Nowicka: "Niech NIK sprawdzi, jak Kościół wykorzystuje pieniądze, które Unia daje na promocję gender"

Wanda Nowicka złożyła wniosek do NIK o kontrolę, jak Kościół i organizacje katolickie wykorzystują pieniądze unijne, przeznaczone na wdrażanie zasady równości płci. Wg Nowickiej chodzi nawet o 61,5 mln zł.

Nowicka we wniosku stwierdza, że "Kościół katolicki, instytucje katolickie i organizacje odwołujące się do nauki Kościoła, dysponują środkami unijnymi znacznej wartości, uzyskanymi na realizację projektów, w których zapisany jest obowiązek wdrażania zasady równości płci".

Wicemarszałkini Sejmu podkreśla, że fundusze unijne przyznane na realizację "genderowych" projektów to "co najmniej" 61,5 mln zł. I właśnie te projekty, wg Nowickiej, "są realizowane przez podmioty katolickie we wszystkich 16 województwach".

"Zwalczają ideę edukacji..."

Nowicka we wniosku wytyka: "Ze spisu Europejskiego Funduszu Społecznego na lata 2010-2013 wynika, że benficjentami środków, których wykorzystanie obarczone jest obowiązkiem prawnym wdrożenia zasady równości płci są m.in. katolickie instytucje oświatowe, organizacje pozarządowe, archidiecezje i parafie, gdzie często nie przestrzegane są zasady gender mainstreamingu".

I dalej: "Co więcej, w wielu instytucjach i placówkach oświatowych kształcenie równościowe nie jest prowadzone, a do tego z inspiracji duchownych podejmowane są działania uniemożliwiające nauczycielkom i nauczycielom realizowanie programów nauczania, pozwalających na wdrożenie zasady równości płci. Dochodzi wręcz do zwalczania idei edukacji szkolnej w tym zakresie, co jest ewenementem na skalę europejską i co jest równoznaczne z nieprzestrzeganiem unijnych wymogów, stawianych beneficjentom, występującym o dofinansowanie ze środków wspólnotowych".

Skąd wniosek? "Wobec wypowiedzi biskupów..."

W związku z powyższymi zarzutami Nowicka chce, aby Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła, czy instytucje związane z Kościołem, jak i sam Kościół katolicki, korzystają ze środków unijnych zgodnie z ich przeznaczeniem.

Wicemarszałkini nie kryje, co spowodowało jej reakcję. "Wobec wypowiedzi biskupów i księży Kościoła katolickiego, części konserwatywnych polityków i polityczek publicznie sprzeciwiających się polityce równości płci i ataków na tzw. ideologię gender, czyli tak naprawdę zasadę równouprawnienia, zachodzą uzasadnione podejrzenia, że zasada tak nie była w tych projektach realizowana lub była realizowana niewłaściwie".

Więcej o: