We Włocławku zawiódł system? "To nie system nie zszedł w porę, by przeprowadzić cesarskie cięcie"

- Kiedy słyszę komentatorów, którzy mówią "zawiódł system" [ws. śmierci bliźniąt we Włocławku - red.], to chcę powiedzieć bardzo jasno: to nie system nie zszedł w porę, aby przeprowadzić cesarskie cięcie, tylko konkretny człowiek, z imieniem i nazwiskiem - mówił w Radiu Zet minister zdrowia Bartosz Arłukowicz.

Arłukowicz przypomniał w rozmowie z Moniką Olejnik, że po wnioskach konsultanta krajowego postanowił zwiększyć zakres kontroli szpitala we Włocławku. Kontrola obejmie okres ostatnich 3 lat. - Ja chcę wiedzieć, czy ten proceder, który się wydarzył, ten straszny dramat, był zdarzeniem jednostkowym, które należy piętnować i ukarać winnych, czy być może sposób organizacji pracy w tym szpitalu i na tym oddziale spowodował, że do tego zdarzenia dojść musiało - zaznaczył.

- Mam już na biurku wstępny raport z pierwszego etapu kontroli szpitala . I już w tym wstępnym raporcie jest wskazane, że było sporo niedociągnięć w pracy tego oddziału - powiedział minister. - No niedociągnięcie polegało na tym, że pan ordynator zamiast pracować, to odsypiał dyżur, który wykonywał w innym szpitalu - wtrąciła Olejnik. - Tego jeszcze do końca nie wiemy, to wyjaśnia prokuratura, która przejęła większość dokumentów - odparł Arłukowicz.

Lekarze niechętnie robią cesarskie cięcia? W porównaniu ze standardem europejskim...

- Dlaczego lekarze tak niechętnie robią cesarskie cięcia, doprowadzają do tego, że dzieci się rodzą przyduszone, za późno dokonują cesarskich cięć? - dopytywała Olejnik. - Mam dla pani bardzo ciekawą informację: w Polsce rodzi się około 380 tys. dzieci rocznie. 37 proc. przez cesarskie cięcie. Przy czym standard europejski to 20 proc. Ja wielokrotnie rozmawiałem o tym z konsultantami krajowymi, z ordynatorami oddziałów ginekologicznych, dlaczego tak jest. Okazuje się, że one [cesarskie cięcia - red.] są często wykonywane zbyt pochopnie, czasem na życzenie pacjentki... - mówił Arłukowicz. - A czasem zbyt późno, panie ministrze. I potem są kłopoty - wtrąciła Olejnik. - A czasem zbyt późno - potwierdził minister.

Arłukowicz zaznaczył, że w przypadku śmierci bliźniąt w szpitalu we Włocławku niekoniecznie zawiodły złe procedury. - Kiedy słyszę komentatorów, którzy mówią "zawiódł system", to chcę powiedzieć bardzo jasno: to nie system nie zszedł w porę, aby przeprowadzić cesarskie cięcie, tylko konkretny człowiek, z imieniem i nazwiskiem - powiedział.

Tragedia w szpitalu

Śmierć bliźniąt nastąpiła w nocy z 16 na 17 stycznia na oddziale włocławskiego szpitala. Doszło do tego kilkanaście godzin przed planowanym porodem, który miał się odbyć poprzez cesarskie cięcie. Ojciec dzieci obwinia personel placówki o zaniedbania, które miały doprowadzić do śmierci dzieci. Ze wstępnych wyników przeprowadzonej sekcji zwłok dzieci wynika, że bezpośrednią przyczyną śmierci była niewydolność oddechowo-krążeniowa.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Tutaj znajdziesz wersję na telefony z Androidem >>> A tutaj wersję na Windows Phone >>>

Więcej o: