Kaczyński: "Wielka bieda w Polsce". A dziennikarz sięgnął do danych...

- To, co dzieje się w naszej ojczyźnie, można określić jako wielka bieda - powiedział Jarosław Kaczyński. Paweł Wimmer, dziennikarz i ekonomista, postanowił sprawdzić, jak słowa prezesa PiS mają się m.in. do danych GUS-u. Tabelka dziennikarza okazała się hitem internetu. - Możemy zestawić różne dane - takie, które pokażą nasz niedostatek, i takie, które pokażą fantastyczne zmiany. Nasza gospodarka w czasie kryzysu rosła. Ale mamy także ogromne obszary ubóstwa - komentuje Maciej Głogowski, dziennikarz TOK FM.

- To, co dzieje się dzisiaj w naszej ojczyźnie, można określić jako wielka bieda. Wielka bieda, ale nie w rozumieniu tylko braku środków materialnych, bardzo niskiego poziomu życia znacznej części Polaków, tylko w rozumieniu szerszym. W rozumieniu, które odnosi się do kształtu naszego życia w bardzo różnych jego aspektach. Jest w Polsce ktoś, o kim możemy powiedzieć, że jest ojcem tej biedy - to Donald Tusk, premier obecnego rządu - powiedział w sobotę Jarosław Kaczyński.

Na tę wypowiedź zareagował Paweł Wimmer, dziennikarz i ekonomista. - Tak się przejąłem dramatycznym stanem państwa odmalowanym przez prezesa, że poświęciłem dzisiaj całe popołudnie na zmajstrowanie tablicy porównującej ważne wskaźniki rozwoju ekonomicznego i społecznego kraju w okresie 2007-2012. Dobór jest naturalnie subiektywny, ale wydaje mi się, że ująłem w nim szczególnie ważne wskaźniki - napisał na Facebooku. Dodał nam następnie: "Tydzień czy miesiąc pracy pozwoliłby sporządzić solidny raport - ale to jest szybka odpowiedź na brednie niektórych polityków".

Przyjrzeliśmy się tabelce, pokazuje ona, że nie jest tak tragicznie, jak można wnioskować ze słów prezesa PiS. Większość danych pokazuje, że sytuacja w Polsce w latach 2007-2012 się polepszyła. Jednak niektóre dane bardzo niepokoją: duży wzrost długu publicznego, nierozwiązany problem zapaści demograficznej, czy większe bezrobocie.

TabelaTabela Fot. Facebook.com

Zarabiamy coraz więcej

Tabela Wimmera zawiera kilkadziesiąt wskaźników i pokazuje, że przez ostatnie lata sytuacja w Polsce, pomimo kryzysu gospodarczego, poprawiła się. Spójrzmy na najsłabsze ekonomicznie grupy. Od 2007 r. wynagrodzenie minimalne wzrosło aż o 50 proc., a emerytury i renty - od 23 do 34 proc. Relacja wynagrodzenia minimalnego do średniego poprawiła się o prawie 10 punktów procentowych, co wskazuje, że poziom życia najmniej zarabiających (odnosi się tylko do tych pracujących na umowę o pracę) podnosił się szybciej niż tych, co otrzymują przeciętne wynagrodzenie. Tym osobom dochody wzrosły "tylko" o prawie 19 proc.

Co jednak najważniejsze, w tym czasie dochód rozporządzalny (bez podatków i składek na ubezpieczenie społeczne i emerytalne) na jedną osobę w gospodarstwie domowym wzrósł aż o 30 proc. Wszystkie wskaźniki pokazują realny wzrost dochodu, czyli po uwzględnieniu inflacji. Jest jednak i jeden negatywny wskaźnik. Nieznacznie wzrosła liczba Polaków zagrożonych ubóstwem - z 6,6 do 6,8 proc.

Lepiej w gospodarce, ale...

Największą bolączką od czasów transformacji jest bezrobocie. Od 2007 r. wzrosło ono z 11,2 do 13,4 proc. w 2012 r. (teraz wynosi 13 proc.). W 2008 r. spadło nawet poniżej 10 proc. Jednak w tym samym czasie zatrudnienie wzrosło o 0,5 mln osób. Przez to, że na rynku pracy jest więcej osób, paradoksalnie jednocześnie wzrosła liczba pracujących, jak i bezrobotnych.

Lepiej jest też, jeśli chodzi o resztę wskaźników gospodarczych. Nadrobiliśmy ponad 10 punktów procentowych do średniej unijnej, jeśli chodzi o PKB. O jedną szóstą wzrosło nasze PKB per capita wyrażone w dolarach (inflacja w USA w latach 2007-2012 wyniosła ok. 11 proc.). Negatywnym wskaźnikiem jest jednak wzrost długu publicznego z prawie 45 proc. w relacji do PKB do prawie 53 proc. Narastanie długu to jedna z największych bolączek obecnego rządu i w przyszłości może bardzo obciążyć polski budżet.

Demografia ani drgnie

Ważnym, wciąż nierozwiązanym problemem jest demografia. Według tabeli Wimmera sytuacja pod rządami Donalda Tuska wcale się nie pogorszyła, ale i nie polepszyła. Dzietność kobiet pozostaje na bardzo niskim poziomie - 1,3, a powinno być co najmniej 2,1 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym. 140 tys. Polaków wróciło z emigracji, ale nadal ponad 2 mln pozostaje za granicą. W tym czasie ludność Polski zwiększyła się o ponad 400 tys. osób.

Z tabeli wynika, że mamy więcej samochodów, telefonów komórkowych, lepszy dostęp do internetu i ponad cztery razy więcej dróg ekspresowych i autostrad. Nieznacznie wzrosły też nakłady na służbę zdrowia.

"Ludzie nie sięgają po dane statystyczne"

Tabela z wyliczeniami Wimmera szybko rozeszła się po internecie. Wiele osób żywo o niej dyskutowało. W rozmowie z nami Wimmer wskazuje, jak ważne było pokazanie danych statystycznych.

- Po pierwsze, ludzie nie sięgają po dane statystyczne, nie mają takiego nawyku, zwykle nawet nie wiedzą, gdzie one są i że w ogóle są. Po drugie, wiele osób utożsamia prywatne doświadczenie z doświadczeniem kraju, a więc nie rozumieją istoty zjawisk masowych, ujmowanych właśnie przez statystykę - "GUS kłamie, że wzrosło, skoro mnie spadło". Po trzecie wreszcie, wiele osób, zetknąwszy się z danymi, z którymi się nie zgadza lub które są niewygodne, neguje rzetelność źródeł danych - "GUS kłamie", "wina Tuska" i tym podobne - powiedział nam.

"Różne dane, różne wskaźniki"

O tabelę zapytaliśmy Macieja Głogowskiego, dziennikarza ekonomicznego Radia TOK FM. - Różne dane możemy zestawić i o różnych wskaźnikach możemy rozmawiać. Znajdziemy takie, które pokazują nasz niedostatek, które pokazują, jak wiele wyzwań stoi przed Polską, przed rządzącymi. Wciąż mamy ogromne obszary ubóstwa - nikt, kto jest uczciwy, nie będzie temu przeczył. Trzeba o tym pamiętać - stwierdził.

Dodał zaraz jednak: - Ale tak to już jest, że - patrząc na gospodarkę, stan państwa - musimy posługiwać się statystyką. A ta pokazuje także i fantastyczne zmiany, jakie w Polsce na naszych oczach i z naszym udziałem właśnie zachodzą. Nasza gospodarka w czasie światowego kryzysu finansowego i gospodarczego głębokiego spowolnienia wciąż rosła - wolniej, ale była na plusie. To jest sukces. Pomogli rządzący, pomogła sytuacja, pomogliśmy my sami. Bezrobocie? Tak, jeśli w ujęciu procentowym jest obecnie wyższe, to patrz zdanie wyżej - gospodarka przeżyła poważne spowolnienie, w czasie gdy u wielu partnerów mieliśmy recesję, odbudowa rynku pracy następuje wolniej, ale nastąpi.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Tutaj znajdziesz wersję na telefony z Androidem >>> A tutaj wersję na Windows Phone >>>

Więcej o: