Ofiara gwałtu w Lesie Kabackim: "Niektórzy myślą, że kobietę można zgwałcić, bo jest seksownie ubrana lub biega po lesie"

- Już wiem, że są ludzie, którzy uważają, że kobietę można zgwałcić, bo jest seksownie ubrana lub biega w legginsach po lesie - mówi w rozmowie z "Newsweekiem" biegaczka z Warszawy, którą nieznany sprawca zgwałcił 30 sierpnia 2013 r. w Lesie Kabackim. Ujawnia też, jak potraktowali ją policjanci, i piętnuje internautów, którzy obrażali ją w komentarzach.

W rozmowie z "Newsweekiem" biegaczka, pod zmienionym imieniem "Anna", mówi m.in., że z początku współpraca z policją była bardzo dobra, po kilku dniach jednak jeden z prowadzących śledztwo funkcjonariuszy, podczas drugiej już wizyty na miejscu przestępstwa, powiedział jej, że ma "za małe obrażenia" i lepiej, by odwołała zeznania, "bo później to się będzie ślimaczyć w prokuraturze". - Spojrzał mi w oczy i powiedział, że to dziwne, że sprawca miał broń, a jednak mnie nie zastrzelił - opowiada kobieta. Opisuje późniejszą wizytę na komisariacie, gdzie była pytana, "dlaczego się nie obroniła". - Dla mnie to było jak zdrada ze strony policji - mówi ("Newsweek" nie przedstawia jednak wersji policji).

"Spotkałam jednostkę - degenerata. Ale że tyle ludzi ma takie poglądy?"

Z wywiadu przebija odporność psychiczna i zaradność biegaczki. Nie załamała się, wróciła do sportu, podkreśla harmonię swojego małżeństwa. I piętnuje autorów szowinistycznych komentarzy w internecie. - Byłam obrażana, porównywana do prostytutki. Pisano, że kobiety generalnie lubią gwałty i dążą do nich. (...) Że dobrze mi tak, bo teraz ja, naiwna idiotka, będę wiedziała, jak wygląda świat, i że kobiety nie powinny biegać po lesie - mówi gorzko w rozmowie z "Newsweekiem".

Fakt, że spotkałam pechowo na swojej drodze zdegenerowaną jednostkę, która miała chory plan i go zrealizowała - to się mieści w moim świecie. Ale to, że jest tyle osób, które mają takie poglądy? - pyta zdumiona.

"Czułam się bezpiecznie jako kobieta. To się zmieniło, gdy...."

Biegaczka podkreśla, że dopóki policja nie zaczęła zachowywać się "dziwnie", a ona sama nie przeczytała w sieci komentarzy na swój temat, czuła się "dobrze i bezpiecznie jako kobieta". - To się zmieniło dopiero wtedy, kiedy zetknęłam się z szowinizmem, zobaczyłam, że są inni mężczyźni niż ci, których znam. Już wiem, że są ludzie, którzy uważają, że kobietę można zgwałcić, bo jest seksownie ubrana lub biega w legginsach po lesie - zaznacza.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Tutaj znajdziesz wersję na telefony z Androidem >>> A tutaj wersję na Windows Phone >>>

Więcej o: