Opolska brygada wystąpiła z szeregów ONR. "Każdy każdemu patrzy na ręce". Reakcja: zdrajcy, dezercja

Narodowcy z opolskiej brygady wystąpili z szeregów ONR. Nie podoba im się m.in. używanie symboli kojarzących się z faszyzmem. I zostali uznani za zdrajców i dezerterów - pisze "Gazeta Wyborcza".

Powodów wystąpienia jest więcej. W liście podpisanym m.in. przez Michała Sosnę, koordynatora opolskiej brygady, i jego zastępców z Kędzierzyna-Koźla oraz Brzegu czytamy, że Obóz Narodowo-Radykalny dawno już przestał być organizacją koleżeńską, a obrał kurs na politykę, która niszczy pod stawowe idee organizacji, czyli działalność wychowawczą.

- Sytuacja, w której każdy każdemu patrzy na ręce, nikt nikomu nie ufa i nikt nie wie, co kto myśli, jest całkowicie niedopuszczalna - napisali. Opolscy oenerowcy zdecydowali się odejść również "ze względu na klimat", który stworzył wokół siebie Ruch Narodowy. "Zapewne nikt w Polsce nie słyszałby nawet, czym jest Ruch Narodowy, gdyby nie Marsz Niepodległości oraz... kontrowersje i afery. Nie taki powinien być RN".

I wyliczają, co działo się na imprezie integracyjnej po Kongresie Ruchu Narodowego: "faszyzujące okrzyki, działacze pod zdecydowanie za wielkim wpływem alkoholu, przekleństwa oraz hołota, z którą nic wspólnego mieć nie chcemy oraz nie powinna mieć organizacja odwołująca się do idei narodowej.

W liście czytamy również, że organizacja dziś ma niewiele wspólnego z przedwojenną wersją i "staje się punktem zaczepienia dla wszelkiego rodzaju dna społecznego". Nacjonaliści zareagowali ostro: sygnatariuszy listu nazwano "zdrajcami", a ich odłączenie "dezercją".

Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej">>

Więcej o: