Minister nauki kończy z fikcyjnymi stażami dla studentów. Bo to lekcje udawania

- Parzyłem kawę, zrobiłem prezentację, która nie była potrzebna - mówią. Chcą umów z pracodawcami i lepszej opieki ze strony uczelni. Minister nauki zapowiada zmiany, a rząd przyjął nowelizację ustawy o szkolnictwie wyższym, która ma zbliżyć uczelnie do rynku pracy i zapobiec bezrobociu wśród młodych - czytamy w ?Gazecie Wyborczej?.

Nowelizacja zakłada, że uczelnie zostaną podzielone na akademickie i zawodowe. Te drugie będą zobowiązane organizować swoim studentom minimum trzy miesiące stażu.

Dobre staże są ważne, bo pracodawcy narzekają, że uczelnie nie przygotowują absolwentów do zawodu. Wszystkich trzeba uczyć od podstaw. Sęk w tym, że sami często proponują złej jakości staże i praktyki. Warszawska fundacja Fundusz Pomocy Studentom zapytała o to studentów. 240 osób wypełniło ankiety, większość ma fatalne zdanie o stażach.

Adrian, student biotechnologii, staż w laboratorium: "Laboratorium ledwo co widziałem, pieliłem grządki w ogrodzie". Agnieszka, staż w szkole: "Nie pozwolili poprowadzić z uczniami dyskusji, bo im było żal czasu na lekcji". Aleksandra, staż w banku: "Nie miałam pojęcia, co robić. Potem dostałam prezentację, na którą nikt nie czekał". Aleksandra, praktyka w urzędzie miasta: "Myłam szklanki po kawie, stemplowałam koperty, kserowałam archiwa. Jak się upomniałam o zajęcie, zarzucili mnie w całości własną robotą, ledwo zdążałam się wyrobić".

Cały tekst w "Gazecie Wyborczej" >>

Więcej o: