"Na każdej imprezie znajdzie się ktoś, kto próbuje dolać mi alkoholu do soku" [ALKOPOLACY: GŁOSY CZYTELNIKÓW]

"Nie będę pisał o tym, że najbardziej w***wiające są toasty, że pijący wywołują w tobie poczucie winy, że część osób to na serio przygłupy przy każdym spotkaniu pytające, czy się z nimi napijesz" - pisze Arek. "Na każdej imprezie znajdzie się ktoś, kto próbuje dolać mi alkoholu do soku" - twierdzi Agnieszka. Oto niektóre z Waszych listów i komentarzy, które otrzymaliśmy po publikacji tekstu o Polakach, którzy nie piją.

Arek z Łodzi : Jestem niepijącym alkoholikiem od niecałego roku. Decyzja o abstynencji to najważniejsza rzecz w moim dorosłym życiu, wynikająca niestety z uzależnienia. Często w dniach, gdy nie piłem (a w tygodniu bywało ich od jednego do czterech) zastanawiałem się, gdzie jest ta granica. Gdzie nawyk zamienia się w alkoholizm. I prawdopodobnie długi czas tkwiłbym w błogim oszukiwaniu siebie, gdyby nie zupełnie przypadkowa wizyta u terapeuty.

Zakochałem się i mając przeczucie, że tworzę coś niezwykłego, poszedłem do poradni, by zdiagnozować u siebie nieleczone DDA (mój ojciec jest niepijącym alkoholikiem). Oceniając niektóre swoje zachowania po alkoholu spodziewałem się, że terapeuta stwierdzi: "Stary, masz DDA. Zastanówmy się nad terapią, pij mniej, dzięki". Tylko, jak zaczęliśmy analizować ilość i częstotliwość spożywanego przeze mnie alkoholu, to okazało się, że jestem alkoholikiem. "Arek muszę ci coś powiedzieć: jesteś chory na śmiertelną chorobę. Jesteś alkoholikiem".

"Gdy często zastanawiasz się nad tym, czy nie pijesz za dużo, to prawdopodobnie masz już problem"

Te słowa dla osoby, która przeżywała alkoholizm ojca będący równocześnie rozbiciem rodziny, osoby, która była jako dziecko przestrzegana przez płaczącą matkę "synu tylko NIGDY nie bądź alkoholikiem", były jak cios. Tym bardziej że prowadziłem aktywne życie, pracowałem na etat, byłem DJ-em, promotorem, miałem milion znajomych, imprezowałem, zdawać by się mogło, "jak wszyscy". I mając co tydzień kaca, wychodząc we wtorek na koncert i wypijając trzy piwa, wracając do domu i kupując czwarte na wypicie przed snem, później schodząc po piąte, wstając rano z czerwonymi oczami do pracy, będąc rozdrażniony, niewyspany nie zdawałem sobie sprawy, że jestem już po innej stronie. Drodze, z której nie ma odwrotu.

Jak jesteś alkoholikiem, to albo pijesz w poczuciu winy, albo jesteś trzeźwy, obserwując otoczenie i rezygnując świadomie z części towarzyskich aktywności. Dlaczego do państwa piszę? Bo warto uświadomić czytelników, że w momencie, gdy często zastanawiasz się nad tym, czy nie pijesz za dużo, to prawdopodobnie masz już problem z alkoholem.

Myślę, że wcześniejsza profilaktyka i odczarowanie tej choroby może sprawić, że więcej ludzi zacznie dbać o swoje zdrowie. I łatwiej przechodzić wtedy przez te wszystkie etapy trzeźwienia. Nie będę pisał o tym, że najbardziej w***wiające są toasty, że pijący wywołują w tobie poczucie winy, że część osób to na serio przygłupy pytające przy każdym spotkaniu, czy się z nimi napijesz.

Takich znajomych się omija i szybko wyklucza. Najtrudniej jest wykonać pierwszy krok, idąc do terapeuty. O tym warto pisać.

strawberry_incense :

Mam ogromną nadzieję, że kiedyś w końcu odejdziemy od nazywania "alkoholikami" osób uzależnionych od alkoholu, ale niepijących, po terapii, a nawet w trakcie terapii. Uważam, że jest to totalnie szkodliwe i negatywnie wpływa na motywację do leczenia. W naszym społeczeństwie kiedy ktoś mówi, że jest alkoholikiem, w większości przypadków pierwsze, co przychodzi na myśl, to "zasikany menel spod budki".

Nie pojawia się natomiast skojarzenie "osoba, która zadbała o siebie i postanowiła przejąć kontrolę nad swoim życiem". Uważam, że brakuje rozgraniczenia między alkoholikiem w czynnym uzależnieniu oraz alkoholikiem, który kolokwialnie mówiąc, się "ogarnął". Myślę, że określanie siebie mianem alkoholika przysparza jeszcze więcej wstydu, niż sam fakt podjęcia terapii (z czego moim zdaniem należy być dumnym, a nie się tego wstydzić).

Dlatego apeluję, w szczególności do terapeutów uzależnień, aby nie naciskali na pacjentów i nie zmuszali ich do nazywania się "alkoholikiem", bo bez tego nie będą zidentyfikowani z chorobą. To nieprawda i uważam, że takie postawienie sprawy przynosi więcej szkód niż pożytku.

Agnieszka :

Mam 33 lata. Nigdy nie piłam alkoholu. Mój organizm nie zna promili. Lampka szampana czy kieliszek wina natychmiast sprawia, że czuję się dziwnie. Jest mi gorąco, a w głowie lekko się kręci!

Nienawidzę alkoholu. Mój ojciec był alkoholikiem, kiedy się upił niszczył, krzyczał, przeklinał, bił. Zniszczył moje dzieciństwo. Przestał pić z dnia na dzień, gdy poważnie zachorował... ostatnie 18 lat swojego życia nie tknął ani kropelki. Szkoda tych wcześniejszych lat.

Moi znajomi wiedzą, że nie piję. Na każdej imprezie znajdzie się ktoś, kto próbuje dolać mi alkoholu do soku, coli itp. Nie wiem, po co, ale udaję, że dałam się nabrać - chyba robię to dla tych żartownisiów. Mają dziką radość, tak jakby ten łyczek oszukanego soku miałby mnie upić do nieprzytomności. Ci ludzie myślą tak na serio.

Nigdy nie zostaje na imprezach do końca, nie chcę patrzeć na tych ludzi, gdy tracą kontrolę nad sobą. Oni tego nie pamiętają - ja tak. Oczywiście to nie jest tak, że wszyscy piją, ile się da. Zawsze są ludzie, którzy albo nie piją bo są autem, albo ograniczają się w spożyciu!

Więcej o: