Prostytutka z kolegami szantażowała posła, "polityka kościelnego". Jest akt oskarżenia

Trzy osoby zasiądą na ławie oskarżonych w sprawie o szantażowanie posła. Chodzi o mniej znanego posła prawicowej partii, którego nazwiska nie ujawniamy, bo jest w sprawie osobą pokrzywdzoną, a w tle są kwestie obyczajowe. Oskarżeni to dwaj mężczyźni i młoda kobieta, z wykształcenia prawniczka, z którą poseł miał się spotkać prywatnie.

Akt oskarżenia skierowała do sądu Prokuratura Okręgowa w Lublinie, a sprawę prowadził V wydział śledczy. Prokurator Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie, ujawniła nam jedynie zarzuty. Chodzi o artykuł 191 Kodeksu karnego i o okres od 19 do 23 grudnia 2012 r. W zarzutach konkretnie jest mowa o tym, że stosując groźbę bezprawnego upublicznienia nagrań mogących zniesławić posła, zmuszali go do zapłacenia kwoty nie mniejszej niż 3 tys. zł, przy czym jeden z mężczyzn dopuścił się tego czynu w warunkach tak zwanej recydywy.

Rzeczniczka prokuratury nie chciała potwierdzić, że to poseł jest osobą pokrzywdzoną. - Nie mogę ujawniać danych personalnych pokrzywdzonego, mogę jedynie potwierdzić, że jest to osoba ustalona - powiedziała nam Syk-Jankowska. I dodała, że z uwagi na charakter sprawy dotyczący sfery życia prywatnego nic więcej zdradzić nie może. W sądzie zapoznaliśmy się jednak z aktem oskarżenia, a tam poseł - jako osoba pokrzywdzona - jest wymieniony z imienia, z nazwiska i z funkcji.

To poseł zawiadomił policję

Z akt sprawy wynika, że poseł 20 grudnia powiadomił policję o tym, że został zaczepiony przez nieznanego mu mężczyznę, który miał powiedzieć, że ma kompromitujące go materiały. Miał też zażądać pieniędzy w zamian za zniszczenie "dowodów". Policja, po zawiadomieniu złożonym przez polityka, zaczęła sprawę badać i ostatecznie oskarżono trzy osoby.

Ale zacznijmy od początku. Jak wynika z aktu oskarżenia, jakiś czas temu poseł miał się prywatnie spotkać z pewną młodą kobietą i nie zapłacił jej za usługę seksualną. Chodziło o kwotę 200 zł. Ta kobieta to dzisiejsza oskarżona: 26-letnia wykształcona młoda prawniczka, niepracująca, jak twierdzi, na utrzymaniu rodziców. Nie wiedziała, że ma do czynienia z posłem, ale niedługo potem rozpoznała go w telewizji, potem poszukała w internecie i pod koniec września 2012 r. powiadomiła kolegę. I tu cała akcja zaczęła się "kręcić".

Przemysław S., 27-latek z Radomia dorabiający w agencji detektywistycznej, miał powiedzieć koleżance, że "będzie wiedział, co z tym zrobić". W międzyczasie sama 26-latka wysłała do znajomej maila, że ma dobry dyktafon i nagra rozmowę z posłem o treści erotycznej, "a wtedy będzie miała dowody i będzie miała czym go postraszyć". Napisała też, że odezwie się na jego oficjalnego maila i oznajmi, że "albo daje kas, albo żona się dowie i jego kariera polityczna dobiegnie końca".

Ostatecznie w grudniu 2012 r. Przemysław S. skontaktował się z kolejnym z oskarżonych, Szczepanem P., proponując mu, że mogą zarobić 5 tys. zł na dwóch, szantażując "polityka kościelnego", który "robi karierę polityczną". Młoda kobieta SMS-owo umówiła się z posłem w jednym z hoteli w Lublinie. Miała przy sobie dyktafon, komórkę, a na dole w aucie czekali dwaj mężczyźni. Całe spotkanie zostało nagranie, szantażyści zrobili też zdjęcia i nagrali film, jak kobieta z posłem wychodziła z hotelu.

Telefon, szantaż i próby kontaktu

Po krótkim czasie zadzwonili do polityka, szantażując go nagraniami. Jak wynika z aktu oskarżenia, poseł początkowo miał się zgodzić zapłacić kwotę 3 tys. zł. Pojechał do bankomatu, a w międzyczasie zawiadomił policję. Potem nie odpowiadał już na SMS-y i próby kontaktu; nie zapłacił dzisiejszym oskarżonym.

Dwaj mężczyźni przyznali się do winy, choć jeden z nich potem zmienił swoje stanowisko, twierdząc, że się nie przyznaje. Kobieta od początku wszystkiemu zaprzeczała. Jak ustaliliśmy, dowodami w sprawie są m.in. SMS-y i maile. Za szantażowanie posła oskarżonym może grozić do 3 lat więzienia.

Rozmawialiśmy z posłem, który ma status pokrzywdzonego w tej sprawie. - Nie będę się wypowiadał do czasu zakończenia sprawy, do wyroku, jest wyłączona jawność - powiedział nam polityk [choć jawność wyłączy ewentualnie dopiero sąd - red.]. Nie zgodził się na ujawnienie nazwiska.