Program PiS. "Z jednej strony - chcą środków z UE, z drugiej - nie chcą euro. Obiecują inwestycje, ale... też oszczędności"

"W opasłym, liczącym ponad 160 stron programie PiS sporo jest przeciwieństw" - pisze w najnowszym "Tygodniku Powszechnych" Paweł Reszka. I wylicza: "Główna partia opozycyjna z jednej strony chce efektywnie wykorzystywać środki z UE, z drugiej obiecuje zachowanie naszej narodowej waluty, złotego".

Radykalne zmiany w strukturze ministerstw, reforma sądów i prokuratury, przebudowa systemu podatkowego, likwidacja gimnazjów i NFZ, skrócenie wieku emerytalnego, ponad 1,2 mln nowych miejsc pracy dla młodych - to część założeń z zaprezentowanego w sobotę nowego programu Prawa i Sprawiedliwości .

Propozycje partii Kaczyńskiego skupiają się wokół trzech haseł: "zdrowie", "praca" i "rodzina". Jednak zdaniem Pawła Reszki liczący 160 stron program jest pełny sprzeczności. Autor "Tygodnika Powszechnego" w najnowszym wydaniu pisma wytyka więc: "Z jednej strony mamy obietnicę 'nowoczesnego interwencjonizmu państwowego' przy inwestycjach, gwarancjach kredytowych, wspomaganiu rodziny, budowie dróg, linii kolejowych. Z drugiej - opowieści o generowaniu oszczędności, które zasypią dziurę w budżecie. Takich trików nie przeprowadzi żaden ekonomista - wymagają one nie umiejętności rachunkowych, tylko prestidigitatorskich".

"Pokażmy, że jesteśmy poważni"

Innym przykładem, na który wskazuje Reszka, jest kwestia środków europejskich - że z jednej strony Prawo i Sprawiedliwość chce efektywnie je wykorzystywać, a z drugiej "obiecuje zachowanie naszej narodowej waluty, złotego, choć zdaje się, że przystępując do Wspólnoty, zgodziliśmy się na wejście do strefy euro".

Autor "Tygodnika" zauważa, że taktyką Prawa i Sprawiedliwości na zwycięstwa wyborcze będzie pokazywanie się właśnie jako poważne ugrupowanie. "Jaka była odpowiedź Donalda Tuska? Wyszedł z założenia, że programów i tak nikt nie czyta, więc wybrał się w góry - czyli do tego regionu Polski, w którym Platformy nie lubią" - pisze Reszka. Wskazuje przy tym, że premier nie obiecywał za dużo, w przeciwieństwie do szefa PiS.

Cały komentarz w najnowszym wydaniu "Tygodnika Powszechnego".

Więcej o: