców wpadło 1500 sztuk broni". Według gazety Kyiv Post, powołującej się na wiceszefa SBU Wołodymyra Porodkę, broń i amunicję skradziono m.in. z departamentu tej służby w Iwano-Frankowsku.

Donieck. Mer: Z terrorystami się nie negocjuje

W Doniecku na wschodzie Ukrainy, który tradycyjnie głosuje na Janukowycza, mer Ołeksandr Łukjanienko powiedział na spotkaniu rady miejskiej, że liderzy opozycji powinni być pociągnięci do odpowiedzialności za przemoc w kraju. Według strony "Novosi Donbassa" mer stwierdził, że "nie można negocjować z terrorystami", a liderów sił radykalnych należy aresztować. I nazwał wydarzenia z zachodniej części kraju "wojną domową".

Charków, Odessa, Tarnopol, Użhorod...

Według Charkowskiej Agencji Informacyjnej w Charkowie sympatycy Majdanu i miejscowi futbolowi ultrasi próbowali zablokować wyjście kadetów z miejscowej akademii wojsk wewnętrznych , Na miejscu była też miejska milicja.

Z kolei w miejscowym przedstawicielstwie opozycyjnej partii Swoboda wybuchł pożar. Biuro Swobody i partii Witalija Kliczki Udar usiłowano też podpalić w Dniepropietrowsku. W Krzywym Rogu biuro Udaru spłonęło. W Odessie na Krymie, gdzie mieszka wielu Rosjan, Espreso.tv informowało o ataku na opozycjonistów na miejscowym Euromajdanie. W Połtawie odbył się protest przed siedzibą lokalnych władz i budynkiem SBU. W Tarnopolu podpalono komisariat milicji, protestujący zajęli budynki prokuratury i zaatakowali siedzibę władz obwodu. Podobnie było w Użhorodzie - w ręce demonstrantów wpadły budynki prokuratury i władz obwodowych.

Kijów: Ludzie normalnie chodzą do pracy. A po pracy na Majdan

"W Kijowie ludzie chodzą czy jeżdżą normalnie do pracy. Ale po pracy idą na Majdan" - pisze z ukraińskiej stolicy Darek Zalewski z TOK FM. I dodaje, że "nie jest tak, że cała milicja pilnuje protestujących na Majdanie". "Przy wjeździe do Kijowa stoi sporo patroli z radarami prędkości. Wszystko funkcjonuje jak w każdym innym mieście. Problemy zaczynają się, kiedy ktoś chce dostać się bliżej centrum czy Majdanu. Nie jeżdżą tu marszrutki, nie chcą zapuszczać się taksówkarze. A jeśli już to za 4-5-krotną stawkę" - opisuje. Oto reszta jego relacji:

"Na samym Majdanie i w okolicach w tej chwili jest spokojnie. Zajęty przez protestujących budynek związków zawodowych, który płonął w nocy, jeszcze się tli. Sporo tutaj ludzi, którzy przyszli pozwiedzać plac, na którym poprzedniej doby rozegrał się prawdziwy dramat. Nadal nikt nie wie, kto zaczął bitwę. Pytałem ludzi - nie potrafią odpowiedzieć. Ale nie zamierzają się stąd usunąć. Nic na to nie wskazuje. Z całego placu i uliczek kostka po kostce wyciągają bruk po to, żeby potem użyć go do walki z Berkutem. Znoszą drewno, stare meble, deski na ogniska. Zbroją się w pałki, widziałem grupy, które przechodziły coś na kształt odprawy przed akcją. Ustawieni w dwuszeregu, ubrani w kaski, ochraniacze, pałki, łańcuchy, cokolwiek, czym można zaatakować, albo czym można się bronić. Na pewno nie opuszczą barykad. Na razie nic poważnego tu się nie dzieje, ale te przygotowania to na pewno nie zapowiedź spokojnej nocy, choć chciałbym wierzyć, że to tak na wszelki wypadek.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: