"Imigracja biedy", "Nadchodzą Cyganie". Niemcy boją się zalania rynku pracy przez Bułgarów i Rumunów

Prasa bulwarowa w Niemczech przestrzega przed zalaniem niemieckiego rynku pracy przez Rumunów i Bułgarów, którzy od 1 stycznia 2014 będą mogli bez ograniczeń szukać zatrudnienia w zachodnich państwach członkowskich UE. Artykuły przestrzegają też przed ryzykiem nadużywania przez imigrantów niemieckiego systemu opieki społecznej.

- Takie publikacje nie mają pokrycia w faktach i szkodzą klimatowi społecznemu - twierdzi Dorothee Frings z Wyższej Szkoły Zawodowej Dolnej Nadrenii. - Najważniejsze, by politycy i media skończyli prowadzenie dyskusji pod hasłami "imigracja biedy" i "nadchodzą Cyganie". Chodzi o migrację zarobkową, która odpowiada europejskiemu projektowi otwartych rynków pracy - dodała Dorothee Frings.

Tego samego zdania jest Andreas Pott, dyrektor Instytutu Badań Migracyjnych i Studiów Międzykulturowych (IMIS) Uniwersytetu w Osnabrück. - W publikacjach prasowych na temat migracji jest wiele panikarstwa. Doświadczenia z przyjęcia do UE Grecji, Portugalii i Hiszpanii, a później Polski wykazały, że dochodzi wprawdzie do migracji, ale malejącej już po kilku latach - powiedział Andreas Pott.

"Niemcy nie chcą przyznać, że są celem migracji"

- Niemcy długo uporczywie broniły się przed uznaniem faktu, że są krajem tak atrakcyjnym dla imigrntów. Dlatego dyskusje o tym zjawisku były zdominowane przez strach, a nie przeświadczenie, że migracja jest okazją do zmian w strukturze społeczeństwa - stwierdził szef IMIS.

Podkreślił też, że Bułgarzy i Rumuni już od 2007 roku są pełnoprawnymi członkami UE, a teraz mają jeszcze możliwość podejmowania pracy bez ograniczeń. - Swobodny przepływ pracowników nie funkcjonuje ponadto tylko w jednym kierunku. Korzysta na nim też kraj taki jak Niemcy. Wystarczy wspomnieć o niekorzystnych trendach demograficznych, o starzeniu się i kurczeniu naszego społeczeństwa, żeby zrozumieć, że napływ imigrantów jest zjawiskiem cennym i pożądanym - powiedział badacz migracji.

Eksperci: "Obawy są nieuzasadnione"

Zdaniem ekspertów nieuzasadnione są obawy, że Bułgarzy i Rumuni masowo będą starali się teraz w Niemczech o zasiłki. Według aktualnych danych statystycznych UE w 2012 roku tylko 9 proc. żyjących w Niemczech Rumunów i Bułgarów korzystało ze świadczeń socjalnych. Plasowali się tym samym na znacznie niższym miejscu niż pozostali cudzoziemcy (15,9 proc.) i tylko nieznacznie wyższym niż średnia wszystkich mieszkańców Niemiec (7,9 proc.).

Zarzut, że z Bułgarii i Rumunii przybędą przede wszystkim Sinti i Romowie, "wielodzietni i niechętni do pracy" Dorothee Frings odpiera słowami prezydenta Niemiec Joachima Gaucka: - Stygmatyzacja całej grupy ludzi i odmawianie jej zdolności do integracji jest kontynuacją odwiecznej, fatalnej tradycji dyskredytacji, izolacji i prześladowań. W tym duchu nie możemy prowadzić dyskusji.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''

embed
Więcej o: