"Ponoć królowa Bona wrzuciła skarby do studni w Czersku. A ja wiem, gdzie jest ta studnia..."

30 km od Warszawy znajdują się ruiny zamku w Czersku. To nie tylko prawdziwy raj dla archeologów. Zamek rozpala wyobraźnie okolicznych mieszkańców i poszukiwaczy skarbów. Do dziś żywe są legendy o skarbie ukrytym tam przez królową Bonę. - Jedna z wersji mówi, że skarby wrzuciła do studni. Ja wiem, gdzie jest ta studnia. Na jej dnie mogą być fascynujące rzeczy - mówi prof. Przemysław Urbańczyk w TOK FM. Archeolog kilka lat spędził, "ryjąc w ziemi, odkrywając jej fascynujące świadectwa".

Niewiele brakowało, a Czersk mógłby "zamiast" Warszawy być stolicą Polski. - Był wcześniejszą stolicą Mazowsza, przed Warszawą. I, gdyby nie zbieg okoliczności, m.in. odsunięcia się koryta Wisły od Czerska, mógłby zostać stolicą kraju. Osadnictwo w tym miejscu zaczęło się jeszcze przed naszą erą. Pojedyncze zabudowania stały tam w VII-VIII wieku. A wieku X powstała poważna inwestycja - zamek. Łączyło się z to z wytyczaniem granic państwa wczesnosłowiańskiego - mówił w audycji "OFF Czarek" prof. Przemysław Urbańczyk.

Archeolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego i PAN obchodzi 40-lecie pracy naukowej. I nie kryje, że Czersk zajmuje w jego sercu szczególne miejsce. - W czasie tych badań zrobiłem doktorat. Tam częściowo wychowywały się moje dzieci. W Czersku przeżywałem czasy pierwszej "Solidarności", stanu wojennego. Wtedy to miejsce dawało wytchnienie od Warszawy. Już chyba nikt nie pamięta, że właśnie w Czersku była jedna z najsłynniejszych restauracji na Mazowszu; w przerobionej chacie drewnianej. A my mieszkaliśmy na zamku - w pewnym momencie nawet na wieży. No więc czułem się prawie jak królowa Bona - wspominał prof. Urbańczyk.

Obrażona Bona

Królowa to chyba najbardziej znana postać związana z Czerskiem. Zamek stanowił "część jej oprawy wdowiej", po śmierci króla Zygmunta Starego. - Była skłócona z synem - Zygmuntem Augustem. Przede wszystkim dlatego, że zakochał się w Barbarze Radziwiłłównie. Obrażona zamieszkała na Mazowszu. Wiemy, że w Czersku bardzo jej się podobało. Postawiła tam tzw. wielki dom, którego ślady widać na dziedzińcu. Po prawej stronie na murze widać otynkowany prostokąt i ślady po belkach stropowych.

Bona Sforza zapisała się w naszej pamięci m.in. jako osoba, dzięki której pojawiły się w Polsce dobrze dziś znane warzywa. To dzięki królowej kupujemy włoszczyznę. Nie jest wykluczone, że to właśnie ona przyczyniła się też do tego, że do dziś Czersk i okolice słyną z uprawy warzyw, sadownictwa. Dzięki królowej w okolicach powstawały też browary, produkowano m.in. słynne piwo czerskie.

Gdzie jest skarb?

Obecność królowej to źródło jednej z legend żywych wśród mieszkańców Czerska. - Według jednej z wersji, Bona schowała skarby w tunelu pod zamkiem. Kiedy myśmy za dnia kopali na zamku, lokalni mieszkańcy w nocy ryli w fosie. Inna wersja mówi o tym, że królowa wrzuciła skarby do studni. Mieszkańcy oczywiście szukali tej studni. Ja wiem, gdzie ona się znajduje - pochwalił się prof. Urbańczyk.

Archeolog zaproponował nawet gospodarzowi audycji, Cezaremu Łasiczce, wspólne poszukiwania kosztowności. - Gdyby pan zorganizował odpowiednie finansowanie, możemy odkopać tę studnię. To kilkanaście metrów kopania, przedsięwzięcie musiałby kosztować kilkaset tysięcy złotych. Ale na dnie moglibyśmy znaleźć fascynujące rzeczy.

Ostatni wielki właściciel

Potop szwedzki oznaczał zagładę Czerska. Szwedzcy żołnierze spalili zamek. - W ten sposób zniszczono to, co zbudowała królowa Bona - podkreślał prof. Urbańczyk.

Dopiero około sto lat później podjęto, jak się okazało ostatnią, próbę odbudowy zamku. Zadanie podjął się marszałek wielki koronny Franciszek Bieliński. - To dziś postać zapomniana. A to na jego cześć nazwano ulicę Marszałkowską w Warszawie. To on jako pierwszy zaczął brukować ulice w mieście. Zamek w Czersku spodobał mu się. Zaczął remonty. Na przykład zbudował ceglany most, który do dziś prowadzi do zamku. Niestety nie udało mu się przywrócić świetności tego obiektu. Nie było tam już nic co mogłoby zamek utrzymać.

Bez trudno można odnaleźć pamiątki po marszałku. - Na moście, po którym wchodzi się do zamku, nad środkowym przęsłem jest wykuty kartusz inicjałowy z szarego piaskowca - z literami F.B. - mówił gość "OFF Czarka".

Dziś już się tak nie da...

Dla profesora Urbańczyka prace w Czersku to nie tylko wyjątkowo ważna część życia. To także dowód na to, jak bardzo zmieniła się archeologia. Bo dziś takie wieloletnie badania są praktycznie niemożliwe.

- W niektórych miejscach schodziliśmy na głębokość pięciu metrów. To były niezmiernie skomplikowane prace. Odkryliśmy około półtora tysiąca warstw. Dziś już praktycznie nie prowadzi się tak skomplikowanych wykopalisk. Doktryna konserwatorska jest inna - nie kopie się bez potrzeby. Należę do szczęśliwej generacji, mogliśmy prowadzić badania gwoli zaspokojenia ciekawości badawczej - wspominał archeolog.

Jak wyjaśnił, dziś nie tylko w Polsce dominują wykopaliska "na stanowiskach zagrożonych". Czyli na przykład w miejscach, przez które ma biec autostrada lub ma tam powstać inna inwestycja. - A my mogliśmy kopać po to, by ustalić, jak wyglądały dzieje Czerska. Kilka lat spędziłem, ryjąc tam w ziemi. Odkrywając fascynujące świadectwa tej ziemi.

500-letnia szkuta do przewożenia zboża odkryta nieopodal zamku w Czersku. Brakuje pieniędzy na wydobycie statku

Więcej o: