Lekcje etyki dla jednego ucznia? "To absurd. Jaka szkoła je zorganizuje? Zmiany są iluzoryczne"

Ministerstwo Edukacji przygotowało projekt rozporządzenia, które umożliwia organizację lekcji etyki nawet dla jednego ucznia. - Czy pani minister wyobraża sobie, że jakakolwiek szkoła zorganizuje zajęcia dla jednego ucznia? To absurd - komentowała w Radiu TOK FM Aleksandra Pezda.

Joanna Kluzik-Rostkowska, minister edukacji, podpisała projekt rozporządzenia pozwalającego na organizację lekcji etyki , nawet jeśli będzie brał w nich udział tylko jeden uczeń. Dotychczas trzeba było zebrać siedmiu chętnych, co często było problemem. Cztery lata temu Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że Polska dyskryminuje niewierzących uczniów, nie zapewniając im dostępu do lekcji etyki. Nowe rozporządzenie ma to zmienić.

"Przedmiot teoretycznie jest, w praktyce go nie ma"

- W ostatnich latach mieliśmy pat - tłumaczyła w Radiu TOK FM Joanna Podgórska, dziennikarka "Polityki". - Mamy wyrok ETPC, mamy polskie ministerstwo, które mówi, że wszystko jest świetnie, a wszystkiemu winne są dyrekcje, które nie organizują lekcji. Ale dyrekcje nie miały żadnego sygnału, że to istotna kwestia, choćby dlatego, że do szkół podstawowych i gimnazjów nie ma zatwierdzonych podręczników. Przedmiot teoretycznie jest, w praktyce go nie ma - wskazywała dziennikarka.

- Projekt MEN wydaje mi się ruchem pozornym, pod orzeczenie ETPC - mówiła jednak Aleksandra Pezda, dziennikarka zajmująca się tematyką nauczania. Jednak problem wskazywała gdzie indziej. - Czy pani minister wyobraża sobie, że jakakolwiek szkoła zorganizuje zajęcia dla jednego ucznia? To absurd - mówiła.

"Szkoły radziły sobie z siedmioma uczniami, poradzą sobie z jednym"

Etyka w szkole ma więc wielu wrogów. To dbająca o redukowanie kosztów i zachowanie status quo w szkole dyrekcja, Kościół (ks. Prof. Tadeusz Panuś, ekspert episkopatu, powiedział w zeszłym roku, że wybieranie etyki zamiast religii to grzech ) i sami uczniowie. - Pragmatyka szkoły jest taka, że w nadmiarze zajęć dla uczniów, w rosnących wymaganiach testowych, wyścigu do dobrej matury, dobrych egzaminów, każdy chętnie pozbywa się zbędnego balastu - tłumaczyła Pezda. A etyka takim balastem jest.

- Jeżeli szkoły radziły sobie ze zniechęceniem do etyki siedmiorga uczniów, poradzą sobie i z jednym. Jeśli nie będzie obowiązku prowadzenia lekcji etyki równolegle do religii, nic się nie zmieni. Łatwo namówić rodziców, żeby nie posyłali dzieci na nieobowiązkowe zajęcia - podsumowała Pezda, jako przykład podając wychowanie do życia w rodzinie. Tu także zazwyczaj nie ma wystarczającej liczby chętnych.

"Zmiany są iluzoryczne"

Podgórska upatruje jednak szansy w obowiązkowych deklaracjach udziału w zajęciach. - Łatwiej znajdzie się jedna uparta osoba niż siedem. A za nią pójdą inni - wskazywała. I przekonywała, że za etyką przemawia ogromny potencjał społeczny: portale edukacyjne, nauczyciele piszący autorskie programy czy Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów pracujące nad platformą e-learningową.

- Zmiany są iluzoryczne - zaznaczyła Pezda. Według niej należy skupić się na przeforsowaniu obowiązkowych lekcji filozofii. - Państwo powinno przestać wykonywać ruchy pozorne i postarać się o to. Niech pogląd naukowy w szkole będzie obowiązkowy, a religia do wyboru. To proste rozwiązanie - wskazywała. - Zgadzam się z tobą, to idealne rozwiązanie - przytaknęła Podgórska. - Ale nie do przeprowadzenia - zakończyła.

Więcej o: