Korea dalej rozbudowuje swoje obozy. Były strażnik: "Każą ludziom kopać swoje własne groby"

Dwa największe obozy pracy w Korei Północnej ciągle się powiększają i to pomimo międzynarodowych protestów - alarmuje Amnesty International. Organizacja opublikowała dziś zdjęcia satelitarne, na których widać, jak w ciągu ostatnich dwóch lat rozwinęła się infrastruktura wokół dwóch głównych gułagów w kraju - okrytych złą sławą obozów nr 15 i 16.

Obóz nr 16 znajduje się na północy kraju niedaleko granicy z Chinami i ma powierzchnię 560 km kw. - jest większy niż wiele stolic europejskich, z Warszawą włącznie. W 2011 r. przetrzymywano tam ok. 20 tys. osób. Obóz nr 15 zajmuje z kolei powierzchnię 370 km kw. i znajduje się w środkowej części kraju, niedaleko Pjongjangu. Dwa lata temu przebywało w nim ok. 50 tys. więźniów.

Ostatnie wykonane w maju zdjęcia satelitarne - które opublikowała w swoim ostatnim raporcie Amnesty International - pokazują, że oba obozy w ciągu ostatnich dwóch lat rozrosły się, wybudowano na ich terenie nowe budynki mieszkalne i drogi, a w okolicy obozowe tartaki i kopalnie intensywnie pracują.

Zobacz zdjęcia satelitarne obu obozów >>>

"Dostali po trzy strzały w głowę, klatkę piersiową i stopy"

W koreańskich więzieniach politycznych przebywają setki tysięcy ludzi - w tym dzieci. Wiele z tych osób nawet nie popełniło żadnego przestępstwa, tylko jest spokrewniona z kimś, kto się naraził reżimowi. W Korei Północnej kary są często zbiorowe i obejmują także bliskich osób, które dopuściły się w oczach władz przestępstwa.

Kim Young-soon, która przebywała w obozie nr 15 między 1980 a 1989 opowiedziała Amnesty International o publicznej egzekucji dwójki więźniów, którzy próbowali uciec z więzienia. - Po tym, jak zostali brutalnie pobici, zostali zaprowadzeni na podest. Zostali przywiązani do drewnianych belek. Dostali po trzy strzały w głowę, klatkę piersiową i stopy - wspomina kobieta.

"Gwałcą i zabijają kobiety. Gwałt nie może wyjść na jaw"

Były strażnik nazwiskiem Lee w obozie nr 16 pracował od początku lat 80. do połowy lat 90. Teraz zdradził Amnesty International, jak naprawdę wygląda rzeczywistość więźniów koreańskich gułagów. Opisał, jak więźniowie są zmuszani kopać swoje własne groby, a potem duszeni lub zabijani uderzeniem drewnianej pałki w głowę.

Lee opowiedział też, jak strażnicy gwałcili kobiety, które niedługo potem znikały. - Po jednej nocy "obsługiwania" strażników czy przedstawicieli reżimu musiały zginąć, bo gwałt nie mógł wyjść na jaw. To się dzieje w większości więzień politycznych.

"Korea Płn. dalej inwestuje w swój aparat represji"

- Nareszcie makabryczna rzeczywistość inwestowania Korei Północnej w ten aparat represji została ujawniona. Apelujemy do władz, aby natychmiast i bezwarunkowo wypuściła wszystkich więźniów sumienia przetrzymywanych w więzieniach politycznych i tym samym zamknęła te obozy - mówił said Rajiv Narayan, badacz zajmujący się w Amnesty International Azją Wschodnią.

AI podzieliła się swoimi najnowszymi dowodami z Komisją Śledczą ONZ, która bada przypadki łamania praw człowieka w Korei Północnej.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Tutaj znajdziesz wersję na telefony z Androidem >>> A tutaj wersję na Windows Phone >>>

Więcej o: