Oskarżenie o morderstwo, gwałt, porwanie. Wychodzą na jaw nowe fakty z przeszłości tłumacza z pogrzebu Mandeli

Thamsanqa Jantjie zasłynął z wyjątkowo złego tłumaczenia na język migowy przemówień podczas pogrzebu Nelsona Mandeli. Jak ocenili specjaliści, wykonywane przez niego gesty były kompletnie niezrozumiałe i miały niewiele wspólnego z językiem migowym. Teraz na jaw wychodzą kolejne fakty związane z fatalnym tłumaczem.

Ze śledztwa dziennikarskiego przeprowadzonego przez południowoafrykańską stację ENCA wynika, że 34-letni mężczyzna, który podczas pogrzebu Nelsona Mandeli znalazł się tuż obok światowych przywódców, może być wielokrotnym przestępcą.

Schizofrenik i przestępca?

Jak ustalili dziennikarze, Thamsanqa Jantjie był wielokrotnie oskarżany o popełnienie poważnych przestępstw. Stawiano mu zarzuty gwałtu, usiłowania zabójstwa i zabójstwa, kradzieży, włamania, złośliwego uszkodzenia mienia i udziału w porwaniu. W 2003 r. został oskarżony o morderstwo, ale nie wiadomo, jak potoczyło się śledztwo, bo akta w Sądzie Najwyższym są puste. Nie udało się też ustalić, czy ostatecznie mężczyzna kiedykolwiek trafił do więzienia.

Wiadomo natomiast, że część zarzutów umarzano ze względu na problemy psychiczne oskarżonego. Thamsanqa Jantjie był leczony w związku ze schizofrenią. Tą przypadłością tłumaczył też swój skandaliczny występ podczas pogrzebu. Jak twierdzi, musiał się zmierzyć z atakiem choroby. - Nic nie mogłem na to poradzić. Byłem sam w bardzo niebezpiecznej sytuacji. Próbowałem się kontrolować i nie pokazywać światu, co się ze mną działo. Bardzo przepraszam - tłumaczył.

 

Amerykańscy urzędnicy zaniepokojeni

Po ujawnieniu przez stację ENCA faktów z przeszłości tłumacza i informacjach o jego chorobie pojawiło się pytanie, czy światowi przywódcy, obok których tak blisko się znalazł, byli bezpieczni. Takie obawy wyraziła m.in. zastępca amerykańskiego sekretarza stanu ds. Afryki Linda Thomas-Greenfield. - To bardzo niepokojące - stwierdziła w rozmowie z dziennikarzami cytowanej przez CBSNEWS .

Tymczasem agencja, która odpowiada za zatrudnienie mężczyzny, zniknęła. Nie wiadomo, gdzie są jej właściciele.

Chcesz na bieżąco śledzić sytuację za granicą? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Tutaj znajdziesz wersję na telefony z Androidem >>> A tutaj wersję na Windows Phone >>>

Więcej o: