Selekcja na ostrym dyżurze. Lekarze: Pozwala pomóc najpierw najpilniej potrzebującym. A pacjenci się boją

PRZEGLĄD PRASY. Część szpitali wprowadziła selekcję na ostrym dyżurze - pisze ?Rzeczpospolita?. Pacjenci są dzieleni w zależności od tego, jak poważny jest ich przypadek. Lekarze tłumaczą, że gdy na oddziale ratunkowym jest dużo ludzi, system umożliwia szybkie udzielenie pomocy tym najpilniej jej potrzebującym. Pacjenci się boją, że będą zbyt długo czekać na pomoc.

"Rzeczpospolita" opisuje przypadki trzech szpitali - Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie, Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie i dawnego Pomorskiego Centrum Traumatologii. Pacjenci dostają tam opaski. Czerwoną najczęściej osoby nieprzytomne po wypadkach, żółtą osoby potrzebujące pilnie pomocy, a zielone ci, którzy mogą poczekać.

Pacjenci się boją...

Cytowani przez "Rz" szefowie stowarzyszeń pacjentów - Adam Sandauer z Primum Non Nocere i Tomasz Szelągowski z Federacji Pacjentów Polskich - ostrzegają, że pielęgniarki odpowiedzialne za pierwszą selekcję pacjentów mogą się pomylić i nie rozpoznać właściwej choroby, a selekcja nie będzie bezpieczna, jeśli będzie się ją "stosowało mechanicznie".

Lekarze bronią...

Ale lekarze bronią pomysłu. Przemysław Guła, lekarz i ekspert od medycyny ratunkowej, tłumaczy na łamach "Rz", że selekcja pomaga nie przegapić osób potrzebujących pomocy najszybciej, a ludzie, których stan nie zagraża ich życiu, mogą poczekać. Podobnie komentuje były minister zdrowia Marek Balicki, sam lekarz. Podkreśla, że na ostry dyżur przychodzi wiele osób, które przychodzić na niego nie powinny, i bez selekcji szpital nie da rady dobrze działać.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

 

Tutaj znajdziesz wersję na telefony z Androidem >>>

 

Jeżeli masz telefon Windows Phone, kliknij tutaj >>>

 

Jeżeli masz iPhone'a, aplikację znajdziesz pod tym linkiem >>>

Więcej o: