"Seks w moim mieście". Strona działa, a kampania? "Wątpię, że ruszy na nowo"

- To jest sabotaż wobec organizacji, którym dało się pieniądze na realizację trudnego społecznie projektu - stwierdziła w Radiu TOK FM Magdalena Bartnik z Fundacji Redukcji Szkód, komentując wycofanie dotacji dla kampanii profilaktycznej "Seks w moim mieście". - Wątpię, że ten projekt ruszy na nowo - dodała.

Krajowe Centrum ds. AIDS postanowiło rozwiązać z Fundacją Lambda umowę dotyczącą dotacji na kampanię profilaktyczną "Seks w moim mieście", skierowaną do mężczyzn uprawiających seks z mężczyznami. Wcześniej, pod naciskiem "Rzeczpospolitej", centrum wraz z Ministerstwem Zdrowia zamknęły stronę internetową akcji. Strona już działa , nie wiadomo jednak, czy uda się dalej poprowadzić całą akcję. - Wątpię, że ten projekt ruszy na nowo - powiedziała w Radiu TOK FM Magdalena Bartnik, szefowa Fundacji Redukcji Szkód zajmującej się pomocą narkomanom.

"Rz" oburzyła się akcją "Seks w moim mieście". Twórcy: Grzeczne kampanie nie działają >>>

Bo kampania to nie tylko witryna internetowa. Prowadzone były także szkolenia, rozdawano ulotki, a w klubach prezerwatywy. Akcję zatopiła jednak strona internetowa, przez "Rzeczpospolitą" określona mianem "pornograficznej". - Łączenie seksu z narkotykami zadziałało jako podwójna siła rażenia, jeśli chodzi o atakowanie tej akcji - przyznała Bartnik.

- Jedyne, co państwo jest w stanie zaoferować wobec narkomanii, to terapia. Pozostaje jednak ogromna liczba użytkowników, wobec których nie ma żadnych strategii - przekonywała Bartnik. - Bardzo wielu ludzi używa narkotyków w sposób bardzo dla siebie ryzykowny i państwo nic z tym nie robi - mówiła. - Podobnie jest z HIV/AIDS - podjął Jakub Janiszewski, prowadzący audycję "Połączenie". - Z profilaktyką radzimy sobie gorzej, lepiej z leczeniem. Jeśli już ktoś jest zakażony, dostanie opiekę medyczną, leki. Ale wcześniej rozmowy nie ma. I ta kampania to była próba rozświetlenia tego obszaru - podkreślił.

"Sabotaż wobec organizacji. Stracona walka"

Nie udało się. - Artykuł w "Rzeczpospolitej" uruchomił lawinę histerycznych reakcji. Najgorsze jest to, że instytucje państwowe przedstawiają dokładnie ten sam stosunek. To jest sabotaż wobec organizacji, którym dało się pieniądze na realizację trudnego społecznie projektu - mówiła Bartnik. - To, co się stało, pokazuje, że to stracona walka. Co z tego, że będziemy realizować projekty, skoro grantodawcy odwracają się do wszystkich tyłem? - wskazywała.

- Warto się zastanowić, w jaki sposób instytucje państwa działają pod wpływem mediów, pod wpływem strachu, jak odwołują się do narkofobii i homofobii - mówiła. Przyznała, że połączenie narkotyków i seksu w jednej kampanii jest kontrowersyjne. - W kampaniach społecznych w Polsce jest nowe. Trudno się w ogóle mówi o seksie w Polsce, trudno rozmawiać o seksie mężczyzn. To tabu. Poruszane, wywołują histerię i reakcje niewspółmierne do tego, co byśmy oczekiwali - skwitowała aktywistka.

Więcej o: