Ich syn zaginął w Nowy Rok. Znaleźli go dzięki temu - przypadkowemu - zdjęciu agencji AP

W domu zostało wszystko: komórka, portfel. 20-letni Nicholas Simmons 1 stycznia przepadł jak kamień w wodę. Kilka dni później fotoreporterka agencji AP Jacquelyn Martin szukała w Waszyngtonie ujęć, które pozwoliłyby pokazać skutki ataku zimy. I zrobiła tę fotografię.

Martin miała pracować w ten weekend w Białym Domu, ale - ponieważ Barack Obama wciąż jest na wakacjach na Hawajach - postanowiła wyjść na miasto i zobaczyć, jak ludzie radzą sobie z siarczystym mrozem. Wybrała miejsce niedaleko terenów National Mall, w którym zwykle zbierają się bezdomni, by się ogrzać. Przedstawiła się i zaczęła robić zdjęcia. Zwróciła uwagę zwłaszcza na jedną postać - skulonego pod kocem chłopaka w kapturze, który przytulał twarz do wywietrznika. - Uderzyło mnie, jaki jest młody - mówi.

Fotografka przedstawiła się jeszcze raz, przywitała z młodym bezdomnym i zrobiła zdjęcie, którym dzień później wiele amerykańskich i światowych mediów zilustrowało temat mrozów w USA. Fotografię pokazała m.in. gazeta USA Today. I to właśnie jej dziennikarz skontaktował się z Martin. Reporter powiedział, że chłopak to zaginiony, którego poszukuje rodzina. Na zdjęciu w USA Today rozpoznała go matka.

Okazało się, że anonimowy bezdomny to 20-letni Nicholas Simmons, który w Nowy Rok opuścił dom rodziców w okolicy miasta Rochester (w stanie Nowy Jork, 470 km od Waszyngtonu) i słuch o nim zaginął.

Krewni ustalili, gdzie zostały zrobione zdjęcia. Nicholasa już jednak tam nie było

Gdy krewni chłopaka uzyskali potwierdzenie, gdzie zrobiono zdjęcie, rozpoczęli długą podróż do Waszyngtonu. Udało im się trafić we właściwe miejsce, ale Nicholasa już tam nie było. Rodzice Nicholasa nie poddali się. Ruszyli przed siebie i wszystkich ludzi, których spotkali w okolicy, prosili, by wskazali im inne punkty, w których w Waszyngtonie nocują bezdomni. Sprawdzali kolejno wszystkie miejsca, ale w żadnym z nich nie znaleźli syna.

W końcu wrócili do lokalizacji uwiecznionej na zdjęciu i tam spotkali Nicholasa. Chłopak został przewieziony do szpitala na badania. - To cud! Będzie jeszcze czas, by opowiedzieć całą historię dokładnie, ale na razie jestem wyczerpana - mówiła matka chłopaka już po powrocie do domu.

A fotoreporterka? - To dla mnie wielka radość widzieć, że fotografia może mieć tak znaczący wpływ na czyjeś życie. Wydarzyło się coś naprawdę niesamowitego. Jestem szczęśliwa i poruszona, że moje zdjęcie pomogło połączyć rodzinę - dodała.

Policja twierdzi, że poszukiwania 20-latka zaczęła od razu po zgłoszeniu zaginięcia, ale znalazła żadnych śladów, które mogłyby wskazywać na miejsce jego pobytu. - To zdjęcie to czysty łut szczęścia, cud - skomentował prowadzący śledztwo David Mancuso.

Dlaczego Nicholas uciekł z domu? Na razie nie wiadomo.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Tutaj znajdziesz wersję na telefony z Androidem >>> A tutaj wersję na Windows Phone >>>

Więcej o: