"Kiedyś baliśmy się cyklistów, Żydów i masonów. Czas bać się internetu?". Wróbel i Tarkowski o nowych technologiach

- Utyskiwanie na nowe technologie staje się modą - powiedział w Poranku Radia TOK FM dr Alek Tarkowski, socjolog internetu. - To nie jest utyskiwanie, to wołanie na alarm - ripostował Jan Wróbel. - Za najgorszej komuny było wiadomo, kto mnie śledzi. UB, SB i agenci. Dziś śledzi mnie każdy. A najbardziej przyjaciele - zaznaczył prowadzący audycję.

- Wśród polskich doradców strategicznych przeważa myślenie: kto się boi internetu? - mówił w Poranku Radia TOK FM Jan Wróbel, nawiązując do najnowszej książki Wojciecha Orlińskiego, dziennikarza "Gazety Wyborczej", "Internet. Czas się bać". - Kiedyś baliśmy się cyklistów, Żydów i masonów, ile jeszcze chcecie się bać? Ile razy katolicko-narodowa histeria będzie podnosiła sztandar histerii wobec nowoczesności? Dajcie spokój, co takiego złego w interneciku? - ironizował publicysta.

"Można udawać, że internet nas nie obchodzi. Ale to nieprawda"

- Utyskiwanie na nowe technologie staje się modą - stwierdził w rozmowie z Wróblem dr Alek Tarkowski, socjolog internetu z UW. - To nie jest utyskiwanie, to wołanie na alarm - zastrzegł prowadzący Poranek Radia TOK FM. - Każdy z nas może udawać, że internet go nie obchodzi, bo nie ma konta na Facebooku. To nieprawda. Jeśli w e-mailu napiszę, że nie jestem zwolennikiem PO i kibicuję Polonii, to wystarczy, żeby spuścić mi łomot. Do użytku już wchodzą programy rozpoznawania twarzy. Wystarczy pstryknąć zdjęcie, zobaczyć, że jestem wrogiem postępu i będę leżał bez zębów na trotuarze. Więc nie odczuwam, że mogę przesadzić w alarmowaniu - wyznał.

"Nie twierdzę, że z internetem wszystko jest w porządku"

- Ludzi, którzy alarmują, nie ma zbyt wielu. I się na tym alarmowaniu zatrzymują. A osobami, które starają się znaleźć jakieś rozwiązanie, są te, które pozytywnie myślą o tej technologii - zaznaczył dr Tarkowski. I podkreślał, że problem z nowymi technologiami polega w dużej mierze na tym, że wymykają się klasycznej moralności.

- Mamy jasność, że jeśli kogoś tłuką na ulicy, to jest złe. W innych kwestiach to nie jest do końca złe, ale niezgodne z pewnymi normami. Nie twierdzę, że z internetem wszystko jest w porządku, ale brak nam narzędzi jego oceny - stwierdził socjolog. I zaznaczył, że nauka nie dogania rzeczywistości, a badacze społeczni nie dają wskazówek, jak radzić sobie z nowymi zjawiskami.

"Nasza klasa polityczna nie rozumie tych spraw"

Jednak Wróblowi chodziło nie tyle o naukowców, co polityków. - Dlaczego rząd nie ostrzegał nas, abyśmy nie otwierali konta na Facebooku i Gmailu, portalach opartych o amerykańskie prawodawstwo, bardzo liberalne, jeśli chodzi o kwestię naszych danych osobowych? - dopytywał, przekornie zastanawiając się, czy politycy nie powinni promować Naszej Klasy.

- Nasza klasa polityczna nie rozumie tych spraw - przyznał dr Tarkowski. - Mieliśmy tyle do roboty z rozbrajaniem ekonomicznego i politycznego komunizmu, że w tym wszystkim zabrakło świadomości, że jednocześnie uruchomiły się nowe technologie. W latach 90. mało kto się nimi zajmował. Choćby na Węgrzech prace nad powołaniem inspektora danych osobowych zaczęły się w podziemiu w latach 80. My nie mamy takich historii - rozłożył ręce socjolog.

"Uświadomiliśmy sobie, że internet ma mroczną stronę"

Wróbel skrytykował także rządową strategię cyfryzacji. - Z mojej perspektywy wyhodowaliśmy sobie lepszy PRL. Nie taki z lat 80., ale z początku 50. To PRL najpotworniejszy ze wszystkich, bo obywatelski. Za najgorszej komuny było wiadomo, kto mnie śledzi. UB, SB i agenci. Dziś śledzi mnie każdy. A najbardziej przyjaciele - mówił publicysta.

- Ten wątek nie pojawia się w dokumentach, prawdopodobnie dlatego, że jest wątkiem utajnionym. Można też uznać, że jest martwą plamką widzenia - stwierdził dr Tarkowski. - Widzimy pozytywne strony, widzimy komputery w szkołach, a w zeszłym roku uświadomiliśmy sobie, że internet ma mroczną stronę. A w Polsce do końca nie wiemy, jak to wygląda - powiedział socjolog.

Więcej o: