E-sąd po prostu się opłaca. Skarb Państwa zarabia gigantyczne pieniądze

Do jedynego w Polsce sądu elektronicznego, w Lublinie, w ciągu czterech lat jego działalności wpłynęło ponad 7,5 miliona spraw, w których wydano ponad 6,5 miliona nakazów zapłaty, czyli zobowiązano dłużników, aby uregulowali swoje długi. Każda sprawa wiąże się z opłatą od pozwu. Z reguły niższą niż w normalnym postępowaniu. To na tych opłatach e-sąd zarobił już ponad 400 milionów złotych.

E-sąd to instytucja, która, zgodnie z intencją pomysłodawców, miała załatwiać sprawy drobne, przeciętnych Kowalskich, o niezapłacone rachunki za prąd, gaz czy telefon albo zaległe raty za samochód czy telewizor. I tak się rzeczywiście dzieje. Są miliony pozwów, często na naprawdę niewielkie kwoty. Sąd wydaje nakaz zapłaty, wysyła go do dłużnika, a ten - może się od nakazu zapłaty odwołać, pisząc tak zwany "sprzeciw", choćby na zwykłej kartce papieru, odręcznie. Sprzeciwów jest jednak niewiele. Jak mówi nam sędzia Krzysztof Niezgoda, wiceprezes Sądu Rejonowego Lublin Zachód, dotyczą one zaledwie około 4 procent spraw.

Zarobek: prawie pół miliarda złotych

Każdy pozew, który wpływa do e-sądu, to określona opłata, czyli "zarobek" dla skarbu państwa. To na tym zarobiono już ponad 400 milionów złotych. Co szczególnie istotne, zarabia państwo, ale zyskuje też ten, kto dochodzi swoich roszczeń - bo opłaty są tu niższe niż w postępowaniu tradycyjnym. Tam trzeba wnieść opłatę w wysokości 5 proc. wartości pozwu, czyli jeśli np. dług wynosi 1000 złotych, wówczas opłata od pozwu to 50 złotych. W postępowaniu przed e-sądem powód, czyli np. firma windykacyjna, zapłaci tylko 12,50 zł (1,25 proc. wartości sporu).

E-sąd to jednak także sprawy o "grube" miliony złotych. Jak ustaliliśmy, były pozwy na ponad 42, 28 czy 21 milionów. Jest ich zdecydowanie mniej niż tych drobnych, ale są. I stanowią znaczną część dochodu - bo opłata od takich dużych pozwów wynosi 100 tysięcy złotych.

Kto walczy o takie pieniądze? - To są kwoty z różnego rodzaju stosunków prawnych, na przykład za niezapłacone roboty budowlane - mówi sędzia Krzysztof Niezgoda. A chodzi m.in. o prace przy budowie dróg. Pozwy milionowe to także "kumulacja" długów. - To może być ileś zliczonych roszczeń przeciwko danemu podmiotowi czy podmiotom i one skumulowane tworzą tak znaczne sumy - wyjaśnia Niezgoda.

Kto wysyła najwięcej pozwów? Jest jeden "rodzynek"

Kim są ci, którzy korzystają z e-sądu? W pierwszej dziesiątce tych, którzy przysyłają najwięcej pozwów, są głównie firmy windykacyjne czy fundusze sekurytyzacyjne, m.in. z zagranicy, na przykład z Luksemburga - skupują długi i potem dochodzą swoich roszczeń.

Ale są to nie tylko windykatorzy - jest jeden "rodzynek", na dziesiątym miejscu znalazł się Zarząd Transportu Miejskiego w Poznaniu. Jak poinformowała nas Małgorzata Ratajczak z poznańskiego ZTM, jej firma jest zadowolona ze współpracy z e-sądem. - Wiąże się to z możliwością prowadzenia postępowań przez internet bez konieczności wysyłania pozwów do sądu w formie papierowej, co bardzo upraszcza i skraca postępowanie. Również nakazy zapłaty i klauzule wykonalności oraz korespondencja z sądem ma postać elektroniczna - mówi Ratajczak.

O tym, że takie rozwiązanie po prostu jest błyskawiczne i się opłaca, świadczą liczby: w 2011 roku ZTM w Poznaniu skierował do sądu w formie tradycyjnej 27 tysięcy pozwów o zapłatę, a w 2012 roku - za pośrednictwem e-sądu - już 83 tysiące pozwów.

W tej chwili do sądu elektronicznego z Poznania trafiają sprawy związane z niezapłaconymi opłatami za jazdę bez biletu z maja 2013 roku. - Współpraca z e-sądem wpływa na większą liczbę kierowanych pozwów, a w związku z tym poprawia efektywność windykowanych długów - dodaje Małgorzata Ratajczak.