Doniesienia Macierewicza odrzucone. Nie było manipulacji przy szczątkach tupolewa

Czarne skrzynki nie zostały sfałszowane, a polska dyplomacja zrobiła wszystko, by odzyskać wrak samolotu - to ustalenia prokuratury, która badała doniesienia zespołu Macierewicza - pisze ?Gazeta Wyborcza?. Decyzje o umorzeniu śledztw w tych sprawach zapadły na początku listopada. Dotyczyły "zaniechania starań o właściwe zabezpieczenie szczątków" tupolewa, który rozbił się 10 kwietnia 2010 r.

Czarne skrzynki analizowały ABW i Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji. Nie stwierdzono jakichkolwiek manipulacji. Drugie z umorzonych w listopadzie śledztw dotyczy zniszczenia dowodu osobistego wiceministra kultury Tomasza Merty, który zginął w katastrofie. Pisał o tym "Nasz Dziennik", cytując wdowę po urzędniku, która wspominała, że na zdjęciach przedmiotów po ofiarach dokument był cały. To ona złożyła zawiadomienie o przestępstwie, bo gdy w maju 2010 r. odbierała rzeczy męża, dowód był nadpalony. Prawda, która wynika ze śledztwa prokuratury, jest wstrząsająca.

Przesyłkę, w której znajdowały się rzeczy wiceministra, przywieziono do MSZ kilka dni po katastrofie pocztą dyplomatyczną w opakowaniu, z którego - jak zeznała jedna z urzędniczek MSZ - "wydobywała się silna woń nafty i rozkładających się zwłok".

MSZ wysłało wdowie przeprosiny. Prokuratura umorzyła śledztwo, dochodząc do wniosku, że urzędnicy nie chcieli zniszczyć portfela, a potem ratowali, co się dało. Śledczy stwierdził też, że "w działaniach podejmowanych przez osoby ze służb dyplomatycznych RP niewątpliwym determinantem był czynnik psychologiczny, który towarzyszył podejmowanym wówczas decyzjom", a katastrofa "zrodziła sytuację, z którą wcześniej służby dyplomatyczne nie miały do czynienia".

Cały artykuł w "Gazecie Wyborczej">>

Więcej o: